Pomeczowe wypowiedzi

Zachęcamy do zapoznania się z wypowiedziami: Waldemara Soboty, Przemysława Kaźmierczaka oraz Ryszarda Tarasiewicza po meczu Śląsk - Teplice. Niezbyt szczęsliwie rozpoczął Śląsk przygotowania do nowego sezonu, bo od wysokiej porażki z Teplicami.
Waldemar Sobota: Wydaje mi się, że wynik jest na pewno za wysoki, bo przegraliśmy aż o 5 bramek. Nie byliśmy słabsi od gospodarzy, w pierwszej połowie mieliśmy parę dogodnych sytuacji i gdybyśmy je wykorzystali, ten mecz mógłby sie zupełnie inaczej potoczyć. Co mogę powiedzieć o mojej grze? Zbyt często przy piłce nie byłem, ale starałem się wykonywać moje zadania jak najlepiej i mam nadzieję, że trener zauważył coś pozytywnego, a ja będę się starał nadal grać jak najlepiej.
Czy skład z pierwszej połowy był tą lepszą jedenastką Śląska?
Nie wiem, w jakich kategoriach trener wystawiał składy na dzisiejszy mecz. Jeżeli mówimy o pierwszej połowie i składzie, w jakim graliśmy, to myślę, że z najgorszej strony nie zaprezentowaliśmy się. Udało nam się stworzyć parę ciekawych akcji, brakowało po prostu postawienia kropki nad "i". Gdybyśmy strzelili bramkę, może ten mecz inaczej by się potoczył. Ale w sparingach to nie jest najważniejsze. Ważne jest, by forma była na mecze ligowe.
W jakim systemie lepiej się czujesz: 4-5-1, które dzisiaj graliście, czy 4-4-2?
Nie gra to dla mnie jakiejś większej roli. Trener wystawia mnie na razie na lewej pomocy. Myślę, że jeśli wystawi mnie na prawej czy za napastnikiem, także będę się starał dawać z siebie to, co najlepsze, żeby było to z korzyścią dla drużyny.
Pierwszy mecz sparingowy w Śląsku. Jak się grało z nową drużyną?
Przemysław Kaźmierczak: Myślę, że w miarę się rozumieliśmy, to było najważniejsze. Mimo tylko kilku wspólnych treningów, nie wyglądało to tak, jak by wynik na to wskazywał. Mieliśmy swoje sytuacje, nie wykorzystaliśmy ich. No i szkoda, bo wynik idzie w świat, a gra tak nie do końca źle wyglądała. Wiadomo, że potrzebujemy cały czas zgrania. To jest najważniejsze, każdy trening, każdy mecz z czasem wyjdzie nam na dobre.
W pierwszej połowie na boisko wyszła chyba lepsza jedenastka, ta gra wyglądała dużo lepiej.
Trener daje szanse każdemu zawodnikowi. Pewnie gdzieś tam w głowie układa sobie jakiś skład. Czy ta pierwsza jedenastka była silniejsza? Może tak się mecz ułożył. Każdy pracuje na siebie i dla zespołu.
Jaka jest Pana obecna sytuacja w Śląsku?
Na razie trenuję i zobaczymy, co przyszłość przyniesie. Najważniejsze dla mnie jest brać udział w tych przygotowaniach, tym bardziej, że mamy bardzo dobre warunki, a co będzie, to zobaczymy.
Jak Pan ocenia wrocławską drużynę?
Mamy naprawdę dobry zespół. Tylko żeby to wszystko przełożyło się w trakcie sezonu. Wszystko weryfukuje liga. Żeby to wszystko zespołowo też szło - czyli żeby były wyniki.
Skład z pierwszej połowy to taka podstawowa jedenastka, którą zaczyna Pan sobie układać?
Ryszard Tarasiewicz: Nie, jest jeszcze trochę czasu do pierwszego meczu ligowego. Chcieliśmy przede wszystkim zostawić dwa ustawienia: 4-4-2 przeciwko 4-5-1. Okazało się jednak, że jak linię środkową się odpuści, to mamy taki efekt, jaki mieliśmy w drugiej połowie. Druga sprawa, że są zawodnicy, którzy są testowani i trzeba ich po prostu sprawdzić 45 minut, a nie 15, bo trudno by było odnieść się do ich postawy na boisku. Faktem jest, że mimo, że przegraliśmy, zagraliśmy dobrze pierwszą połowę, optymistycznie to wyglądało, chociaż jesteśmy na zupełnie innym etapie przygotowań niż Teplice. Po przerwie w naszą grę wkradł się mały bałagan.
To zapewne też będzie miało wpływ na ocenę testowanych zawodników: 3 nowych zagrało przed przerwą, 3 po przerwie.
Dokładnie mówiąc to Sobota i Diaz już są naszymi zawodnikami, a ci, którzy zagrali w drugiej połowie są testowani. Okazuje się, że przy takim przeciwniku, jakiego mieliśmy, to nawet 1 czy 2 słabsze ogniwa powodują taki efekt, jaki mieliśmy.
Jutro kolejny sparing. Czy znów wystawi Pan 2 różne jedenastki?
Nie. W najbliższych meczach musimy się odnieść do zawodników, którzy są tutaj z nami na obozie, żeby podjąć jakieś decyzje w ich sprawie. Oni muszą zagrać przynajmniej 45 minut, jak nie więcej. Na pewno jedenastka zbliżona do tej na pierwszy mecz ligowy, będzie grała dopiero na obozie w Chorwacji. I nie będzie ona grała 45, a 65-70 minut.
Nie brakuje wokół klubu różnych menedżerów próbujących podsyłać swoich zawodników. Jesteście nimi zainteresowani?
Wciąż szukamy i jak będzie jakiś ciekawy lewonożny pomocnik lub się trafi dobry obrońca, to się nimi zainteresujemy. Nad tymi dwiema pozycjami się zastanawiamy i czekamy na rozwój wydarzeń. Będziemy brali zawodników, którzy są albo bardzo młodzi, czyli 18-19 lat, albo jak ktoś będzie bardziej doświadczony, ale nie po to, żeby przyszedł i był tutaj zmiennikiem.