Remis jak wygrana

Po raz 2. w historii Śląsk nie przegrał meczu we Wrocławiu, w którym Legia obejmowała prowadzenie. Poprzedni taki przypadek zdarzył się wiosną 1981 r. W stolicy WKS także dwukrotnie dokonywał tej sztuki. Bilans wrocławian ze stołecznym klubem jest fatalny. Tym bardziej cieszy więc fakt, że nasi piłkarze nie załamali się utrata golą i z powodzeniem dążyli do wyrównania. Mimo gola Jakuba Rzeźniczaka już w 14. minucie „Legionistom” nie udało się wygrać na stadionie przy ul. Oporowskiej. Punkty i nadzieję na mistrzostwo Polski odebrał im Marek Gancarczyk.


 

Dotychczas tylko 27 lat temu Śląsk zdołał na własnym boisku uratować wynik spotkania, które rozpoczęło się po myśli warszawian. Wówczas bramkę dla gości zdobył Mirosław Okoński w 53. minucie, a niespełna kwadrans późniejdo stanu 1:1 doprowadził Roman Wójcicki - inny piłkarz odbywający służbę wojskową.

Co ciekawe Legia była wówczas wiceliderem, a na koniec sezonu zabrakło jej punktu do miejsca na podium. Zajęła dopiero 4. pozycję i prawo startu w Europie musiała sobie wywalczyć poprzez zdobycie Pucharu Polski.

Później jeszcze w 1987 r. Śląsk zdołał we Wrocławiu wyrównać straty w wojskowych derbach, ale przyjezdni koniec końców byli górą. Na trafienie Jana Karasia odpowiedział kolega z reprezentacji, Ryszard Tarasiewicz, i to zaledwie po 60 sekundach. Warszawianie dopięli swego po golach Witolda Sikorskiego i Andrzeja Łatki, ale tym razem na finiszu rozgrywek wrocławianie byli lepsi o 2 oczka i już przed finałem pucharu zapewnili sobie występy międzynarodowe.

W stolicy do dużej niespodzianki doszło jesienią 1966 r. Przedostatni w tabeli WKS niemal przez cały pojedynek przegrywał po bramce Lucjana Brychczego, ale 6 minut przed końcowym gwizdkiem do remisu doprowadził Paweł Śpiewok.

Jeszcze lepiej poszło Śląskowi w 2001 r., kiedy to na Stadionie Wojska Polskiego nie tylko odrobili straty zadane przez Łukasza Mierzejewskiego, ale odnieśli zwycięstwo 4:3. W przeciągu 300 sekund do warszawskiej bramki piłkę kierowali Ireneusz Gortowski, Dariusz Sztylka oraz Remigiusz Jezierski. Ten ostatni podwyższył również prowadzenie po uprzednim golu kontaktowym Bartosza Karwana. Wynik ustalił Nigerczyk Moussa Yahaya.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.