REZERWY: Akcenty różnych pokoleń
fot.: Paweł Lipnicki
Sobotnia, druzgocąca porażka zespołu rezerw Śląska Wrocław była bolesnym doświadczeniem dla zawodników, jak i grupy kibiców obecnej na trybunach stadionu przy ul. Oporowskiej. Mimo wszystko po tym meczu warto zwrócić na dwójkę obecnych na boisku zawodników WKS-u: najstarszego i najmłodszego. Zapraszamy na tekst w ramach serii #EchaMeczu.
Zaczniemy najpierw od mniej przyjemnego zdarzenia, czyli drugiej żółtej kartki i w konsekwencji czerwonej dla Mariusza Pawelca. Pierwszą został ukarany tuż przed przerwą za faul w środkowej strefie boiska, gdy powstrzymał Morysa napędzającego kontrę gości. Drugą natomiast dostał za przewinienie około 30 metrów od bramki Boruca, gdy nieprzepisowo powstrzymywał kolejny szybki atak Garbarzy. Z jednej strony można stwierdzić, że to wynikało z waleczności, że na wszelkie możliwe sposoby próbuje powstrzymać ataki. Z drugiej natomiast - tak doświadczony zawodnik, kapitan i członek sztabu szkoleniowego, powinien zachować się rozsądniej, aby nie pozostawić swoich podopiecznych na placu boju.
MARIUSZ PAWELEC, A WYNIKI REZERW
- z Mariuszem Pawelcem: 12 meczów, bilans 5-2-5, średnia punktów 1,42, 22 bramki stracone, średnio 1,83 na mecz;
- bez Mariusza Pawelca: 10 meczów, bilans 3-3-4, średnia punktów 1,2, 15 bramek straconych, średnio 1,5 na mecz;
Z jednej strony zespół z nim wygrywał częściej, ale tracił więcej bramek. Trzeba uwzględnić, że stoper wystąpił w obu pojedynkach z Garbarnią, gdzie łącznie stracone zostało 10 bramek. Ale też z drugiej strony, gdyby nie uwzględniać dwóch meczów z Ruchem Chorzów i Radunią Stężyca, to okazałoby się, że bez Pawelca 8 meczach zespół stracił tylko 5 bramek. Oczywiście, to też selektywne porównywanie meczów, natomiast tak czy inaczej ciężko jednoznacznie ocenić wpływ legendy Śląska na grę drugiego zespołu. Też możliwym jest, że jego liczba minut by wyglądała inaczej, gdyby Olivier Wypart był zdrowy, wtedy to on mógłby być nominalnym pół-lewym stoperem.
OFICJALNY DEBIUT MŁODEJ PEREŁKI
Innym wydarzeniem tego spotkania było pojawienie się na boisku Karola Borysa. Zawodnik ten dołączył do grona utalentowanych nastolatków, którzy występują już w seniorskiej piłce w barwach Śląska. Ten przypadek jest jednak wyjątkowy, ponieważ Borys jest określany jako perełka akademii, z tego też powodu był m.in. na testach w Manchesterze United. Tak w naszej zimowej rozmowie o tym piłkarzu mówił ówczesny trener drugiej drużyny, czyli Krzysztof Wołczek:
- Taki jest plan, aby dostał szansę w II lidze i taką na pewno dostanie. Jest to chłopak, wobec którego wiele osób było sceptycznych, wątpiących, czy sobie fizycznie poradzi. Trenując z drugim zespołem tego nie ma, jako cały sztab nie widzimy takiego problemu. Jest to sprawny, szybko działający chłopak, szybko myślący i tak naprawdę biegający dużo w kontakcie (...) Na to zasługuje: swoją postawą, mentalnością, już nie wspominając o piłkarskich aspektach, które dostrzegają kluby w Europie. My o takiego zawodnika musimy dbać, bo jest jeden wyjątkowy.
Borys dostał swoje szanse w sparingach przed sezonem, zanim jeszcze wyjechał na zgrupowanie młodzieżowej reprezentacji Polski. Być może z tego powodu też dostał tylko 8 minut w sobotnim pojedynku. Wchodząc przy stanie 0:3 trudno było mieć większy wpływ na obraz spotkania, zdążył zaliczyć tylko kilka kontaktów z piłką. Na pewno jednak trzeba obserwować rozwój tego nastolatka, bo II zespół powinien być tylko etapem przejściowym do gry w ekstraklasie w barwach WKS-u.