ŚLĄSK - ARKA 0:0 - rewanż w sobotę

Nie udał się pierwszy mecz barażowy piłkarzom Śląska. Tylko bezbramkowy remis z Arką to wynik poniżej oczekiwań. Wrocławianie po raz trzeci w ciągu ostatnich czterech meczów już w pierwszej połowie zostali ukarani czerwoną kartką. I znów lepiej zaprezentowali się w osłabieniu.


 

Śląsk natarł od początku meczu. W 10. minucie po solowej akcji Krzysztofa Szewczyka Tomasz Kosztowniak zbyt wcześnie zdecydował się na strzał i uderzenie z linii szesnastki Jarosław Krupski zdołał z najwyższym trudem wybić w bok. Wkrótce jednak impet wrocławian osłabł, a Arka zaczęła się czuć coraz pewniej na boisku i kontrolować grę. W 21. minucie świetną okazję miał Artur Toborek, ale Radosław Janukiewicz wyszedł zwycięsko z tego pojedynku.

Później tempo gry znacznie spadło. Gra przede wszystkim gospodarzy stawała się coraz bardziej nerwowa. Mnożyły się niedokładne podania i kiksy obrońców. Celował w nich Rafał Lis, po którego błędzie Robert Dymkowski został w 40. minucie w ostaniej chwili zablokowany. Widać było olbrzymi stres na twarzach zawodników Śląska.

Decydujące dla losów spotkania wydarzenia miały miejsce pod koniec pierwszej połowy. Zaczęło się od kontrowersyjnego zachowania Krupskiego i Kosztowniaka. Bramkarz Arki zwlekał z zagraniem piłki, którą wrocławianie oddali gdynianom po ich wybiciu na aut podczas kontuzji jednego z zawodników. Napastnik miejscowych przejął piłkę, a po jej wyjściu poza plac gry do Kosztowniaka rzucili się obrońcy. Przepychanki te skończyły się żółtą kartką tylko dla zawodnika Śląska.

Chwilę później po brzydkim faulu "żółtko" otrzymał też Szewczyk. Natomiast w 45. minucie sędzia liniowy zasygnalizował chorągiewką następna sporną sytuację. W polu karnym gości przepychali się Szewczyk i Artur Serocki. Po konsultacji ze swoim asystentem arbiter główny ukarał ich obu żółtą kartką, w konsekwencji czego pomocnik Śląska opuścił boisko.

Co ciekawe po zmianie stron to gospodarze grający w osłabieniu posiadali inicjatywę. Dużo ożywienia wnieśli wprowadzeni Marek Kowalczyk i Jakub Małecki. W 62. minucie bohaterem spotkania mógł zostać Krzysztof Ulatowski, ale w sytuacji sam na sam z Krupskim tak długo kombinował, co zrobić z piłką, że golkiper Arki bezpardonowo wjechał mu w nogi eliminując go z dalszej gry. Gwizdek sędziego jednak milczał, podobnie jak w dwóch sytuacjach, kiedy gdynianie domagali się przyznania im rzutu karnego.

Piłka tylko raz w tym meczu wpadła do siatki. Kilka minut przed końcem Dymkowski główkował celnie z paru metrów, ale liniowy zauważył wyraźną pozycję spaloną napastnika gości. Ponadto kilka okazji miał były zawodnik Śląska Arkadiusz Aleksander, ale był nieskuteczny, a kiedy będąc już tylko przed Janukiewiczem padł w walce o piłkę z Andrzejem Ignasiakiem sam dostał żółtą kartkę.

Śląsk w pierwszej połowie zawiódł. Znacznie lepiej radził sobie po przerwie, ale w dziesięciu był w stanie tylko bezbramkowo zremisować. Arka sprawiała wrażenie zadowolenia z takiego wyniku, a w końcówce pojedynku obie drużyny chyba opadły z sił. Spodziewanych emocji nie było i jak słusznie zauważyli obaj trenerzy losy barażu rozstrzygną się w sobotę w Gdyni. Tym razem jednak to żółto-niebiescy będą mieli atut własnego boiska.

Śląsk - Arka 0:0

Cz. k.: Szewczyk (45.). Ż. k.: Szewczyk, Kosztowniak, Sasin - Serocki, Siara, Woronecki, Aleksander. Widzów 9.000.

Śląsk: Janukiewicz - Wróbel, Ignasiak, Lis - Sasin, Flejterski, Szewczyk, Grabowski, Wielgus (46. Małecki) - Ulatowski (65. Dorobek) Kosztowniak (55. Kowalczyk)).

Arka: Krupski - Siara, Woroniecki, Serocki, Murawski - Ulanowski (80. Kupcewicz), Stencel, Toborek, Bartoszewicz (67. Pudysiak) - Dymkowski, Aleksander.

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.