Prasówka: Czy Flavio zdąży na Ruch?
Szefowie wrocławskiego klubu wystąpili o wydanie tymczasowego certyfikatu, który umożliwiłby grę Flavio Paixao już w meczu z Ruchem. W Śląsku trwa tonowanie emocji po nieudanej inauguracji rundy wiosennej z Lechem Poznań. Prezes Paweł Żelem przekonuje, że testowanie teraz wielu piłkarzy to realizacja planu, a nie łapanka. Przemysław Kaźmierczak i Tomasz Hołota mogą nie zagrać do końca sezonu, a powrót Mariusza Pawelca przeciąga się. Przegląd Sportowy opisuje działania Klubu w sprawie drugiego z portugalskich bliźniaków.
Irańczycy, od których szefowie wrocławskiego Śląska usiłowali wydobyć zgodę na zarejestrowanie zawodnika, odpowiedzieli negatywnie w poniedziałek. – Dosłownie dwie godziny później poprosiliśmy FIFA o wydanie tymczasowego certyfikatu. Biorąc pod uwagę, że gramy z Ruchem Chorzów 23 lutego, jest kilka dni na to, żeby coś się w tej sprawie jeszcze wydarzyło – mówi prezes klubu Paweł Żelem.
Wiele wskazuje na to, że jeśli wrocławianie w miarę szybko zatwierdzą do gry Flavio, dość mocno zmaleją szanse na zatrudnienie testowanego od wtorku Allana Kimbalouli. Francuz, grający ostatnio w lidze estońskiej, wcale nie jest do wzięcia za darmo. Według naszych informacji, trzeba będzie za jego transfer zapłacić nie mniej niż 50 tys. Euro – dodaje Przegląd.
Wrocławscy działacze tłumaczą się w Gazecie Wyborczej, dlaczego testują nowych zawodników już po rozpoczęciu rozgrywek.
Przede wszystkim wraz ze zbliżającym się zamknięciem okienka transferowego (trwa do końca lutego) spadają oczekiwania finansowe graczy i menedżerów. W podobny sposób latem drużynę budował prezes Zawiszy Radosław Osuch, który graczy pozyskiwał już po rozpoczęciu sezonu. Wyszło taniej. Wówczas jednak drużyna na poprawę pozycji w tabeli miała o wiele więcej czasu niż teraz Śląsk – zauważa redakcja.
Innym powodem, dla którego WKS próbuje ściągnąć kolejnych piłkarzy, jest plaga kontuzji.
W Śląsku zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, ale tłumaczą, że niektórzy gracze są testowani dlatego, iż poważne okazały się urazy Tomasza Hołoty jak i Przemysława Kaźmierczaka. Obaj do końca sezonu zasadniczego mogą już nie wystąpić i Śląskowi potrzeby jest defensywny pomocnik – twierdzi Wyborcza.
Kaźmierczak od kilku dni narzeka na ból w kolanie. Zawodnik od jakiegoś czasu narzekał na ból w kolanie i opuścił spotkanie z Lechem. W jego miejsce trener Stanislav Levy przeciwko poznańskiej drużynie wystawił środkowego obrońcę Adama Kokoszkę. Niemal na pewno zawodnik nie zagra też w niedzielę z Ruchem Chorzów. Na szczęście do dyspozycji wrocławskiej drużyny będzie już pauzujący ostatnio za kartki Dalibor Stevanović.
Wyłączony z gry jest już inny defensywny pomocnik Tomasz Hołota. 23-latek złamał kość śródstopia podczas ostatniego sparingu na zgrupowaniu w Turcji i może już w tym sezonie nie wybiec na boisko. Nadal nie wiadomo, kiedy do dyspozycji czeskiego szkoleniowca będzie Mariusz Pawelec, który w dwa miesiące temu przeszedł zabieg mięśnia brzucha.
Wyglądające na łapankę ściąganie kandydatów do gry w Śląsku, jest więc łataniem tych dziur w składzie.
Wśród sprawdzanych piłkarzy jest również dwóch, którzy mogą grać na pozycji kontuzjowanych Kaźmierczaka i Hołoty. To 24-letni Czech Lukas Droppa i 25-letni Hiszpan Juan Calahorro, który nominalnie jest środkowym obrońcą, ale może również grywać jako defensywny pomocnik – zauważa GW.