Plusy i minusy meczu z Wisłą Płock
fot.: Paweł Kot
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim spotkaniu z Wisłą Płock (2:1)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
PLUSY MECZU
Przełamanie!
Po blisko czterech miesiącach od poprzedniego kompletu punktów, piłkarze Śląska w Płocku wreszcie doczekali się wygranej. Ich niemoc trwała od 27 listopada i domowej wygranej ze Stalą Mielec (2:1), a na wyjazdowe zwycięstwo czekali od 23 października, gdy rozgromili inną Wisłę przy Reymonta 5:0. Dziewięć kolejnych meczów z rzędu bez zwycięstwa stanowiło najdłuższą serię w ekstraklasie oraz najgorszą w przypadku Śląska od sezonu 2017/2018, gdy Jana Urbana zastępował Tadeusz Pawłowski. Niemoc była zaskakująca, zawstydzająca, a przede wszystkim kosztowała posadę Jacka Magierę, od soboty o tym wszystkim na szczęście można już mówić w czasie przeszłym. Przed trudnymi meczami z Lechem i Rakowem, dwutygodniowa przerwa na kadrę minie przy Oporowskiej w zdecydowanie lepszych nastrojach niż się zapowiadało.
Jakub Iskra
Poprzedni szkoleniowiec Śląska lubił sygnalizować i wspominać, że Iskra z tygodnia na tydzień wygląda coraz lepiej, a jego regularna gra może stać się kwestią czasu, zaś Piotr Tworek przeszedł do czynów i po prostu wystawił młodzieżowca w pierwszym składzie. Iskra w jedenastce ekstraklasowego zespołu wybiegł do tej pory tylko w jesiennej konfrontacji Pucharu Polski z Bruk-Betem (0:1), a jego występ w Płocku dał dużą nadzieję na przyszłość. Gdy trener Śląska na pomeczowej konferencji usłyszał nadesłane przez nas pytanie o występ 19-letniego wahadłowego aż zakrzyknął jakby będąc przygotowanym na pochwały pod adresem swojego zawodnika i nie szczędził mu ciepłych słów. Iskra wygląda na zawodnika, któremu wystarczy dać trochę cierpliwości oraz spokojnego wprowadzania do zespołu, a w krótkim czasie może odwdzięczyć się sporą jakością. Ciągle trzeba też pamiętać, że do końca sezonu jest jedynie wypożyczony z włoskiego SPAL, a do tej pory brakowało materiału do jego oceny.
Gole napastników
Zespół mający w kadrze takich napastników jak Erik Exposito i Fabian Piasecki w teorii nawet nie powinien myśleć o tak niskich rejonach tabeli, jak te okupowane przez Śląsk, w praktyce wrocławianie w dziewięciu wcześniejszych meczach z gry trafili tylko raz. W Płocku wreszcie było inaczej, strzelby trenera Piotra Tworka dały o sobie znać, a zarówno dla hiszpańskiego, jak i polskiego napastnika sobotnie gole mogą mieć ogromną wagę w kontekście dalszej części sezonu. Exposito wpisał się na listę strzelców po raz pierwszy od listopadowego meczu z Jagiellonią (2:2) i wyraźnie nabiera coraz większej pewności siebie po fiasku przenosin do Chin. Piasecki chyba coraz skuteczniej próbuje wyrzucić z głowy Stal Mielec, a dla jego PR wśród kibiców Śląska nie mogło wydarzyć się nic lepszego niż bramka przerywająca tak złą serię właśnie w takich okolicznościach. Skuteczność napastników bardzo przyda się wrocławianom również w kwietniu i maju.
MINUS MECZU
Słaba pierwsza połowa
Trener Tworek na pomeczowej konferencji chwalił reakcję swoich zawodników po nieudanej pierwszej połowie, pytanie jednak dlaczego po raz kolejny musiało do niej dojść. W entuzjazmie po wyczekiwanym zwycięstwie pierwsza połowa schodzi na drugi plan, warto jednak pamiętać, że w ciągu 45 minut otwierających sobotnią rywalizację w Płocku Śląsk wcale nie wyglądał jak zespół dysponowany lepiej niż w ostatnich tygodniach. Był też przecież o włos od prawdziwej katastrofy, gdy w ostatniej akcji pierwszej części do bramki trafił Kristian Vallo, jednak sędzia odgwizdał spalonego. Niewątpliwie znaczącym czynnikiem odmieniającym mecz z Wisłą była zmiana, którą Tworek zaordynował już w przerwie. Słabszego tym razem Patricka Olsena zastąpił Waldemar Sobota i to przecież po jego indywidualnej akcji już chwilę później trafił Exposito.
WYDARZENIE MECZU
Bliżej utrzymania
W 26. kolejce walczący o utrzymanie Śląsk przede wszystkim musiał pomóc sobie sam w Płocku, nie bez znaczenia pozostają jednak wyniki zespołów ze strefy spadkowej, które granie również mają już za sobą. W piątek w Szczecinie przegrała przecież Wisła Kraków (1:4), a dzień później bezdyskusyjnie słabszy od Lechii w Gdańsku okazał się Górnik Łęczna (0:2). Dzięki tym wynikom, a także własnej wygranej przy Łukasiewicza, Śląsk powiększył już przewagę nad strefą spadkową do sześciu punktów, a dzięki lepszym bilansom z Białą Gwiazdą i drużyną z Lubelszczyzny w praktyce to siedem oczek. W niedzielę ten stan rzeczy w razie zwycięstwa na Arenie Zabrze delikatnie może jeszcze zmienić Bruk-Bet, niewykluczone jednak, że właśnie ostatnia marcowa kolejka odegra znaczącą rolę w powodzeniu walki Śląska o pozostanie w ekstraklasie.