Pojedynek braci

Na trybunach fiesta, na boisku twarda walka o ligowe punkty – tak zapowiada się sobotni mecz Śląska Wrocław z Lechią Gdańsk.

Kibice obu zespołów jutro będą świętować. Potyczki Śląska z Lechią oznaczają, że wrocławskie ulice stają się bardziej rozśpiewane i kolorowe niż zazwyczaj. A to za sprawą wędrujących po mieście i biesiadujących fanów obu ekip, przystrojonych w klubowe barwy. Można więc być pewnym, że jutrzejszy wieczór – który zapewne będzie chłodny, w końcu nadal mamy kalendarzową zimę – pod względem dopingu będzie bardzo gorący i radosny.

Mniej radośnie przed sobotnią potyczką jest w szeregach Śląska. Wrocławianie w tym meczu nie będą mieli wielkiego pola manewru. Potyczkę z trójmiejską ekipą muszą wygrać, i nie ma tu żadnego „ale”. W ligowej tabeli w okolicy ósmego miejsca, na którym obecnie plasuje się Śląsk, jest ciasno i duszno. I nie ma ani miejsca, ani czasu na wpadki czy stratę punktów.


 

Bo za plecami wrocławian panuje ruch jak w mrowisku, rywale nie śpią i straceńcza wędrówka w pobliże strefy spadkowej wcale nie jest taka niemożliwa. Dlatego – mimo sympatii kibiców obu ekip – to Lechia powinna wracać do Gdańska na tarczy, by Śląsk mógł spać nieco spokojniej.

Na dodatek piłkarze Ryszarda Tarasiewicza – przynajmniej póki co – grą w pierwszych bojach po zimowej przerwie nie zaimponowali. Po klęsce z Jagiellonią Białystok na wrocławskich piłkarzy wylano słusznie kubły zimnej wody i dołożono pianę ze słów gorzkiej krytyki. Bo zagrali zwyczajnie słabo, bez ładu i składu. Dlatego w sobotę z Lechią Gdańsk koniecznie trzeba wygrać. By złapać głębszy oddech i wiatr w żagle, a także by zrehabilitować się w oczach kibiców.

Ryszard Tarasiewicz będzie miał do dyspozycji w tym meczu nieco szerszą kadrę, niż w poprzedniej potyczce. Zagrać będzie mógł zawieszony wcześniej za kartki Sebastian Dudek, po kontuzji wróci także Krzysztof Ulatowski. Mniej pewny jest występ Antoniego Łukasiewicza, innego kartkowego banity, któremu przypałętał się uraz mięśnia uda i nie wiadomo, czy pomocnik do soboty się wykuruje. Także występ Piotra Ćwielonga stoi pod małym znakiem zapytania, a to przez zbite biodro ofensywnego asa Śląska. Wróble na Oporowskiej ćwierkają jednak, że „Pepe” w sobotę wybiegnie na murawę.

Nieco spokojniej jest w obozie Lechii. Gdańszczanie w tym sezonie spisuje się całkiem solidnie. Piłkarze prowadzeni przez Tomasza Kafarskiego uzbierali dotychczas 28 punktów (o cztery więcej niż Śląsk) i zajmują 6. miejsce w ligowej stawce. W zespole nie ma może wielkich gwiazd, są za to dobrzy wyrobnicy i paru piłkarzy, którzy – przy dobrych wiatrach – potrafią pokazać pazur, jak choćby Łukasz Surma, Paweł Buzała czy pozyskany zimą Łotysz Olegs Laizans. Przyznać trzeba, że wiosną ta „szajka solidnych” na razie nie zachwyca. W meczach z Odrą Wodzisław i Polonią Warszawa gdańszczanie wywalczyli po punkcie. O pierwszą wiosenną wygraną Lechia zagra we Wrocławiu w pełnym składzie. W meczowej kadrze brakuje tylko dwóch graczy drugiego planu – Marko Baijcia i Jakuba Zabłockiego.

Póki co, Śląsk wiosną gra średnio imponującą piłkę. Ani wiosenne wyniki wrocławian, ani – tym bardziej! – dorobek punktowy na kolana rzucić nie może. I mało kto założyłby się o wynik jutrzejszego meczu. Pozostaje wierzyć, że wrocławianie na rzęsach staną, żeby pokazać, że zeszłotygodniowa porażka z „Jagą” była przykrym wypadkiem przy pracy.

Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk, sobota (13 marca), godz. 19.15, stadion przy ul. Oporowskiej 62.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.