Plusy i minusy meczu z Rakowem
fot.: Mateusz Porzucek
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim spotkaniu z Rakowem Częstochowa? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym opierając się na danych z raportu InStat, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
PLUSY MECZU
Michał Szromnik
Po tym, jak kilka dni przed meczem zakażeniu koronawirusem uległ Matus Putnocky, stało się jasne, że po raz pierwszy od początku poprzedniego sezonu ligowego trener Vitezslav Lavicka będzie musiał postawić na zmiennika Słowaka. Szromnik w sobotę stanął na wysokości zadania, a bez jego roli nie byłoby cennego zwycięstwa z liderem spod Jasnej Góry. Golkiper Śląska szczególnie efektowne interwencje zanotował po uderzeniach Iviego Lopeza z rzutu wolnego w pierwszej połowie i ekwilibrystycznej próbie Petra Schwarza tuż przed końcowym gwizdkiem. Nie można również zapominać, że dopisało mu szczęście, bo gdyby nie słupek po uderzeniu hiszpańskiej gwiazdy Rakowa, druga część rozpoczęłaby się od gola na 0:1. Putnocky zapewnie nie zdąży wydobrzeć przed piątkowymi derbami w Lubinie, występ Szromnika sprawia jednak, że stan zdrowia Słowaka nie musi nam spędzać snu z powiek.
Bartłomiej Pawłowski
Obiecujące występy w listopadzie spuentowane ładnym trafieniem z rzutu wolnego w Gdańsku, były tylko zwiastunem rosnącej formy skrzydłowego Śląska. Pawłowski w starciu z liderem okazał się niekwestionowanym liderem ofensywy swojego zespołu. Blondwłosy zawodnik oddał trzy z sześciu celnych strzałów gospodarzy, pokonał też największy dystans, a jego praca przełożyła się na najwyższy drużynowy InStat Index. Przede wszystkim Pawłowski zapewnił jednak wrocławianom niespodziewany komplet punktów wykorzystując rykoszet i niepewną interwencję bramkarza gości. Jego dobra forma w połączeniu z problemami zdrowotnymi Lubamo Musondy, którego w meczu przeciwko Rakowowi zabrakło w meczowej kadrze, może sprawić, że Pawłowski wreszcie zadomowi się w wyjściowej jedenastce Śląska. Gra prezentowana przez niego w ostatnim czasie to również bardzo zachęcająca perspektywa przed wyjazdem do Lubina, przy okazji którego 28-latek z pewnością będzie chciał się przypomnieć niedawnemu pracodawcy.
Maciej Pałaszewski
Wobec niepewnej dyspozycji zdrowotnej Waldemara Soboty utrzymał miejsce w wyjściowej jedenastce po meczu w Bielsku-Białej i kolejny raz zasłużył na pochwały. Pałaszewski wykonywał ważną pracę w newralgicznej strefie boiska, gra coraz dojrzalej, a przede wszystkim nie popełnia błędów, które mogłyby utrudniać grę Śląska. O udanym występie rodowitego wrocławianina świadczą też poszczególne statystyki – znalazł się w czołówce zawodników z najlepszą dokładnością podań, wygranych pojedynków, a także odbiorów. Przed rozpoczęciem sezonu wydawało się, że przy parze Sobota – Mączyński, Pałaszewski będzie skazany jedynie na kilkunastominutowe epizody z ławki, w ostatnim czasie pokazuje jednak, że kiedy już dostaje szansę, potrafi ją wykorzystać. W sobotę nie pierwszy raz wyglądał lepiej od partnera ze środka pola, a miejsca Sobocie na pół godziny przed końcem musiał ustąpić pewnie tylko dlatego, że nie nosi kapitańskiej opaski.
MINUS MECZU
Krzysztof Mączyński
Przyzwyczailiśmy się do myśli, że Śląsk bez Krzysztofa Mączyńskiego jest zdecydowanie słabszym zespołem, bieżący sezon nie jest jednak pasmem sukcesów dla kapitana zielono-biało-czerwonych. Mecz z Rakowem był kolejnym w ostatnich tygodniach, w których bite przez Mączyńskiego stałe fragmenty gry nie stanowiły choćby minimalnego zagrożenia dla bramki przeciwnika, a do rangi symbolu urasta kolejny rzut wolny, po którym trafił w… jednoosobowy mur. Były reprezentant Polski w sobotę przegrał większość pojedynków, a i w liczbie strat znalazł się w niechlubnej drużynowej czołówce. Bogactwo trenera Lavicki w środku pola sprawia, że rola Mączyńskiego w Śląsku przestała być niepodważalna, a utrzymująca się od dłuższego czasu słaba forma powoli staje się alarmująca.
WYDARZENIE MECZU
Wymuszone rotacje
W związku z urazami i koronawirusem, trener Lavicka był zmuszony przeprowadzić cztery zmiany w porównaniu do jedenastki, która rozpoczęła ubiegłotygodniowy mecz z Podbeskidziem. Najpoważniejsze roszady dotyczyły defensywy, gdzie zmienili się bramkarz, jeden ze stoperów i prawy obrońca, po wygranej z liderem małą rewolucję można jednak ocenić na plus. Śląsk odnalazł się w nowym graniu, znowu był zabójczo efektywny, a jednocześnie właśnie w formacji defensywnej stanowił prawdziwy monolit i nie stracił bramki w meczu na własnym stadionie już po raz trzeci z rzędu. Czeski szkoleniowiec kombinował też w trakcie gry – dwie zmiany w pierwszym kwadransie drugiej połowy to sytuacja, z którą wcześniej w tym sezonie ekstraklasy nie mieliśmy do czynienia. Zdolność piłkarzy wrocławian do szybkiej adaptacji w nowych warunkach, w dodatku przeciwko poukładanej i pewnej siebie drużynie Marka Papszuna, niewątpliwie może być krzepiąca.