Rywal pod lupą eksperta: Raków Częstochowa
fot.: Joanna Wietrzyńska
W pierwszym meczu Ekstraklasy po przerwie związanej z pandemią koronawirusa, Śląsk Wrocław podejmie Raków Częstochowa. Beniaminek nadspodziewanie dobrze odnalazł się w Ekstraklasie i w ostatnich kolejkach sezonu zasadniczego chce powalczyć o grupę mistrzowską. Jak spędziła przerwę drużyna trenera Marka Papszuna? Czym może zaskoczyć nas we Wrocławiu? O Rakowie rozmawiamy z Rafałem Musiołem, zastępcą szefa działu Sport "Dziennika Zachodniego".
Wybuch pandemii zastał Raków Częstochowa chyba w najgorszym możliwym momencie - po trzech kolejnych spotkaniach bez porażki i choćby jednego straconego gola. Czy po wznowieniu sezonu należy spodziewać się podobnej formy beniaminka?
Najbliższy rywal Śląska niewątpliwie prezentował dobrą dyspozycję na początku marca, złapał wtedy właściwy rytm. Był przecież gotowy grać 27. kolejkę nawet w pierwotnym terminie chcąc jeszcze wykorzystać fakt, że nie do końca zostały zdefiniowane zasady życia w stanie epidemii. Raków ewoluuje w tym sezonie. Na początku często płacił wysoką cenę za otwartą grę. Tracił dużo punktów, bo zawsze walczył o zwycięstwo, zamiast na przykład zadowolić się remisem w meczach, które były trudne do wygrania. W ostatnim czasie trener Marek Papszun zaczął jednak przestawiać mentalność swoich piłkarzy na bardziej wyrachowaną, ligową w pełni tego słowa znaczeniu. Mam wrażenie, że w Częstochowie zrobiono wszystko, by zminimalizować problemy wynikające z przerwy w rozgrywkach. To był pierwszy zespół, który wyjechał na zgrupowanie po wznowieniu treningów, jako jedyny zorganizował zresztą aż dwa takie obozy. Raków miał swoją koncepcję bezpieczeństwa, podobnie jak Legia, za niemałe pieniądze na własną rękę badał drużynę i pracowników klubu na obecność koronawirusa jeszcze przed testami zarządzonymi przez organizatora rozgrywek dla wszystkich drużyn.
Jak trener Marek Papszun wykorzystywał okres ponad dwumiesięcznej przerwy w rozgrywkach?
Uważam, że Raków jako klub wzorcowo zareagował na sytuację, w której się znalazł. Drużyna na pewno nie traciła czasu, dzięki temu, że Papszun to człowiek niezwykle skrupulatny w swojej pracy. Szkoleniowiec częstochowian uważnie planował treningi swoich piłkarzy już nawet na początkowym etapie w domowych warunkach, dbał o szczegóły. Warto też pamiętać o roli właściciela klubu. Przecież to właśnie beniaminek z Częstochowy jako pierwszy dążył do wznowienia rozgrywek, gdy Michał Świerczewski zaproponował dogranie ligi bez udziału publiczności na kilku neutralnych stadionach w ścisłym reżimie sanitarnym. Ten pomysł został wtedy wykpiony i uznany za niemożliwy do realizacji, a tak naprawdę teraz będzie działo się coś podobnego do tej koncepcji.
Raków do rozgrywek wraca mocno osłabiony brakiem etatowego młodzieżowca Miłosza Szczepańskiego wyeliminowanego przez poważną kontuzję kolana. Czy trener Papszun ma w kadrze zastępców podobnej jakości, na których będzie mógł bezwarunkowo liczyć?
Młodzieżowców, którzy mogą od razu wskoczyć do składu ma, pytanie czy będzie mógł na nich liczyć w stu procentach. Kontuzja Szczepańskiego jest jedną z najgorszych rzeczy, która w tym okresie mogła przydarzyć się szkoleniowcowi Rakowa. Ten piłkarz był zawodnikiem podstawowego składu, brał na siebie duży ciężar gry. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że ta sytuacja wydarzyła się stosunkowo wcześnie, niedługo po rozpoczęciu treningów grupowych, więc trener Papszun miał czas, by poukładać swój zespół zupełnie inaczej, już bez Miłosza Szczepańskiego.
Piłkarzem, na którego w jutrzejszym meczu szczególną uwagę będzie musiał zwrócić Śląsk, jest kapitan Rakowa Tomas Petrasek. Na czeskiego dwumetrowca uwagę zwrócił selekcjoner jego reprezentacji, a on sam w Ekstraklasie czuje się już bardzo pewnie. Czy dla Petraska końcówka sezonu 2019/2020 może być najważniejszym czasem w dotychczasowej karierze?
Myślę, że tak. W ogóle muszę się przyznać, że Petrasek jest piłkarzem, do którego mam dziennikarską słabość. Chodzi mi o jego sposób gry, barwność samej postaci, życzę mu jak najlepiej. Tak naprawdę jednak pozostała część tych rozgrywek to będzie ważny test dla całego Rakowa. Pozostaje przecież jeszcze, nieco zapomniana teraz z powodu pandemii, ale cały czas aktualna, kwestia stadionu w Częstochowie. To wszystko razem dla beniaminka Ekstraklasy będzie większym sprawdzianem niż wydarzenia, których do tej pory byliśmy świadkami w tym sezonie.
Nowy stadion to cały czas palący temat w kontekście Rakowa. Czy na horyzoncie pojawiają się wreszcie jakieś pozytywne informacje i są szanse na rozpoczęcie prac przy Limanowskiego w najbliższych tygodniach?
Myślę, że tak, ale warto prześledzić całą historię tej budowy. Na samym początku był pomysł budowy całkowicie nowego stadionu, mało realny ze względu na finanse i możliwości miasta. Sprawa pozostawała na papierze, jako alibi, że jest jakiś plan. Punktem zwrotnym był stanowczy list prezesa PZPN Zbigniewa Bońka do prezydenta Częstochowy, w którym zagroził, że Raków może mieć poważne problemy, włącznie z nieotrzymaniem licencji na grę nawet na zapleczu Ekstraklasy. Wtedy podjęto decyzję o wcieleniu w życie jedynego realnego wariantu dostosowania obecnego stadionu do wymogów najwyższej klasy. Myślę, że gdyby nie pandemia, prace już by się toczyły. Pieniądze są zabezpieczone, zresztą nie mówimy tutaj o dużych nakładach finansowych. Po zakończeniu przetargu złożono tylko jeden protest, ale los chciał, że sprawa utknęła w Izbie Odwoławczej, która zawiesiła swoje prace przez koronawirusa. Z moich informacji wynika, że biorąc to wszystko pod uwagę, Raków ostatecznie otrzyma licencję na grę w Ekstraklasie w przyszłym sezonie, choć pod pewnymi rygorami. Pytanie w jakiej sytuacji znajdzie się klub, który dziś w kontekście modernizacji stadionu stawia na absolutne minimum, a wymogi licencyjne będą na pewno co roku zaostrzane i za rok czy dwa może się okazać, że Rakowowi znowu brakuje jakiegoś jednego małego kroku.
Na co stać Raków w pozostałej części sezonu?
W czterech ostatnich kolejkach sezonu zasadniczego to może być gra na dużej fantazji, jaką Raków prezentował w wielu dotychczasowych meczach. Jeśli zakwalifikują się do grupy mistrzowskiej, będą tak grać dalej. Gdyby jednak wylądowali w dolnej ósemce, dla mnie na pewno nie będą kandydatem do spadku. Marek Papszun i jego piłkarze przystosowaliby się do nowych okoliczności. Jestem przekonany, że byliby w stanie, oczywiście w sportowych ramach, wyliczyć ile punktów jest im niezbędnych do utrzymania i nawet kosztem ładnej gry, przedłużyć swój ekstraklasowy byt za wszelką cenę.