Sebastian Mila: Nie zlekceważyliśmy przeciwnika

W poniedziałek trzeba usiąść i zrobić skrupulatną analizę tego, co robiliśmy źle. Już po końcowym gwizdku mówiliśmy sobie, że to był mecz, o którym nieprędko zapomnimy z uwagi na jego niecodzienny przebieg - mówi Sebastian Mila, kapitan Śląska Wrocław.


 

Nogi w końcówce nie zadrżały? Nie co dzień wykonuje się karnego w 97. minucie. I to decydującego o tym, czy uda się uratować remis.

SEBASTIAN MILA: Po tym, jak arbiter wskazał na jedenasty metr, myślałem, że od razu będę strzelał. A tu nagle sędzia mówi: „czekaj, czekaj, bo ja jeszcze muszę z ławki usunąć ich trenera". W pierwszej chwili myślałem, że to jakiś żart. Cieszę się, że nie zawiodłem.


Zgodzi się pan jednak, że dzisiaj Śląsk rozczarował?


W poniedziałek trzeba usiąść i zrobić skrupulatną analizę tego, co robiliśmy źle. Już po końcowym gwizdku mówiliśmy sobie, że to był mecz, o którym nieprędko zapomnimy z uwagi na jego niecodzienny przebieg. W kolejnym spotkaniu z Koroną trzeba będzie zagrać o wiele lepiej.

Może zlekceważyliście rywala? Po wygranej z Legią i remisie w Poznaniu, całej tej serii bez porażki, uznaliście, że Widzew ogracie na stojąco?



Nie zlekceważyliśmy przeciwnika. Jeśli chodzi o psychikę, to bardziej działało na nas coś innego - świadomość, że możemy wskoczyć na bardzo wysokie miejsce. Znaliśmy wszystkie wyniki z soboty, wiedzieliśmy, że Lechia przegrała z Cracovią, a później spiker podał, co się stało w meczu Legii z Zagłębiem. Każdy starał się o tym nie myśleć, ale to mogło utrudniać grę.

Łukasz Madej mówił, że dla niego, jako ełkaesiaka mecze z Widzewem mają dodatkowy podtekst. Pan też grał w ŁKS. Ten mecz był prawie jak derby?


Jestem lechistą, mi najbardziej smakują zwycięstwa z Arką. A Łukaszowi należą się gratulacje za to, że dał dzisiaj świetną zmianę.

źródło: Przegląd Sportowy

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.