Plusy i minusy meczu z Górnikiem Zabrze

Plusy i minusy meczu z Górnikiem Zabrze

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po piątkowym spotkaniu z Górnikiem Zabrze (1:3)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUS MECZU

Adrian Łyszczarz

On to znowu zrobił! 22-letni pomocnik Śląska już po raz czwarty w tym sezonie wpisał się na listę strzelców po wejściu z ławki rezerwowych i kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego przywrócił nadzieję wrocławianom na Arenie Zabrze. O tym, że Łyszczarz ma smykałkę do trafień w podobnych sytuacjach doskonale wiedzą kibice rezerw zielono-biało-czerwonych, o tym, że przeniesienie umiejętności z II ligi na ekstraklasowe boiska wcale nie jest takie proste, w piątek kolejny raz przekonał się jednak choćby Sebastian Bergier. Łyszczarz robi, co może, by wreszcie zasłużyć na miejsce w wyjściowej jedenastce Śląska. Owszem, udane wejścia z ławki wcale nie dają patentu na dobra grę od pierwszej minuty, co głównie w poprzednim sezonie pokazywał Fabian Piasecki, próbować jednak trzeba. Brak Łyszczarza w wyjściowej jedenastce w przyszłotygodniowym meczu z Wartą Poznań, szczególnie po kolejnej porażce, będzie już zupełnie niewytłumaczalny.

MINUSY MECZU

Wojciech Golla

Jeżeli najbardziej doświadczony piłkarz formacji defensywnej, gra w najbardziej elektryczny sposób z całego zespołu, wiedz, że o punktach możesz sobie tylko pomarzyć. Bramka, którą Śląsk stracił na 0:1 w Zabrzu sparaliżowała cały zespół trenera Jacka Magiery i szybko doprowadziła do wyprowadzenia drugiego ciosu przez gospodarzy, tej sytuacji można było jednak uniknąć, gdyby nie dziwaczne zachowanie Golli. Stoper zielono-biało-czerwonych w nieodpowiedzialny sposób stracił piłkę przy próbie wyprowadzenia sprzed własnego pola karnego, czym otworzył drogę do bramki zawodnikom czternastokrotnego mistrza Polski, a Bartosz Nowak skompletował dublet, jednak jego nerwowych zagrań w piątek było zdecydowanie więcej. Golla w Zabrzu wygrał zaledwie 5 z 16 pojedynków, łącznie zanotował również siedem strat (więcej tylko Lewkot oraz Praszelik). Defensywę Śląska w piątek w ryzach o dziwo trzymał Diogo Verdasca, kiedy jednak tuż przed przerwą musiał zejść z kontuzją, wszystko posypało się błyskawicznie.

Robert Pich

W pomeczowe słowa trenera Magiery o tym, że Pich w Zabrzu wcale nie zagrał słabego meczu ewentualnie można byłoby uwierzyć, gdybyśmy nie znali potencjału Słowaka albo nie pamiętali jak wyglądał jeszcze w pierwszych występach trwającego sezonu. Powracający do wyjściowej jedenastki po dwóch kolejkach nieobecności skrzydłowy w rywalizacji z Górnikiem kolejny raz solidnie rozczarował i aż dziw bierze, że szkoleniowiec zdjął go z boiska dopiero w 87. minucie. Być może po prostu zapomniał, że na nim jest, taki był niewidoczny, to by się w sumie zgadzało. Cała ofensywna praca Picha w Zabrzu zamknęła się w dwóch niecelnych strzałach, raptem 6 wygranych pojedynkach na 15 podjętych i jednym powodzeniu przy pięciu próbach dryblingu. Jeżeli to nie był słaby występ, trochę obawiam się, co moglibyśmy w ten sposób nazwać.

Jak za dawnych lat

Kibice czternastokrotnego mistrza Polski lubią zagrzewać swoich piłkarzy przyśpiewką „zagraj, zagraj, jak za dawnych lat”, która oczywiście nawiązuje do imponującej historii Górnika Zabrze. W piątek przy Roosevelta, jak za jeszcze nie tak znowu dawnych lat zagrał Śląsk, a postawa zespołu trenera Jacka Magiery przywoływała najbardziej mroczne wspomnienia z wyjazdów za kadencji jego poprzednika. Co się stało z wrocławianami z początku sezonu? Jaki był ich pomysł na ten mecz, bo w pierwszej połowie nie pokazali nic konkretnego, a w drugiej przyjęli dwa szybkie ciosy i było po wszystkim. Śląsk w piątek wyglądał jak zespół, któremu jest zupełnie wszystko jedno, jakim wynikiem zakończy się mecz z Górnikiem, a szkoda. Nawet po 17. kolejce poprzedniego sezonu, który przecież do przyjścia Magiery uznawaliśmy za całkowicie nieudany, zielono-biało-czerwoni mieli na swoim koncie o punkt więcej oraz mniejszą stratę do podium (teraz dziewięć oczek, wtedy – uwaga – zaledwie trzy).

WYDARZENIE MECZU

Błędy indywidualne

To bardzo dobrze, że trener Magiera dostrzega i nazywa po imieniu błędy indywidualne, które prowadzą do tracenia bramek przez Śląsk, sęk w tym, że jego zespół w każdym kolejnym meczu nie wygląda, jakby w ogóle próbował wyciągać z tego wnioski. Jak nie Lewkot, to Putnocky, jak nie Putnocky, to w piątek w Zabrzu Golla, a za tydzień pewnie znajdzie się jeszcze ktoś inny. Śląsk na czyste konto czeka od pięciu spotkań, w tym czasie nie stracił jednak pięciu czy sześciu bramek, ale aż dwanaście. Wyjąwszy Pogoń nie rywalizował też z ligową czołówką, tylko Bruk-Betem Termaliką Nieciecza albo Jagiellonią Białystok. Liderujący Lech we wszystkich dotychczasowych meczach ekstraklasy dał sobie wbić zaledwie osiem bramek, wspomniani Portowcy trzynaście, a tyle samo nawet Radomiak, który akurat jako beniaminek miałby święte prawo gubić się w defensywie i dopiero uczyć na błędach. O jakiej walce o podium czy puchary my w ogóle próbowaliśmy marzyć przez większą część kończącej się ligowej jesieni? Może właśnie taka postawa jak w ostatnich tygodniach i obecna sytuacja w tabeli, to prawda o Śląsku Jacka Magiery. W piątek w Zabrzu trudno było odnieść wrażenie, że komukolwiek to przeszkadza.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.