Rywal pod lupą eksperta: Stal Mielec
fot.: stalmielec.com
W pierwszym ligowym meczu w nowym roku Śląsk Wrocław pojedzie do Mielca. O zimowej przerwie po wygranej przy Łazienkowskiej, wpływie trenera Leszka Ojrzyńskiego i czterech transferach rozmawiamy z Bartłomiejem Wiszem, dziennikarzem Radia Rzeszów.
Stal zakończyła trudną rundę jesienną zakończyła sensacyjnym zwycięstwem 3:2 przy Łazienkowskiej. Wyniki sparingów (żadnej porażki w czterech meczach) każą sądzić, że entuzjazm trwa również w nowym roku?
Ciekawostką jest fakt, że Stal już od kilku lat zimą wyjeżdża na zgrupowanie do Turcji. Jako pierwszy na taką eskapadę zdecydował się trener Zbigniew Smółka i tak mu się spodobało, że to za każdym razem jest ten sam ośrodek, te same warunki, a co równie ważne optymalne warunki finansowe. Co do sytuacji pilarskiej, już sama zmiana trenera z Dariusza Skrzypczaka na Leszka Ojrzyńskiego zrobiła w Mielcu spore wrażenie. Drużyna była tak naprawdę rozbita mentalnie, krótko przed końcem kadencji dotychczasowego szkoleniowca przegrała przecież z Wisłą Kraków na własnym stadionie 0:6. Już po kilkunastu dniach pracy nowego trenera widać było jednak diametralną zmianę i jasno pokazywały to wyniki – remis z Lechem czy wspominana wygrana w Warszawie. Ojrzyński dał impuls zespołowi, wykonywał w tych meczach zmiany bardziej taktyczne niż personalne. Doszło też do wymuszonej zmiany w bramce, bo na ostatni miesiąc grania w miejsce młodzieżowca Rafała Strączka wskoczył Michał Gliwa. Dla niego to powrót w rodzinne strony, bo przecież pochodzi z Rzeszowa, a i jego ekstraklasowe doświadczenie jest znane, to też było zdecydowanie na plus w tyłach.
Ostatnie mecze z Lechem czy Legią pokazały też, że Leszek Ojrzyński zmienia się jako trener. To nie były wyniki wydzierane głównie dzięki cechom wolicjonalnym, z którymi zawsze utożsamialiśmy jego zespoły. Stal zaczęła grać z pomysłem, punktowała zasłużenie, szczególnie w pierwszej połowie wicemistrz Polski był tym kompletnie zaskoczony.
Zespół w tych spotkaniach walczył od pierwszej do ostatniej minuty konkretnie. Odbierał piłki stosując nawet nie wysoki, tylko bardzo wysoki pressing, a przecież zdecydowanie nie był faworytem. Legia przez wiele minut, w różnych fragmentach meczu, nie mogła opuścić własnego przedpola. Na trzydziestym metrze od własnej bramki, a nawet bliżej, oni już byli atakowani przez zawodników Stali. Do takiego grania potrzebne jest kapitalne przygotowanie fizyczne i na to zwraca uwagę Ojrzyński. Wcześniej, nie umniejszając oczywiście nic trenerowi Skrzypczakowi, to był zespół absolutnie bez ikry, bez agresji przede wszystkim. To słowo zaakcentowałbym najmocniej – agresja, bo ona jest dzisiaj najbardziej widoczna. Ta agresja aktualnej Stali polega na tym, że oni nie czekają na przeciwnika na środku boiska, tylko w zależności od taktyki, atakują już na połowie rywala. Tego nie spodziewały się Lech i Legia. Trener Ojrzyński to mistrz taktyki, może wymyślić coś jeszcze innego, ale jestem przekonany, że tak będzie wyglądał pomysł Stali na mecz ze Śląskiem.
Im bliżej końca roku, tym generalnie optymizmu przybywało.
Ważną przyczyną rozczarowujących wyników na początku sezonu były poważne osłabienia kadrowe. Do Piasta odszedł Michał Żyro, a do Górnika autor trzynastu goli i trzynastu asyst w poprzednim sezonie 1. ligi Bartosz Nowak. To oczywiście musiało mieć wpływ na grę zespołu, takie straty były wyraźnie widoczne. Starano się je zrekompensować transferami Pawła Tomczyka albo Łukasza Zjawińskiego, jednak liczba zdobytych bramek wskazuje, że nie wniosło tu dużo dobrego. Jednocześnie dochodzi do zmian w samych strukturach, bo ze Stalą rozstał się wieloletni prezes Bartłomiej Jaskot, którzy zarządzał tym klubem społecznie praktycznie już dwadzieścia lat temu w piątej lidze. Mamy powrót Jacka Klimka, byłego prezesa co ciekawe zarówno piłkarskiej, jak i siatkarskiej Stali Mielec. Ostatnie lata spędził w biznesie, a teraz wraca chcąc zorganizować klub może nie jak korporację, ale o pewnych strukturach korporacyjnych, bo takiego nabrał doświadczenia.
Jakich transferów zimą najbardziej potrzebował beniaminek z Podkarpacia?
Przede wszystkim trzeba było wzmocnić obronę, żeby Stal po prostu traciła mniej bramek. Stąd przyjście Jonathana de Amo z pierwszoligowego Bruk-Betu Termaliki Nieciecza i Fina Albina Granlunda z ligi norweskiej. Ten pierwszy zresztą grał już w Mielcu w sezonie 2018/2019. Nie można też zapominać o kapitanie Kamilu Kościelnym, który dosłownie na przedostatnim czy ostatnim treningu przed wylotem na zgrupowanie doznał poważnej kontuzji kolana, jest już po zabiegu, ale wszystko wskazuje na to, że wiosną nie pojawi się na boisku. Wzmocniona została także siła rażenia, bo kontrakty podpisali Maciej Jankowski i Aleksandyr Kolew, ale i w ofensywie można mówić o znaczącej absencji, bo uraz prawdopodobnie wyeliminuje z udziału w poniedziałkowym meczu Zjawińskiego, który przy Łazienkowskiej wywalczył trzy rzuty karne.
Symptomatyczne, że w naszej rozmowie cały czas nie padło nazwisko Macieja Domańskiego, a jego jesiennych 5 goli i 4 asysty przy ogólnej liczbie 17 ligowych bramek Stali to wynik, który zdecydowanie rzuca się w oczy. To najbardziej niedoceniany zawodnik w ekstraklasie?
Może i tak, on teraz wychodzi nieco z cienia, strzelił dwa gole z jedenastek w wygranym meczu na stadionie Legii. Domański to zawodnik nieustępliwy, niesamowicie walczący, spokojnie można nazwać go płucami zespołu. Mówienie o ambicji to ogólnik, o każdym można tak powiedzieć, ale akurat w przypadku tego zawodnika to widać, jak on walczy na maksa i daje ze swojej fizyczności absolutnie wszystko, co ma. Myślę, że w układance obecnego szkoleniowca Domański znajdzie ważne, stabilne miejsce w pierwszym składzie, jego rola jest dla Leszka Ojrzyńskiego bardzo ważna.
Czy biorąc pod uwagę te wszystkie dobre cechy Stali pod wodzą nowego szkoleniowca można pokusić się o prognozę, że mielczanie wiosną mogą nawet nieśmiało zerkać w górę tabeli? Ich forma bywa niestabilna, przecież raptem tydzień przed meczem z Lechem i dwa przed Legią, zagrali kompletnie bezbarwnie w Szczecinie (0:2).
No właśnie, a to przecież był już mecz pod wodzą Ojrzyńskiego, zdecydowanie najsłabszy. Jedyny na razie przegrany, ale po naprawdę fatalnej grze. Pytanie istotne, ale odpowiedź jest mglista. W Mielcu jest bardzo duża pokora i dzisiaj wszyscy mówią jednoznacznie – czeka nas szalenie ciężka walka o utrzymanie. To trzeba podkreślić, o utrzymanie, a nie o środek tabeli. Nie ma zachłyśnięcia się czterema punktami w dwóch meczach z tuzami, nawet jeśli przez całą rundę zdobyto trzynaście. Stal musi zacząć zdobywać bramki, na przykład po stałych fragmentach gry, chociaż akurat w Warszawie paradoksalnie widzieliśmy trzy takie, bo wszystkie z karnych. Tak samo, gdyby było tego więcej z akcji, to już byłby prognostyk in plus, żeby myśleć o kolejnych celach. Cokolwiek bliżej będziemy mogli powiedzieć po trzech – pięciu kolejkach w nowym roku. Na ten moment celem numer jeden jest absolutna i pełna koncentracja na walce o utrzymanie. Trenerowi Ojrzyńskiemu wkomponowanie nowych zawodników też pewnie zajmie trochę czasu. Jednocześnie nie chcąc nic ujmować tym piłkarzom, trzeba sobie powiedzieć, że to nie są nazwiska spektakularne. Na pewno solidni, z doświadczeniem, natomiast nie tacy, którzy wywołaliby efekt wow, na zasadzie „piękna sprawa, czterech nowych, maszyna rusza, walczymy o 6. miejsce”.