Poloniści odejchali z kwitkiem: Śląsk - Polonia 2:0 (1:0)


Twierdza Wrocław nadal niezdobyta! Wrocławianie nie dali się na Oporowskiej pokonać w kolejnym, już 15 meczu i tym samym utrzymali pozycję wicelidera drugiej ligi. Zespół Śląska w dotychczasowych meczach z Polonią jeszcze nigdy nie przegrał w roli gospodarza na drugoligowym froncie i na zwycięstwo we Wrocławiu drużyna „Czarnych Koszul” będzie musiała jeszcze poczekać. Radosława Majdana pierwszy do kapitulacji zmusił Wojciech Górski wykańczając akcję Krzysztofa Ostrowskiego, który w wyjściowej jedenastce zastąpił chorego Roberta Rosińskiego, a wynik meczu ustalił Patryk Klofik dobijając piłkę po strzale Dariusza Sztylki. Trener Ryszard Tarasiewicz przeciwko Polonii od pierwszej minuty postawił także na Tadeusza Sochę, a spotkanie na ławce rezerwowych rozpoczął narzekający ostatnio na grypę żołądkową Krzysztof Wołczek. Waldemar Fornalik, szkoleniowiec warszawian, zdecydował się natomiast na posadzenie na ławce Radosława Gilewicza, stawiając w linii ataku na młodego Daniela Makę i Jacka Kosmalskiego, który mimo kontuzji zagrał na własną prośbę.


 

- Myślę, że Poloniści zagęszczą środek pola – mówił przed meczem Waldemar Tęsiorowski, drugi trener WKS-u i dlatego wrocławianie na jednym z ostatnich treningów ćwiczyli dośrodkowania z boków boiska. Analiza szkoleniowca w pełni się sprawdziła. Od początku meczu piłkarze „Czarnych Koszul” uważnie grali w defensywie i przyczajeni czekali na szansę do skontrowania wrocławian. Choć inicjatywa od pierwszych minut należała do podopiecznych trenera Ryszarda Tarasiewicza, to posiadanie piłki nie przekładało się na zagrożenie pod bramką Radosława Majdana. Piłkarze Śląska nie mieli koncepcji na rozmontowanie dobrze grającej defensywy rywali, choć w 10 minucie przed szansą na zdobycie bramki po zagraniu od Benjamina Imeha stanął Przemysław Łudziński, ale przestrzelił z 15 metrów. Goście nie przyjechali się jednak na Oporowską z myślą tylko o obronie i po kwadransie gry w dogodnej sytuacji znalazł się Jacek Kosmalski, ale szczęście sprzyjało Radosławowi Janukiewiczowi. Czujny bramkarz WKS-u nie dał się także zaskoczyć w 28 minucie, gdy piękną paradą wybił piłkę po strzale z 20 metrów Mariusza Pawlaka. Szczęście sprzyjało wrocławianom także chwilę później, gdy po rzucie rożnym i niepewnej interwencji Ostrowskiego piłka zmierzającą pod poprzeczkę wybił golkiper Śląska. Rozochoceni podopieczni trenera Waldemara Fornalika nadal atakowali – groźnie strzelał Sedlacek, ale chwilę później zostali skarceni przez gospodarzy. Lewą stroną popędził Krzysztof Ostrowski i dośrodkował wprost do wbiegającego w pole karne Wojciecha Górskiego, a ten silnym strzałem wyprowadził Śląsk na prowadzenie. Opłacało się ćwiczyć na treningu akcje ze skrzydeł! Gol uspokoiła grę wrocławian, a dwukrotnie przed przerwą z dystansu na bramkę Majdana uderzał jeszcze Patryk Klofik.



Druga połowa rozpoczęła się od próby zaskoczenia Majdana uderzeniem z 25 metrów przez Dariusza Sztylkę, a w 52 minucie po prostopadłym podaniu od Górskiego w doskonałej sytuacji znalazł się Imeh. Napastnik Śląska trafił jednak w wybiegającego bramkarza, a dobitka Klofika okazała się minimalnie niecelna. Choć goście próbowali odrobić straty, to wrocławianie nie pozwalali rywalom na wiele. Trener Fornalik dokonywał roszad – na boisku pojawili się Gilewicz, Bąk i Tataj, ale nie zmieniło to obrazu gry. Piłkarze Śląska grali mądrze i starali się kontrować Polonistów, którzy musieli zaangażować więcej sił w ofensywie. W 66 minucie po prostopadłym podaniu od Klofika przed szansą stanął Imeh, ale wybiegający Majdan zdołał odbić futbolówkę. Pięć minut później golkiper Polonii musiał jednak wyciągać po raz drugi piłkę z siatki. Z 20 metrów uderzył Sztylka, piłka trafiła w poprzeczkę, skuteczną dobitką popisał się Klofik, a na trybunach rozległo się gromkie, choć jeszcze sporo przedwczesne: „Bójcie się chamy, do pierwszej ligi wracamy”. Poloniści byli zupełnie bezradni wobec dobrze grających piłkarzy WKS-u – pierwszy celny strzał w drugiej połowie goście oddali dopiero w 83 minucie (Gilewicz). Podopieczni trenera Ryszarda Tarasiewicza zasłużenie zgarnęli komplet punktów, a mogli dobić rywali w doliczonym czasie gry, jednak zimnej krwi zabrakło Łudzińskiemu. Szkoda, że z powodu kolejnych żółtych kartek w sobotnim meczu przeciwko Odrze Opole nie będą mogli zagrać Przemysław Łudziński i Benjamin Imeh. Na udazy narzekają także Ćap i Klofik. – Jakoś sobie z tym poradzimy – stwierdził na pomeczowej konferencji prasowej trener Tarasiewicz.

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.