Plusy i minusy meczu z Radomiakiem
fot.: Paweł Kot
Co zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po niedzielnym spotkaniu z Radomiakiem Radom (0:0)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
PLUSY MECZU
Patrick Olsen
W przypadku Duńczyka obawy o to, że podobnie jak Dennis Jastrzembski szybko wtopi się w ekstraklasową rzeczywistość, okazują się bezpodstawne. Nawet pomimo trwającej serii bez zwycięstwa, Olsen w każdym kolejnym występie potwierdza jak ważnym zawodnikiem Śląska może być, a w niedzielę trudno było zliczyć jego udane interwencje. Duńczyk nie rzucał się w oczy, umiejętnie zgrywał odbite piłki, albo szukał podań napędzających akcje na ich zupełnie początkowym etapie. Bez jego roli Śląskowi trudno byłoby jednak myśleć o punkcie w konfrontacji z Radomiakiem, a postawę swojego zawodnika na pomeczowej konferencji podkreślił również sam trener Piotr Tworek, który ocenił, że Olsen może wyrosnąć na lidera środka pola. To pewnie nie jest przypadek, że od kiedy Duńczyk zaczął grać w pierwszym składzie, w trzech meczach wrocławianie stracili tylko jednego gola.
Znowu czyste konto
Jeśli po serii dziesięciu spotkań bez zera z tyłu wrocławianom ta sztuka udaje się dwa razy na przestrzeni trzech kolejek, to wiedz, że coś się dzieje. Śląsk czyste konto zachował w drugim kolejnym meczu z rzędu i szkoda tylko, że w niedzielę, tak jak dwa tygodnie temu przeciwko Zagłębiu nie był w stanie zaproponować niczego zaskakującego pod bramką przeciwnika. Jednocześnie miał też mnóstwo szczęścia, bo w doliczonym czasie gry po zamieszaniu w polu karnym piłkę za linię końcową przepchnął przecież Goncalo Silva, a sędzia Daniel Stefański nie uznał gola dopiero po sygnale z VAR. Uporządkowanie gry w defensywie to już dobry kierunek obrany przez podopiecznych najpierw Jacka Magiery, a teraz już Piotra Tworka. Bezbramkowymi remisami może być jednak ciężko uratować ekstraklasę dla Wrocławia.
MINUSY MECZU
Znowu bez gola
335 to nie kierunkowy do Radomia, ani ustawienie Śląska w pierwszym meczu pod wodzą nowego szkoleniowca, ale liczba minut bez strzelonego gola, która może mrozić krew w żyłach. Niedzielne spotkanie było już trzecim pełnym z rzędu, kiedy wrocławianie nie potrafili skierować futbolówki do bramki przeciwnika, a wspomnienie ostatniego trafienia to i tak tylko rzut karny Fabiana Piaseckiego z rywalizacji z Piastem (1:3). Wykonawcy na papierze są, nawet jeśli zawodzi Erik Exposito, to z ławki dołączają Fabian Piasecki czy Caye Quintana, problem polega jednak na tym, że kogo w ostatnim czasie nie wystawialiby Jacek Magiera i Piotr Tworek, to kompletnie nie działa. Śląsk w ofensywie zablokował się na dobre, a poprawa musi przyjść już od następnej kolejki, bo okupowanie ostatniej bezpiecznej lokaty w tabeli ekstraklasy dla takiego klubu wygląda wyjątkowo zawstydzająco.
Niewykorzystany rzut karny
Jak nie idzie, to nie idzie, w niedzielę nie poszło nawet z rzutu karnego, do którego w samej końcówce podszedł Petr Schwarz. Być może gdyby nie krótka niedyspozycja Erika Exposito, który tę jedenastkę wywalczył, to Hiszpan pewnie wykonałby stały fragment i problemu by nie było, Czech jednak nie stanął na wysokości zadania. Piłka uderzona przez byłego zawodnika Rakowa Częstochowa zatrzymała się na słupku, Radomiakowi się upiekło, a ten karny to była tak naprawdę najlepsza sytuacja bramkowa gospodarzy niedzielnego meczu. Wojciech Golla w pomeczowej wypowiedzi stwierdził nawet, że gdyby Schwarz trafił, Śląsk na pewno nie oddałby żadnych punktów, tak czy inaczej taka sytuacja z pewnością nie podbudowała jednak morale nowych podopiecznych trenera Tworka. Symptomatyczne, że regularne kłopoty z jedenastkami za czasów pracy obecnego szkoleniowca Śląska miała również jego Warta Poznań.
WYDARZENIE MECZU
Debiut bez wygranej
Trener Tworek nie poszedł śladami swoich dwóch poprzedników i nie wygrał debiutanckiego meczu na ławce Śląska. Vitezslav Lavicka i Jacek Magiera zwyciężali nawet bez traconych bramek (Czech 2:0 z Zagłębiem Sosnowiec, Polak 1:0 w Białymstoku), po raz ostatni w swoim pierwszym meczu potknął się Tadeusz Pawłowski w lutym 2018 roku (1:1 z Górnikiem Zabrze). Gdyby nie karny, wrocławianie w niedzielę mogli wygrać, gdyby nie sytuacja z VAR w końcówce, mogli przegrać, trudno się więc oprzeć wrażeniu, że podział punktów to po prostu sprawiedliwe rozstrzygnięcie. Nie mniej ważny dla Śląska w niedzielny wieczór był wynik, który nadszedł z Krakowa, gdzie Wisła rzutem na taśmę straciła punkty z Lechem (1:1). Gdyby wygrała, przewaga wrocławian nad strefą spadkową wynosiłaby już tylko punkcik. Margines błędu ciągle jest jednak niesłychanie mały.