Półfinał daleko: Arka – Ślask 2:0


Wrocławianie przegrali w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Pucharu Polski z Arką Gdynia 0:2. Gole dla gospodarzy po przerwie strzelali Kuklis i Tomasik. WKS drugą połowę grał w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Jarosława Fojuta. Wcześniej setki nie wykorzystał Piotr Ćwielong. Do Gdyni nie poleciało kilku kluczowych graczy, ale wobec ich słabej formy oraz mocnego zaplecza trudno było być zdziwionym. Zaskoczyła obecność w pierwszym składzie dwóch napastników – Gikiewicza i Voskampa. Swoją szansę otrzymał także dawno nieoglądany Amir Spahić. W zespole Petra Nemeca – trenera WKS-u sprzed dekady – pokazali się zawodnicy znani z ekstraklasowych boisk: Radzewicz, Pruchnik, Jarzębowski i Kuklis.
Już pierwsze minuty pokazały, że Bośniakowi brakuje ogrania. Po jednym z jego niecelnych podań groźnie strzelał Nwaogu, ale Kelemen spisał się bez zarzutu. Klops meczu należał jednak do innego defensora Śląska. Tego, któremu – jak wiemy z przeszłości – gdyński klimat nie służy. Tuż przed przerwą Jarosław Fojut dostał podanie od Spahicia, ale piłkę chciał zostawić Kelemenowi. Zachowanie o tyle karygodne, że za jego plecami dłuższą chwilę czaił się nigeryjski napastnik. Przyszły stoper Celticu tego nie zauważył i ratował się faulem. Kara musiała być jedna – czerwona kartka.
Kilka minut wcześniej pod drugą bramką nie popisał się Ćwielong, który przy kilku atutach ma jedną poważną wadę – jest nieskuteczny. Pepe dostał genialne podanie od Dudka, ale przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem gospodarzy. Groźnie strzelali także Cetnarski i Socha, lecz Kelemen również się nie nudził. Sporo wiatru na prawym skrzydle robił Kowalski, a Pruchnik pokazał, że umie przymierzyć z daleka.
Po przerwie trener Lenczyk wpuścił za Voskampa Celebana, lecz gospodarze i tak zamknęli rywali na własnej połowie. Śląsk wytrzymał tylko 8 minut. Wtedy ostrzał naszej bramki zakończył przewrotką Piotr Kuklis. Smutno musiało zrobić się kibicom, gdy patrzyli jak wychowanek Tadeusz Socha ze strachu uchyla głowę i pozwala rywalowi trafić do siatki.
Śląsk w dziesiątkę groźny nie był, za to z pewnością niedokładny. To nie pozwoliło wrocławianom pokusić się nawet o jedną bramkę, a ta przydałaby się, zwłaszcza że na dziesięć minut przed końcem dostali drugą bramkę. W roli statystów wcielili się Socha i Celeban, Pietrasiak nie zdążył z pomocą, a Tomasik trafił z podania Flisa.
Tym razem lekcję gry dała wrocławianom ósma drużyna pierwszej ligi. Znów było wolno w ataku i radośnie w obronie. Zmienili się tylko, poza Fojutem, wykonawcy. Śląsk uratować twarz może jeszcze w rewanżu. Za tydzień we Wrocławiu.
Arka Gdynia – Śląsk Wrocław 2:0 (0:0)
Strzelcy: Kuklis 53 Tomasik 80
Arka: Szlaga – Radzewicz (86 Niedziela), Jarun, Benevente, Krajanowski - Tomasik, Pruchnik, Jarzębowski, Kowalski - Kuklis - Nwaogu (70 Flis)
Śląsk: Kelemen - Spahić, Pietrasiak, Fojut, Socha – Ćwielong (78 Sztylka), Dudek, Cetnarski, Mraz - Ł.Gikiewicz - Voskamp (46. Celeban)
Żółte kartki: Tomasik, Kuklis, Jarun
Czerwona kartka: Fojut (45 – za faul taktyczny)
Sędziował:Paweł Pskit (Łódź)
Widzów: 5000