''Presja w Lechu jest generalna'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
W hicie 10. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław zagra na wyjeździe z Lechem Poznań. O spokojnym meczu Kolejorza w Pucharze Polski, Mikaelu Ishaku i najlepszym sezonie od lat rozmawiamy z Krzysztofem Ratajczakiem, dziennikarzem Radia Poznań.
Lech Poznań przystępuje do hitu ze Śląskiem po gładkim awansie w Pucharze Polski. Kolejorz we wtorkowe popołudnie bez kłopotów wygrał przy Bułgarskiej 3:0 ze Skrą Częstochowa, a beniaminek I ligi chyba nawet przez chwilę nie miał prawa wierzyć w sprawienie sensacji.
Tak, to był mecz z gatunku piłkarskiej jazdy obowiązkowej. Jak można było zobaczyć po składzie lidera ekstraklasy, trener Maciej Skorża skorzystał z okazji, by dać szansę piłkarzom, którzy w ostatnim czasie grali mniej i muszą rywalizować o miejsce na swoich pozycjach przed kolejnymi, znacznie poważniejszymi spotkaniami w lidze. Myślę tutaj o Barrym Douglasie, ale również o Arturze Sobiechu, który odblokował się i zdobył swoją pierwszą oficjalną bramkę dla Lecha. Drugi napastnik jest tej drużynie potrzebny, tym bardziej, że trener Skorża we wtorek świadomie dał odpocząć Mikaelowi Ishakowi, który w ostatnim czasie miał dużo przeżyć, bo przecież urodził mu się syn. Mecz ze Skrą nie był imponujący, co wszyscy widzieli, ale gra się tak jak przeciwnik pozwala. Pierwszoligowiec pozwalał na bardzo dużo, krótko mówiąc był to mecz „do odhaczenia” i wraz z końcowym gwizdkiem najważniejszy stał się już Śląsk.
Skuteczności Lechowi zabrakło za to w poprzedniej kolejce, gdy liczba jego sytuacji szczególnie w pierwszej połowie wyjazdowego meczu z Jagiellonią mogła robić wrażenie, ale nie przełożyła się nawet na jeden punkt (0:1). Pierwsza ligowa porażka w sezonie to tylko zimny prysznic, przestroga czy coś więcej?
Taka przegrana na pewno boli, ja w tym tygodniu miałem okazję rozmawiać z drugim trenerem Lecha Rafałem Janasem i pytałem jak wyglądała droga powrotna z Białegostoku po stracie punktów, których tak naprawdę nie można było stracić biorąc pod uwagę przebieg gry. Odpowiedział mi, że żadnej analizy na gorąco nie przeprowadzali, raczej wszyscy wewnętrznie trawili to, co ich spotkało przy Słonecznej. Nie chcę powiedzieć, że trener Maciej Skorża spodziewał się takiego obrotu sprawy, ale przypominam sobie jego znamienne słowa z przedmeczowej konferencji prasowej, kiedy wyjątkowo mocno przestrzegał. Pewnie nie z tych ostrzeżeń wzięły się kłopoty z wykorzystywaniem sytuacji przez piłkarzy Lecha, postawienie sprawy w ten sposób byłoby zbyt dużym uproszczeniem, jednak jeżeli weźmiemy pod uwagę, że zespół z Bułgarskiej nie wygrał na stadionie Jagiellonii od kwietnia 2013 roku, to pewnie jakaś klątwa faktycznie tam jest. Tak tracone punkty w końcowym rozrachunku mogą mieć naprawdę bardzo duże znaczenie, tym bardziej, że pościg innych drużyn trwa.
W dotychczasowych meczach sześć bramek na swoim koncie zapisał wspomniany już Mikael Ishak, który przed 10. kolejką jest wiceliderem klasyfikacji strzelców. Czy w Poznaniu jest duże ciśnienie na to, by zawodnik Kolejorza ponownie zawalczył o tytuł najlepszego snajpera ekstraklasy?
Presja tutaj jest tylko na jedno – wygrywanie kolejnych meczów i utrzymywanie pierwszego miejsca w tabeli. Te wymagania stawiane są wszystkim, przede wszystkim od drużyny jako całości, ale myślę, że od poszczególnych zawodników również. Początek tego sezonu, czyli praktycznie cały czas początek tej drugiej kadencji trenera Skorży w Lechu wywołał ogromne zainteresowanie w stolicy Wielkopolski. W poprzednich rozgrywkach kibice Kolejorza przeszli najgorszą fazę, którą była całkowita obojętność na wyniki. Naprawdę z kim się wtedy nie rozmawiało widać było, że śledzenie wyników odbywa się w zupełnie beznamiętny sposób. Teraz obudziły się nadzieje, wiadomo, że zaczęło to już funkcjonować w diametralnie innych warunkach. Rozliczenia indywidualne zawsze będą, od tego w końcu są też trenerzy i komentatorzy, jednak presja w Lechu w pierwszej kolejności jest generalna, całodrużynowa.
Czy to dla pana zaskoczenie, że Kolejorz po latach niepowodzeń pozbierał się akurat pod wodzą powracającego na Bułgarską Macieja Skorży?
Przede wszystkim wydaje mi się, że Skorża jest zupełnie innym trenerem niż w 2015 roku, gdy krótko po ostatnim mistrzostwie Polski Lecha zdarzyła się seria fatalnych wyników i musiał odejść z klubu. Mam poczucie, że nauczył się zarządzania sukcesem, chociaż akurat ten ubiegłotygodniowy mecz w Białymstoku, o którym rozmawialiśmy tego nie potwierdził. Już było fajnie, już było dobrze, a nagle nastąpił ten mały wstrząs w postaci zerowego dorobku punktowego oraz bramkowego. Na pewno Skorża tak jak był, tak jest znakomitym taktykiem. Kiedyś w naszej rozmowie użyłem już sformułowania, że lubię potyczki trenerów myślących, sobotni mecz Lecha ze Śląskiem to znowu będzie coś właśnie w tym rodzaju.
Spotkanie rozbudzające wyobraźnię pod każdym względem.
To będzie kolejne ciekawe starcie strategów ze średniego pokolenia, ale już mających doświadczenia w pracy z różnymi drużynami, także reprezentacjami młodzieżowymi. Skorża i Jacek Magiera po prostu wiedzą, jak należy rozwijać piłkarzy. Wiem, że pytanie dotyczyło szkoleniowca Śląska, jednak mógłbym odbić piłeczkę dokładnie tak samo w pana stronę i zapytać czy Magiera to wreszcie ten trener, na którego czekano we Wrocławiu. On akurat już zdążył udowodnić swoją jakość na krótkim dystansie, gdy wywalczył awans do europejskich pucharów, a Skorża tak dobrego wejścia do swojego nowego zespołu w końcówce poprzedniego sezonu nie miał. Szkoleniowiec Lecha pokazał za to, że potrafi świetnie przepracować z drużyną okres przygotowawczy, a poza tym dostał też amunicję w postaci wielu nowych piłkarzy.
Adriel Ba Loua, Pedro Rebocho czy Joel Pereira to nazwiska tylko niektórych piłkarzy, którzy przenieśli się do Poznania po zakończeniu ubiegłych rozgrywek. Praktycznie każdy nowopozyskany przez Lecha od początku daje jakość, a skuteczność na rynku transferowym w ostatnich latach wcale nie była znakiem rozpoznawczym Kolejorza.
Cały sztab szkoleniowy aktualnego lidera ekstraklasy łącznie z analitykami oraz lekarzami liczy około szesnastu osób i z tego co słyszałem poszczególni ludzie mają wyznaczone bardzo konkretne zadania dla poszczególnych grup, jeden zajmuje się na przykład głównie zawodnikami pochodzącymi z Półwyspu Iberyjskiego, inny jeszcze kolejnymi. Być może właśnie dlatego wkomponowywanie w zespół piłkarzy pozyskanych w ostatnim czasie przebiega w tak bezbolesny sposób. Z drugiej strony Pedro Rebocho miał okazję poznać się już z Joao Amaralem, gdy ten przez ostatnie półtora roku był wypożyczony do Pacos Ferreira, więc to są takie małe rzeczy, które również ułatwiają sprawę. W Lechu zrobił się dobry klimat, ale nie czarujmy się, nie tylko w polskiej lidze atmosferę czy dobre nastroje budują wyniki. Jak są wyniki to jest wszystko dobrze i myślę, że ta jedna porażka zanotowana tydzień temu w Białymstoku nie może tego zmącić. Na meczu ze Śląskiem znowu zapowiada się też świetna frekwencja – rzecznik klubu Maciej Henszel już we wtorek mówił mi, że sprzedano grubo ponad dwadzieścia tysięcy biletów. Można spodziewać się naprawdę dużego kotła przy Bułgarskiej.