Pompowanie balonika
Szczerze zdziwiłem się, że piłkarze i członkowie sztabu szkoleniowego Śląska po meczu z Odrą Wodzisław byli zadowoleni. Nawet mimo realnego zagrożenia porażką (czyt. rzut karny) pośród zawodników klubu walczącego o mistrzostwo Polski taki rezultat powinien raczej pozostawić niedosyt. Zwłaszcza w obliczu innych wydarzeń, które miały miejsce w tej kolejce Ekstraklasy. Wszystkie drużyny z czołówki zgodnie potraciły punkty, a niektóre nawet więcej. Bełchatów zdaje się już całkowicie pozbawił się szansy na walkę o choćby pucharowe miejsce.Nie jest to wina nie tylko słabszych rezultatów trzech ostatnich spotkań, ale przede wszystkim wynika to z beznadziejnej gry tej drużyny w 2009 roku. Zresztą podobnie jest z Legią Warszawa, która ma problemy nawet z drużynami z czwartej ligi, jej kadra liczy sobie tylko jednego napastnika i sporą grupę pomocników bez formy. Natomiast Wisła Kraków właśnie straciła na dłuższy czas Pawła Brożka, który ucierpiał w trakcie ostatniego meczu. Skoro sam trener Maciej Skorża mówi, że nie wyobraża sobie drużyny bez tego napastnika to jak tu wierzyć, że uda mu się znaleźć idealne rozwiązanie tego problemu? Z kolei prezes Polonii Warszawa sam jej szkodzi zwalniając trenera, mieszając w klubowej hierarchii przed prawdopodobnie jednym z najważniejszych meczów w rundzie. Tylko Lech Poznań, mimo słabszego meczu w Zabrzu, wydaje się być oazą spokoju której jedynym problemem jest to czy Piotr Reiss rzeczywiście maczał ręce w korupcji, czy też nie.
Te wszystkie nakładające się na siebie wydarzenia spowodowały, że we Wrocławiu rozpoczęło się nadmuchiwanie balonika w którym do pewnego czasu nawet ja sam uczestniczyłem. Dla przykładu własnej winy powiem, że sam cieszyłem się i chwaliłem odwagę Ryszarda Tarasiewicza, gdy deklarował walkę o mistrza. Niestety teraz przyszła chwila w której zwątpiłem czy nie jest to przypadkiem zbyt wczesna radość (kibiców i mediów) z powodu widocznych słabości i niepowodzeń rywali. Powiedzmy sobie szczerze: Śląskowi też sporo jeszcze brakuje, też mamy braki. Na pierwszy plan rzuca się wymuszona kontuzją zmiana w Wodzisławiu (Górski za Fojuta), która spowodowała spory spadek jakości gry w obronie i pomocy, wręcz mogła przyczynić się do porażki. Śląsk również nie może sobie poradzić w ofensywie gdy przeciwnik gra twardo, na granicy faulu czy też dosłownie „kasuje” naszych skrzydłowych i napastników. Deklaracje o jednym, ofensywnym stylu zespołu są oczywiście efektowne, ale potrzebne jest także rozwiązanie taktyczne gdy tym sposobem rywala rozbić nie sposób. Drużyna ma spory potencjał, jest on odpowiedni do walki o najwyższe lokaty w lidze, ale na pewno nie można mówić, że wyniki z Łodzi czy Wodzisławia Śląskiego są dobre.
Jeśli rzeczywiście chce się realizować tak ambitne plany to nie wolno patrzeć na rywali, nie wolno liczyć lub tłumaczyć się, że kiedy oni się potkną to i Śląsk może. Trzeba konsekwentnie wygrywać, nawet jak jedynym planem rywala na mecz jest urwanie nogi, głowy czy ręki każdemu z wrocławskiej drużyny. To wszystko zwykle jednak dotyczy klubów, które skład mają ograny zarówno w lidze jak i w Europie, (niejednej) kadrze narodowej, walczą o mistrza kolejny sezon z rzędu. Możemy cieszyć się, że Śląsk ma stabilną sytuację finansową, że przyszłość również rysuje się przed nim w kolorach tęczy, ale naprawdę, będąc beniaminkiem lepiej działać z zaskoczenia, aniżeli nagle robić z zespołu żelaznego faworyta, któremu nie zdarzają się wpadki. Cieszę się, że na stadion przychodzi komplet ludzi, że wraca moda na Śląsk, ale media bliskie klubowi mocno przesadzają we wróżeniu natychmiastowego sukcesu drużynie, z której spora część zawodników gra w Ekstraklasie dopiero pierwszy sezon.
Dlatego osobiście bardziej nadzieją napawają mnie informacje, że do drużyny powoli wracają zawodnicy dla niej wręcz kluczowi: Dariusz Sztylka i Sebastian Dudek. Oni dadzą więcej możliwości Tarasiewiczowi w najważniejszym momencie, w najistotniejszych dla układu tabeli ostatnich kolejkach. Wierzę też, że trener Śląska skupi się bardziej na tym by gazety i telewizje nie rozpuściły mu zawodników perspektywami podium czy też wycieczek po europejskich stadionach, niż na podpisywaniu nowego kontraktu. Wtedy, jeśli jeszcze ominą Wrocław kolejne kontuzje, wyjazdowe wpadki z najsłabszymi drużynami w lidze, to jestem przekonany, że wynik przyjdzie. Tylko proszę, „zróbmy” ten sukces po cichu, z zaskoczenia, ponieważ wpadanie w wir spekulacji, wywierania presji może nam, a przede wszystkim drużynie zaszkodzić. Do tego gwarantuję, że radość z tego, że to właśnie Śląsk był ekstraklasowym „czarnym koniem” będzie jeszcze większa.
Zachęcamy również do dyskusji na ten temat na naszym FORUM