REZERWY: Klątwa Garbarni trwa (RELACJA)
fot.: Paweł Lipnicki
Druga drużyna Śląska Wrocław, po niespodziewanych zmianach, już bez Krzysztofa Wołczka, gościła na stadionie przy ulicy Oporowskiej Garbarnię Kraków. W pamięci wszyscy mieli druzgocącą porażkę z rundy jesiennej i pragnęli zemsty.
Poza zmianą na ławce trenerskiej, także doszło do roszady w bramce, nieobecnego dziś nawet na ławce rezerwowych Józefa Burtę zastąpił Maksymilian Boruc. Natomiast po dobrym występie we Wronkach, trener Dawid Gomola zdecydował, że w polu będzie identyczny skład jak w poprzedni weekend.
Słoneczne warunki połączone z chłodnym wiatrem zachęciły zawodników to aktywnej postawy już od pierwszych minut, obie drużyny szukały opcji do przeprowadzenia szybkich ataków. Jednak to zawodnicy Garbarni wyszli nastawieni na wysoki pressing co utrudniało płynne budowanie akcji wrocławianom.
WYRÓWNANY POCZĄTEK
W 12 minucie doszło do spięcia między zawodnikami w efekcie faulu na Michale Szmigielu, który świetnie opanował podaną górą piłkę, przyjęciem zgubił rywala, a kolejny brzydkim faulem powalił go. Emocje zostały szybko opanowane, a dodatkowo Śląsk miał rzut wolny na wysokości 20 metra. Do piłki podszedł Sebastian Bergier, który oddał bardzo dobry strzał, lecz minimalnie za wysoki – trafił tylko w poprzeczkę.
To jednak dało animuszu gospodarzom, którzy znacznie częściej przebywali na połowie Garbarni. Mogło się to jednak szybko zemścić, bo po długiej piłce blisko sytuacji sam na sam z Borucem był Kuczach, ale w ostatnim momencie futbolówkę wybił interweniujący przed polem karnym golkiper.
W 21 minucie kolejną dobrą akcję przeprowadził Śląsk, wysoko piłkę na spółkę z Bukowskim przechwycił Caliński, zagrał do Bargiela i ruszył za akcją, co dostrzegł były zawodnik Milanu, zagrał prostopadle między obrońcami, ale nie na tyle dobrze, aby Caliński mógł strzelać. Chwilę później to już sam Bargiel chciał wyprowadzić Śląsk na prowadzenie. Szukał strzałem sprzed pola karnego okienka bramki Frątczaka, ale uderzenie było zbyt lekkie i ten spokojnie wyłapał piłkę.
KARA ZA NIESKUTECZNOSĆ
10 minut później kolejny świetny atak przeprowadził WKS za sprawą Piotra Samca-Talara, który ściął z prawego skrzydła, poszedł w klepkę z Bergierem, który mu odegrał i oddał niezły strzał, lecz trafił wprost w bramkarza. Napastnik jednak zapragnął szybko spróbować ponownie, przy kolejnej akcji zdecydował się na techniczny, dokręcany strzał z narożnika pola karnego, futbolówka przeleciała tuż nad poprzeczką.
Niewykorzystane szanse lubią się mścić i to goście zaczęli naciskać. Najpierw na 10 minut przed końcem pierwszej połowy, po szybkim ataku, strzelał Kuczak, lecz po rykoszecie skutecznie interweniował Boruc. 2 minuty później już miał znacznie trudniejszą sytuację, bo po faulu Szmigla Garbarnia miała rzut karny. Ten został bardzo pewnie wykorzystany przez Kleca i goście wyszli na prowadzenie. Tuż przed przerwą ten sam piłkarz mógł podwyższyć wynik, strzelał sprzed pola karnego, ale piłka minimalnie minęła słupek.
SĘDZIA TRACI KONTROLĘ
Druga połowa od prób budowy ataków pozycyjnych przez Śląsk, goście byli nastawieni na kontry i po 9 minutach na tablicy wyników było już 0:2. Do zagranego z głębi pola prostopadłego podania wybiegł Kuczak, nie dobiegł do piłki, ale upadł po wątpliwym kontakcie ze Stawnym i sędzia odgwizdał bardzo kontrowersyjny rzut karny, który wykorzystał ponownie Klec. Po bramce doszło do spięcia między Borucem, a strzelcem bramki, co było dowodem na to, że arbiter nie radził sobie z zarządzaniem meczem.
Po tej sytuacji obraz meczu mimo wszystko się nie zmienił. Śląsk próbował budować akcje, Garbarnia głęboko ustawiona rozsądnie się broniła. Dopiero w 67 groźniej zrobiło się pod bramką Frątczaka. Kilkoma podaniami wrocławianie przenieśli ciężar gry na lewe skrzydło, z którego dogrywał w pole karne Szmigiel. Jednak ani Bergier, ani Samiec-Talar nie byli w stanie oddać groźnego strzału.
Minęło pare chwil i znów sytuacje miał Sebastian Bergier, który ruszył z piłką z lewej strony boiska, wbiegł z nią w pole karne i mimo interwencji defensora zdołał oddać strzał, ale kolejny raz tego popołudnia futbolówka została przeniesiona nad poprzeczką.
ŚLĄSK PRÓBUJE, GARBARNIA STRZELA
Była pewna reguła, która rządziła tym meczem. Wrocławianie próbowali zagrozić rywalom, a Garbarnia z kliniczną skutecznością kontrowała Wrocławian. Na kwadrans przed końcówką podwyższyli wynik na 3:0, a dokładnie za sprawą Michała Feliksa. Wyskoczył do zacentrowanej z prawego skrzydła piłki, stoperzy, niczym antyczne kolumny zastygli, a napastnik sięgnął futbolówkę i pokonał Boruca.
Na 8 minut przed końcem Śląsk został dodatkowo osłabiony po tym, jak drugą żółtą kartkę zobaczył kapitan, Mariusz Pawelec. Chwilę później za to mieliśmy debiuty: młodzieżowego reprezentanta Polski, czyli Karola Borysa oraz pozyskanego zimą z Legii Jehora Macenki. W 92 minucie Garbarnia ustaliła wynik na 4:0 po tym, jak Feliks obsłużył świetnym podaniem Grzegorza Marszalika.
Druga drużyna zasłużenie poniosła porażkę na Oporowskiej. W pierwszym meczu bez Krzysztofa Wołczka była zespołem grającym powoli, ospale, rzadko tworząc poważne zagrożenie pod bramką gości.
Śląsk II Wrocław 0:4 (0:1) Garbarnia Kraków
Klec 37' (k), 54' (k), Feliks 75', Marszalik 92'
Śląsk II Wrocław: Boruc - Caliński, Stawny (67' Idzik), Pawelec - Gerstenstein (84' Maruszak), Bukowski, Hyjek, Szmigiel - Samiec-Talar (84' Borys), Bergier (84' Macenko), Bargiel (67' Młynarczyk)
Garbarnia Kraków: Frątczak - Morys, Nakrosius, Kardas, Purcha (70' Szywacz) - Bartków, Duda (70' Marszalik) - Rogoziński (65' Feliks), Klec, Nowak - Kuczak
Żółte kartki: Bukowski, Stawny, Boruc, Młynarczyk, Hyjek - Klec
Sędziował: Daniel Kruczyński