Poznań już jest gotowy i promuje stadion – czyli inwazja na inne miasta
Tytuł tego artykułu jest celowy. Sam pomysł jego powstania zrodził się podczas drogi na stadion gdańskiej Lechii. Na jednym z budynków przy ul. Traugutta zauważyłem umieszczony bilbord, na którym znajdowała się informacja, o tym, że 20-go września 2010 będzie miała miejsce oficjalna inauguracja poznańskiego obiektu, uświetniona koncertem Stinga. Wraz ze znajomymi, z którymi udawałem się na mecz błyskawicznie przypomnieliśmy sobie słynne plakaty „Zagłębie emocji – Ekstraklasa w zasięgu ręki”, które pojawiały się m.in. we Wrocławiu. Jeżeli ktoś chce sobie przypomnieć ich wygląd to, pod tym linkiem jest dostępne zdjęcie tego plakatu. Samo promowanie drużyny, która nie jest lubiana w stolicy Śląska było chorym pomysłem, a wypowiedzi pracowników lubińskiego klubu, którzy twierdzili, że pod ich stadionem parkuje bardzo dużo samochodów na wrocławskich rejestracjach było próbą ratowania się przed ośmieszeniem, co i tak im się nie udało.
Lubińskie bilbordy pojawiały się we Wrocławiu jak grzyby po deszczu, ale wrocławianie zabawili się w grzybiarzy i szybko te grzyby pozbierali. Kolejną inicjatywą działu marketingu Zagłębia była próba wykupienia reklamy na jednym z wrocławskich tramwajów, ale na szczęście pomysł ten został stosunkowo szybko storpedowany. Osobie która wpadła na tak genialny pomysł ironicznie gratulowano odwagi, ewentualnie zastanawiano się czy z jego głową wszystko w porządku.
To była taka mała dygresja dotycząca tamtych wydarzeń. Co wspólnego ma z tym Poznań? Jedynie bilbordy – przynajmniej na razie. Jak informuje Biuro Promocji Miasta w Poznaniu: „W największych miastach Polski, na 450 bilboardach pojawią się stadionowe plakaty. W Poznaniu, Krakowie, Łodzi, Sopocie i Wrocławiu pojawią się promocyjne instalacje: piłkarska murawa oznaczona charakterystycznymi liniami boiska i z poznańskim logotypem”. Moje pytanie brzmi po co? Czy nie lepiej będzie skupić się na swoim województwie, a nie robić ekspansje na inne tereny? Uważam, że bardzo niewiele osób z innych większych miast przyjedzie do Poznania po to, żeby zobaczyć otwarcie stadionu przy Bułgarskiej, albo posłuchać dziadka Stinga. Nie tylko dlatego, że nie obchodzi ich stadion w mieście, z którym nie mają nic wspólnego, oraz nie identyfikują się, ale także dlatego, że 20 września to poniedziałek, a ludzie w tygodniu chodzą do pracy.
Moim zdaniem umieszczenie poznańskich bilbordów we Wrocławiu, Gdańsku czy Warszawie to przede wszystkim strata pieniędzy. Całe szczęście, że nie zapraszają one na mecze Lecha, bo we Wrocławiu z całą pewnością powtórzyłaby się sytuacja sprzed kilku lat i wysiłki marketingowców spaliłby na panewce.