REZERWY: Lanie w deszczu (RELACJA)

REZERWY: Lanie w deszczu (RELACJA)

fot.:

Wtorek, godzina 20:00, wrocławski teatr marzeń przy ulicy Oporowskiej, idealnie przystrzyżona murawa oświetlona legendarnymi reflektorami oraz głośny doping kibiców - klimat pucharowego starcia rezerw z Zagłębiem Lubin był wyjątkowy. Na podopiecznych Krzysztofa Wołczka czekało niezwykle trudne zadanie - przeciwnik nie zamierzał zostawić niczego przypadkowi i do gry desygnował silną jedenastkę. Jak poradzili sobie wrocławianie?



 

W wyjściowym składzie WKS-u czekały na nas dwie niespodzianki. W kadrze meczowej zabrakło Bartosza Borunia oraz Przemysława Bargiela, co może oznaczać, że zobaczymy ich w czwartkowym starciu pierwszej drużyny z Termaliką. 

Wrocławski kocioł

Od samego początku derbowego starcia niezwykle głośnym dopingiem zawodników przywitali licznie zgromadzeni kibice Śląska. Przy akompaniamencie bębnów i wielu krzyczących gardeł sędzia Daniel Kruczyński rozpoczął spotkanie. W pierwszych minutach do ataku rzuciło się Zagłębie, chcąc ugasić zapał wrocławian już w samym zarodku. Podopieczni Krzysztofa Wołczka jednak się nie zlękli i dzielnie stawiali opór, próbując przejąć kontrolę nad meczem. Długimi fragmentami to właśnie goście biegali za wymieniającymi kolejne podania zawodnikami WKS-u. 

Po 20 minutach obraz meczu zaczął nam się powoli klarować. To Śląsk był zespołem, który prowadził grę i długimi fragmentami budował kolejne ataki. Niestety, im bliżej pola karnego rywali, tym większe problemy mieli zawodnicy WKS-u. Brakowało skutecznego ostatniego podania oraz szybszego podejmowania decyzji w ostatniej strefie boiska. Niemniej, goście zdążyli poczuć na własnej skórze agresję, zarówno piłkarzy Śląska oraz głośnych i aktywnych kibiców. 

Dwa szybkie ciosy

W 33 minucie doczekaliśmy się pierwszej klarownej sytuacji w derbach. Prawą stroną ruszył Patryk Szysz, a rajd zakończył dośrodkowaniem. W polu karnym najbardziej przytomny okazał się Zhigulev, ale jego uderzenie zostało skutecznie zablokowane przez defensorów Śląska. Było to pierwsze ostrzeżenie dla wrocławskich defensorów. Kilka minut później doszło najpierw do małej tragedii, a później już niestety do znacznie większej…

Koło 40 minuty po starciu na środku boiska kontuzji głowy doznał Mariusz Pawelec, wskutek czego musiał opuścić boisko. Chwilę po tym zdarzeniu otworzył się worek z bramkami Zagłębia. Najpierw bardzo dobrym uderzeniem z dystansu popisał się Szysz. Piłka wpadła idealnie przy dalszym słupku Maksymiliana Boruca. Krótką chwilę później na wrocławian czekał drugi cios. Lubinianie odebrali piłkę już pod polem karnym Śląska, dostarczyli ją w pole karne, gdzie całą akcję wykończył Tomas Zajic. Po 45 minutach podopieczni Krzysztofa Wołczka przegrywali już 0:2.

Pokazać charakter

Druga część spotkania rozpoczęła się od intensywnych opadów deszczu. Przed wrocławianami stało trudne zadanie - odrobienie dwubramkowej straty z ekstraklasową drużyną brzmiało niemal abstrakcyjnie, lecz rezerwy nieraz pokazywały nam już, że nie ma rzeczy niemożliwych. Na osiągnięcie ambitnego celu musiało złożyć się jednak kilka czynników - dojrzała gra, charakter, odwaga i skuteczność. W 54 minucie Śląsk wykreował pierwszą klarowną okazję. Po szybkiej kontrze i rajdzie lewą stroną Grzegorz Kotowicz znalazł się w polu karnym Zagłębia. Skrzydłowy uwolnił się od rywala, ściął do środka, ale jego uderzenie minimalnie minęło bramkę Dominika Hładuna. Niestety, mimo niewątpliwych chęci wrocławian, Zagłębie okazało się bezwzględnym katem. W 65 minucie po szybkiej kontrze piłkę w bramce z łatwością umieścił Karol Podliński. 

Końcowe minuty nie obfitowały już w większe emocje i druga drużyna Śląska przegrała ostatecznie z Zagłębiem 0:3. Czy spodziewaliśmy się takiego wyniku? Oczywiście, można było mieć nadzieję, na sprawienie niespodzianki, lecz trzeba uczciwie powiedzieć, że to lubinianie od początku byli zdecydowanym faworytem. Wrocławianie nie mają jednak czego się wstydzić, momentami grali bardzo ładną piłkę i nie przestraszyli się silniejszego przeciwnika. Ogromny plus możemy postawić przede wszystkim przy nazwisku Szymona Michalskiego, który wyglądał jak prawdziwy boiskowy wyjadacz. Pozytywne impulsy płynęły również ze strony Kotowicza. Śląsku, dziękujemy za walkę!

Śląsk II Wrocław 0:3 (0:2) Zagłębie Lubin

Bramki: Szysz 40', Zajic 41', Podliński 65'

Śląsk II Wrocław: Boruc - Radkowski, Celeban, Pawelec (39' Jezierski) - Caliński (79' Maruszak), Michalski, Młynarczyk, Wypart (67' Konstanty) - Krocz (79' Gerstenstein), Marchewka, Kotowicz (67' Szmigiel) Trener: Krzysztof Wołczek


Zagłębie Lubin: Hładun - Chodyna, Kruk, Soler, Bartolewski (58' Wójcicki) - Żigulew, Poręba (58' Starzyński), Pakulski (74' Pieńko) - Szysz (58' Daniel), Zajic (46' Podliński), Ratajczyk Trener: Dariusz Żuraw

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.