Serie, które przerażają
fot.: Paweł Kot
Debiut trenera Piotra Tworka na ławce Śląska nie przyniósł ani przełamania ani chociaż pozytywnego impulsu. Wrocławianie śrubują negatywne statystyki i pod wieloma względami są teraz zdecydowanie najgorsi w ekstraklasie. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Po niedzielnym remisie 0:0 z Radomiakiem Radom ligowa seria bez zwycięstwa Śląska liczy już dziewięć spotkań i jest oczywiście najgorsza w całej stawce. Zielono-biało-czerwoni z poprzedniego zwycięstwa cieszyli się 27 listopada w domowej konfrontacji ze Stalą Mielec (2:1), a ich kolejne spotkania zaowocowały trzema podziałami punktów oraz sześcioma porażkami. W 25. kolejce przegrana również była blisko, jednak w doliczonym czasie gry sędzia Daniel Stefański po sygnale z VAR anulował bramkę zdobytą przez Goncalo Silvę. Wrocławianie już wyrównali najgorszy wynik z ostatnich lat – po raz ostatni dziewięciu kolejnych spotkań ligowych nie wygrali w sezonie 2017/2018, a na serię „zapracowali” Jan Urban oraz Tadeusz Pawłowski.
Seria meczów Śląska bez zwycięstwa (3 zwycięstwa, 6 porażek, bilans bramkowy 4:14):
- Górnik Zabrze 3:1 Śląsk Wrocław
- Warta Poznań 2:1 Śląsk Wrocław
- Śląsk Wrocław 0:2 Cracovia
- Lechia Gdańsk 2:0 Śląsk Wrocław
- Górnik Łęczna 1:1 Śląsk Wrocław
- Śląsk Wrocław 1:3 Piast Gliwice
- Śląsk Wrocław 0:0 Zagłębie Lubin
- Legia Warszawa 1:0 Śląsk Wrocław
- Śląsk Wrocław 0:0 Radomiak Radom
CHOCIAŻ REMISY
Skoro Śląsk nie wygrywa wcale, to siłą rzeczy śrubuje również negatywną passę przed własną publicznością. Wrocławianie w niedzielne popołudnie zanotowali już czwarty z rzędu domowy występ bez zwycięstwa i pod tym względem są najgorsi w lidze obok Jagiellonii Białystok, która w tej kolejce właśnie przy Słonecznej przegrała z Wisłą Płock (0:1). Pewne pocieszenie stanowi fakt, że zielono-biało-czerwoni u siebie przynajmniej ostatnio głównie remisują, a nie zostają z pustymi rękami – ich bilans za cztery poprzednie występy to trzy podziały punktów i jedna porażka. Problem jest jednak widoczny gołym okiem, w tym sezonie Śląsk u siebie w ekstraklasie wygrał raptem trzy razy, najmniej wspólnie z Wartą Poznań i Górnikiem Łęczna, które od samego początku sezonu są na dobre uwikłane w walkę o utrzymanie.
PORAŻAJĄCA INDOLENCJA
W ostatnich kolejkach całkowicie zacięła się również ofensywa zespołu ze stolicy Dolnego Śląska. Wrocławianie to jedyna drużyna w ekstraklasie, która nie trafiła do siatki w żadnej z trzech poprzednich kolejek. By znaleźć ostatnią bramkę trzeba się cofnąć o 335 minut, do rzutu karnego Fabiana Piaseckiego z Piastem (1:3). Na gola z gry Śląsk czeka od minut 372 (Adrian Łyszczarz na 1:1 w Łęcznej), a generalnie gdyby odrzucić trafienia po stałych fragmentach okaże się, że wrocławianie w ostatnich dziewięciu występach po akcji trafili… raz. Porażająca jest również strzelecka indolencja Erika Exposito, który poprzedniego gola w ekstraklasie cieszył się 652 minuty temu w meczu z Jagiellonią (2:2) w pierwszy weekend listopada (!). Choć po remisie z Radomiakiem Śląsk paradoksalnie powiększył przewagę nad strefą spadkową do trzech punktów, nastroje we Wrocławiu są katastrofalne, a swój wyraz niezadowolenia dał już nawet prezydent miasta, czyli właściciel klubu Jacek Sutryk.
Niestety to nie jest czas @Erikexposito23, a bez jego goli @SlaskWroclawPl ma duże problemy... pic.twitter.com/LEXnToujyi
— Śląsknet (@Slasknet) March 13, 2022