Plusy i minusy meczu z Piastem
fot.: Rafał Sawicki
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim sparingu z Piastem Gliwice (0:1)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
PLUSY MECZU
Mateusz Stawny
19-latek przeciwko gliwiczanom wystąpił od pierwszej minuty i mógł być to jakiś znak, że zawodnikowi temu mocno przygląda się trener Ivan Djurdjević, który już w rundzie jesiennej ochoczo zapraszał go na treningi pierwszej drużyny, a nawet zabrał młodziana na mecz Pucharu Polski z Lechem Poznań (3:1), po którym wrocławianie awansowali do 1/8 finału rozgrywek. Wydaje się, że debiut w oficjalnym meczu pierwszej drużyny jest w przypadku wychowanka Śląska tylko formalnością, a przy takiej pokorze i chęci do rozwoju, o których mówił po meczu serbski szkoleniowiec, takie wydarzenie może mieć miejsce już w nadchodzącej rundzie jesiennej. Stawny jest etatowym graczem drugiej drużyny WKS-u prowadzonej przez Krzysztofa Wołczka, a na drugoligowej scenie często imponuje dobrą grą w kontakcie z przeciwnikiem, dużą skutecznością pojedynków i eleganckim wyprowadzeniem piłki. Jego historia ma wiele wspólnego z pięknym snem Szymona Michalskiego, który po świetnym obozie pod wodzą Jacka Magiery udał się na wypożyczenie do I ligi, gdzie odniósł kontuzję. Oby Stawny miał więcej szczęścia.
Oskar Mielcarz
Kolejny zawodnik młodej gwardii, którego znalazł się w gronie wyróżnionych po meczu z Piastem, a to wiele znaczy o tym, jak z rolą przewodników poradzili sobie starsi gracze. Mielcarz łatwego zadania nie miał, bo na drugą połowę wchodził przy niekorzystnym wyniku, ale przez całe 45 minut nie skapitulował ani razu. Pomimo, że na jego bramkę sunęły kolejne wściekłe ataki Piastunek kończone strzałami Rauno Sappinena, a lewą stroną kąsał raz po raz Alexandros Katranis, który wyglądał, jakby najadł się za dużo suplementów. Mierzący 198 centymetrów golkiper był jednak czujny, w wielu sytuacjach dobrze interweniując także na przedpolu. Że Śląsk bramkarzami stoi wiemy nie od dziś, a syn znanego ekstraklasowego golkipera Macieja Mielcarza występami w tym sezonie w drugoligowych rezerwach i drużynie U-19 udowadnia, że zasługuje na treningi z pierwszym zespołem. Pomimo, że nieco kuleje u niego gra nogami, to już dziś 18-latek wydaje się dobrym materiałem na solidnego golkipera. Dostrzega to też trener Djurdjević, który w obliczu choroby Michała Szromnika lub innych okoliczności pięciokrotnie powoływał urodzonego w Poznaniu zawodnika do meczowej kadry pierwszej drużyny. Niech najlepszym podsumowaniem jego występu będzie fenomenalna interwencja na refleks z 66. minuty meczu, kiedy końcami palców zatrzymał piłkę zmierzającą do siatki. Możecie ją zobaczyć w naszym skrócie spotkania.
MINUSY MECZU
Druga połowa Śląska
Jeśli ktoś po pierwszej połowie meczu przy Oporowskiej opuściłby to widowisko, nic raczej by nie stracił. W trakcie drugich 45 minut w wykonaniu wrocławian niejednemu z kibiców mogły rozdziawić się usta, ale nie w wyrazie zdziwienia grą gospodarzy, a wszechobecnej nudy. Wrocławianie przez całą połowę mieli problemy z przedostaniem się pod bramkę podopiecznych Aleksandara Vukovicia, pomimo faktu, że na boisku pojawił się potencjalnie mocniejszy skład niż wyjściowy, w którym znaleźli się m.in. Patrick Olsen czy Erik Exposito. Zawodnicy i sam trener tłumaczą taki stan rzeczy zupełnie innymi etapami przygotowań, na których znajdują się obecnie dwie drużyny, ale w niejednym obserwatorze gry wrocławskiego zespołu mogły obudzić się demony, kiedy Śląsk był kompletnie bezradny w rundzie jesiennej pod bramką rywala (Radom, Mielec). Piast z kolei zaskoczył gospodarzy pressingiem i wystrzałową ofensywą, która nie pozwalała na bezpieczne rozegranie akcji od tyłu. A to wszystko w drugim garniturze, w którym zagrali m.in. Gabriel Kirejczyk czy Piotr Liszewski.
Sebastian Bergier
Nie chcemy pastwić się już nad 23-latkiem, ale mecz z Piastem po raz kolejny udowodnił, że Bergier w pierwszym zespole na dłużej zagościć nie może. Odmiennie niż w rezerwach grał na lewym skrzydle, ale pomimo kilku szans na wyprowadzenie kontrataków, uparcie zatrzymywał się z piłką i spowalniał ataki. Najbardziej uderzał w oczy jego brak pewności siebie, a więcej o braku synergii na lewej stronie w drugiej połowie mówił Olivier Wypart dla klubowej strony, który wskazywał, że duet Bergier – Wypart nie mógł stworzyć dużego zagrożenia dla przeciwnika. Być może gdyby 23-letni napastnik miał większy wkład w drużynę Krzysztofa Wołczka, a ta nie znajdowałaby się na ostatnim miejscu w tabeli, o czym ostatnio pisaliśmy TUTAJ, jego gra uległaby przeobrażeniu. A tak widujemy kolejne niemrawe występy wrocławianina, który udowadnia, że pewnego poziomu nie przebije.
WYDARZENIE MECZU
Żywa Oporowska
Ten mecz wyglądałby zdecydowanie smutniej, gdyby nie kibice, którzy licznie zjawili się przy Oporowskiej, aby zobaczyć zespół przed wylotem do Turcji. Tak dużej liczby widzów na próżno szukać podczas meczów rezerw, rozgrywanych często przecież o podobnych godzinach w weekendy. Taka atmosfera na legendarnym obiekcie w stolicy Dolnego Śląska wyczekiwana była od dawna, a przynajmniej od meczu z września 2021 roku, kiedy na Oporowską zawitało Zagłębie Lubin, które rywalizowało z rezerwami Śląska w 1/32 Pucharu Polski. Celebrację i radość na trybunach zepsuł oczywiście w sobotnie popołudnie wynik, ale w pamięci pozostaną obrazki młodych fanów licznie oczekujących na swoich idoli w poszukiwaniu autografów. Niech taki wizerunek nie przykrywa jednak mizerii, jaką zaprezentowali gracze Śląska.
Tłuszcz dobry na odchudzanie? Sprawdź, jak umiejętnie go stosować!