Radosna twórczość czytelników

Kilka dni temu jeden z naszych czytelników pragnący zachować anonimowość przysłał mi tekst poświęcony naszemu "ulubionemu" klubowi zza miedzy. Zabawny, pełen aluzji materiał możecie przeczytać klikając więcej. Was natomiast zapraszam do pisania tekstów, może macie ukryty talent dziennikarski? Jeżeli się nudzisz i chcesz napisać coś na slasknet.com to wyslij mi mailem swój text. Każdy materiał opublikujemy na stronie.


 

Zorza polarna czyli z motyką na słońce


Ambitny pięćdziesięcioletni Polarnik podciągnął swe ciepłe, polarowe kalesony. Sprawdził polaryzację w swoim polaroidzie. Potwierdziło się, że uszkodzony jest jeden z bipolarnych tranzystorów. Może być ciężko pomyślał Polarnik. Wskaźnik odległości cały czas wyświetlał informację: „ZUS = minus 1,3 mln”. Nic to! Dam radę! Otulił się biało niebieskim polarowym szalem i tak rozpoczęła się wyprawa za krąg polarny. Cel był jeden. Ujrzeć i sfotografować polarną zorzę.

- A może nie powinienem wybierać się sam?- Myśl niepokoju przebiegła przez jego głowę - co tam jestem przecież odpolarny, tfu !odporny na ziąb. Splunął dziarsko przez ramię a północny wiatr poniósł ślinę hen, daleko jakby w tej okolicy nie działały żadne Oporowe siły.
Mijały godziny. Bystre oczy dziarskiego staruszka dostrzegły jakiś ruch.

- Ach to tylko mewa polarna (larus glaucoides) i nurzyk polarny (uria lomvia)- Polarnik doskonale znał się na podbiegunowej faunie. Prowadził nawet zajęcia dydaktyczne z tego zakresu dla emerytów i rencistów. Bywało, że na sali wykładowej zasiadało 200 - 250 osób fanatycznie zapatrzonych weń par oczu!
Nagle, tuż po przekroczeniu Polarnej Linii Korony, odwróciło się szczęście od dzielnego Polarnika. Ze śnieżnego tumanu tworzącego na niebie kształt wodnego wiru (z ang. whirlpool) zaatakowały go polarne niedźwiedzie. Czarne, kamizelki, krawaty i okulary odcinały się silnym kontrastem od białych futer.

- Dzień dobry - grzecznie przywitał Polarnika jeden z Miśków- jesteśmy z Prywatnego Zakładu Przetwórstwa Nieudaczników, czy wykupił pan polarną licencję na fotografowanie polarnej zorzy?
Otwarte szeroko ze zdziwienia usta Polarnika wystarczyły miśkom polarnym za odpowiedź. Na nic zdały się prośby, na nic tłumaczenia.

- Nie ma papierka nie ma spacerka - polarnym niedźwiedziom brzuchy trzęsły się ze śmiechu.

- Ale moja polarna tradycja, ale moi wierni słuchacze...

Śnieżny tuman znów zawirował, a gdy wszystko ucichło okazało się, że na białym śniegu nie widać nawet śladów Polarnika. Smutno więc kończy się ta historia? Nic bardziej mylnego! Po każdej (nawet polarnej nocy) przychodzi, bowiem dzień a ściślej rzecz ujmując wiosna, która od południa rozpoczyna już swój zielono-bialo-czerwony marsz ku górze...

źródło: praca czytelnika

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.