Rywal pod lupą eksperta: Jagiellonia Białystok
fot.: Mateusz Porzucek
Śląsk ma już tylko iluzoryczne szanse na awans do europejskich pucharów, ale w meczu 36.kolejki przeciwko Jagiellonii w Białymstoku chce poprawić mało satysfakcjonujące statystyki wyjazdowe. O tym, jaką drużynę buduje Iwajło Petew, niemocy Jesusa Imaza i czekaniu na koniec sezonu rozmawiamy z Jerzym Kułakowskim, dziennikarzem Radia Białystok.
Spodziewał się pan, że po udanych meczach w końcówce sezonu zasadniczego, Jagiellonia jednak włączy się do walki o europejskie puchary?
Miałem na to nadzieję, ale w rundzie finałowej zespół Iwajło Petewa gra beztrosko. Prezentuje rywalom bramki, traci je w kuriozalnie prosty sposób jak choćby kilka dni temu w Gliwicach (0:2). Kiedy nie ma pewności z tyłu, to automatycznie piłkarze odpowiadający za ofensywę mają mniejszą chęć, by podejmować ryzyko. Nie mamy też bramkarza, który pomagałby wyjść z opresji i bronił w najtrudniejszych sytuacjach, takiego Matusa Putnockiego czy łączącego nasze drużyny Mariana Kelemena. Dejan Iljev zimą został wypożyczony z Arsenalu, to fajnie brzmi, ale on praktycznie przez 2/3 rundy jest kontuzjowany i to może odpowiedź na pytanie co poszło nie tak, że trafił do Ekstraklasy. Po takich występach trudno myśleć o odrabianiu strat do czołówki, a trzeba sobie też powiedzieć, że Piast czy Lech nie czekały na Jagiellonię. Do tego doszły rozstrzygnięcia półfinałowych meczów Pucharu Polski przesądzające, że 4.miejsce nie pozwoli powalczyć o Ligę Europy i od dwóch-trzech kolejek białostoczanie grają już z myślą „dograć, zapomnieć, wakacje”.
Jagiellonia Iwajło Petewa to zespół grający falami. Ogromne problemy na początku roku, udane mecze tuż przed poddziałem na grupy i znowu słabe w ostatnim czasie. Określenie jaką drużynę w Białymstoku chce zbudować nowy trener jest chyba nie lada wyzwaniem?
Mówiąc szczerze, mam z tym właśnie problem. Tak, Jagiellonia to właśnie drużyna falująca, niepotrafiąca ustabilizować formy. Najlepszym przykładem jest mecz przeciwko Lechii z 33.kolejki. Do przerwy powinniśmy spokojnie prowadzić nie 1:0, tylko 3:0, a w drugiej połowie role zupełnie się odwróciły, biało-zieloni byli zdecydowanie lepsi, zdobyli dwie bramki i wygrali przy Słonecznej. No dobrze, Jagiellonia nie musi grać równo przez 90 minut, ale niech to będzie chociaż 70! To nie jest zespół, który chciałoby się oglądać i najlepiej świadczy o tym frekwencja na stadionie w Białymstoku. W dobie pandemii na trybunach pojawiać się może maksymalnie 5 tysięcy kibiców, a nawet podczas meczu z Legią (0:0) było dużo wolnych miejsc. Nie tłumaczyłbym tego strachem przed koronawirusem, ludzie po prostu widzą, co dzisiaj ma do zaproponowania Jagiellonia. Ta drużyna jest dzisiaj typowym ligowym średniakiem, wyrastającym nieznacznie ponad przeciętność. Jej aktualne miejsce w tabeli może być rozczarowujące dla kibiców marzących o sukcesie na stulecie klubu. To jednak żaden przypadek, tylko odzwierciedlenie potencjału, który ma w tym sezonie.
Po sezonie należy się spodziewać znaczących zmian w kadrze, by białostoczanie wrócili na miejsce, do którego przyzwyczaili nas w ostatnich latach? Kilku nowych piłkarzy sprowadzono już zimą.
Warto pamiętać w jakich okolicznościach przeprowadzano te transfery. Iwajło Petew został przedstawiony jako nowy trener już w ostatnich dniach poprzedniego roku, miał cały okres przygotowawczy łącznie z obozem w Turcji, a Maciej Makuszewski i Ariel Borysiuk podpisali kontrakty tuż przed zamknięciem okna transferowego. Jak to wygląda, prawie dwa miesiące czekaliśmy na złoty strzał? Zgoda, liderem defensywy okazał się sprowadzony właśnie zimą Rumun Bogdan Tiru, już pięć goli strzelił chorwacki napastnik Jakov Puljić, ale poza tym to była jednak łapanka. Nawet nie wiadomo czy faktycznie trener, a nie na przykład prezes Kulesza chciał tych piłkarzy, bo nie zakładam, że Petew słyszał wcześniej o wymienionym duecie Polaków. Myślę, że będą zmiany po sezonie. Zgodę na odejście dostanie pewnie wreszcie Taras Romanczuk, który dużo zrobił dla tego klubu. Mówiłem o problemach Jagiellonii z obsadą bramki, słyszałem plotki, że z Arki na Podlasie może przenieść się Pavels Steinbors.
Co się dzieje z Jesusem Imazem? Hiszpan jesienią był pierwszoplanową postacią Jagiellonii, zdobył 11 bramek, ale od grudnia nie wpisał się na listę strzelców ani razu.
Imaz praktycznie w każdym meczu stwarza sobie sytuacje, walczy, pokazuje się do gry. To, że ciągle nic z tego nie wynika, na pewno mocno wpływa na jego pewność siebie, jest mu ciężko, ale jestem przekonany, że Iwajło Petew będzie miał jeszcze z niego pożytek. Pewnie coś się wydarzyło w głowie Imaza, bo od tego zazwyczaj wszystko się zaczyna, ale myślę, że pewnych rzeczy jednak się nie zapomina. To tak jak ze skakaniem na nartach czy jazdą na rowerze. Po czasie człowiek już się nawet nie zastanawia, jak to robi. Kiedy Hiszpan już się przełamie, znowu będzie trafiał regularnie.
Czy z perspektywy czasu można powiedzieć, że zwolnienie z pracy trenera Ireneusza Mamrota była pochopna? Jagiellonia nie miała wtedy żadnej serii porażek, nie wylądowała w strefie spadkowej, po prostu przez dobrych kilka tygodni grała w kratkę.
Wydaje mi się, że do tej decyzji dojrzał sam szkoleniowiec. Mamrot w pewnym momencie zrozumiał, że nie jest w stanie zapanować nad szatnią, w której ma nadmiar ludzi niezadowolonych z tego, że nie grają. Jagiellonia pod koniec kadencji tego trenera wyglądała bardzo podobnie jak dziś. Po sukcesach w lidze i imponującym meczu w pucharach przeciwko Rio Ave (4:4), zaczęliśmy obserwować zjazd, w zespole było coraz mniej polotu. Widać było, że misja trenera Mamrota w Białymstoku po prostu się kończy, dziś życzę mu jak najlepiej w walce o powrót do Ekstraklasy z Arką Gdynia. Porównując poprzedniego trenera Jagiellonii do Petewa, podoba mi się, że Bułgar nie przywiązuje się do nazwisk, piłkarz przy nim nie może być pewny dnia ani godziny. I dotyczy to zarówno wyjściowego składu, jak decyzji w trakcie meczów. Nie trzeba daleko szukać - Borysiuk popełnił karygodny błąd przy straconym golu na 0:1 w niedzielę z Piastem i w przerwie zszedł z boiska, Petew nie bał się zrobić takiej zmiany. Jeszcze raz wrócę do bramkarza, ale mocno podkreślam, że nie chcę wskazywać Damiana Węglarza jako przyczyny wszystkich nieszczęść Jagiellonii. Być może w meczu ze Śląskiem między słupkami powinien zadebiutować 17-letni Xavier Dziekoński. Skoro w tym samym wieku szansę mógł dostać Bartłomiej Drągowski, ja bym się tego nie bał.