Pomeczowe wypowiedzi trenerów
Prezentujemy pomeczowe wypowiedzi szkoleniowców GKS-u Bełchatów i Śląska Wrocław po sobotnim spotkaniu przy Oporowskiej. Kamil Kiereś (GKS Bełchatów):
Mimo osłabień kadrowych przed spotkaniem, przyjechaliśmy do Wrocławia po trzy punkty. Mieliśmy plan i umiejętności, by dzisiaj wygrać. Przebieg spotkania pokazał, że mogliśmy prowadzić i to wysoko. Nie twierdzę, że Śląsk nie miał sytuacji, ale my powinniśmy przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść znacznie wcześniej. A stało się tak jak w tym piłkarskim powiedzeniu. Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Najłatwiej byłoby teraz spuścić głowę, ale ja jako trener się nie poddam, na pewno. Mieliśmy dużo dobrych meczów, ale brakuje takiego piłkarskiego szczęścia. Musimy gonić drużyny, które wygrywają, osiągać wyniki, zostało mało kolejek, ale przy tej jakości składu i piłkarzy - nie spadniemy.
Co pan sądzi o sytuacji z rzutem karnym dla Śląska?
Ciężko mi ocenić na gorąco, z pozycji ławki widziałem, że arbiter nie zagwizdał i że zasugerował się sugestią liniowego. Podobna sytuacja była na meczu Polonia-Śląsk, kiedy Pietrasiak był popychany w polu karnym, wtedy karnego nie było. Nie obwiniam sędziego, ale w zeszłym spotkaniu z Lechią mieliśmy podobna sytuację, nasz zawodnik wyleciał z boiska po czerwonej kartce i drugi raz z rzędu spotyka nas coś takiego samego.
Orest Lenczyk (Śląsk Wrocław):
Graliśmy mecz, w którym wydawało się, że jesteśmy faworytem. Z grą, w pierwszej połowie zwłaszcza, mieliśmy problemy. Jeśli można użyć tego słowa, to szczęście też, ale mieliśmy dwóch zawodników, którzy odegrali szczególną rolę – Kelemen i Gikiewicz, który tam wojował z rywalami. Czekałem, żeby mu dołożyć kogoś do współpracy, bo momentami było bardzo ciężko, ale obawiałem się o stratę bramki. Tym bardziej, że Bełchatów grał niby schematycznie, ale te piłki za obrońców były groźne – wyczuwam to od pewnego czasu, porażki zrobiły trochę spustoszenia w układzie nerwowym naszych obrońców. Pocieszające jest, że w ostatnich pięciu minutach, kiedy trzeba było dołożyć ambicji i walki, zawodnicy dali z siebie wszystko.
Na Gikiewicza w ataku zdecydował się na pan na podstawie treningów?
Absolutnie tak, on czeka na grę, byłem pewien, że narozrabia, ale nie byłem pewien, że strzeli, dlatego chciałem potem dołożyć kogoś, kto na zmęczonych obrońców będzie mógł to zrobić.
Dlaczego zdecydował się pan na Cetnarskiego i Stevanovicia, a nie na klasycznych skrzydłowych?
Ćwielong jest po kontuzji, dlatego nie grał od początku, gdyby zaczął, musiałbym go zmienić, a trzeba być do końca groźnym. Madej nie grał po konsultacji medycznej, Sobota miał słabsze występy ostatnio, liczyłem na to, że ci zawodnicy po wejściu dadzą z siebie wszystko. To nie był dobry występ, ale jest jeszcze kilka kolejek, nie ma co porównywać tego sprzed kilku miesięcy i tego teraz, sytuacja jest zupełnie inna.
Czy trener dostrzega postęp w grze drużyny?
Ja nie odczuwam postępu natomiast uważam, że chwała tym, którzy wygrali, bo nie jest sztuką grać dobrze i wygrać wysoko, ale właśnie przy takiej presji wyniku i w takim stylu. Ja przypomnę tym, co zapomnieli, że rok temu drużyna miała – ciekawe czy ktoś pamięta – sześć punktu mniej i wywalczyliśmy wicemistrzostwo. Teraz mając ich więcej jest fala krytyki. Chcę podkreślić, że to, co jest, jest zasługą tych piłkarzy, którzy są w klubie. Nie zapatruję się w ogóle na przyszłość. Mam nadzieję, że przed Wielkanocą będzie spokojny dzień i wieczór. Ale zastanawiam się, co by było, gdyby miesiąc czy dwa temu Legia miała osiem punktów straty do nas.
Czy piłkarze dostali jakieś zalecenia na Wielkanoc?
Jesteśmy po rozmowie z piłkarzami, dostali oni wskazówki żywieniowe, mieli dokładną informację, kto w jakim miejscu znajduje się pod tym względem i we wtorek spotykamy się na treningu. Nie sądzę, że ci piłkarze zaniedbają się przez święta.