Śląsk - Hradec Kralove 0:0
Piłkarze Śląska Wrocław zremisowali bezbramkowo z czeskim Hradcem Kralove w sparingowym spotkaniu na stadionie przy ul. Oporowskiej. Gospodarze byli w tym pojedynku stroną przeważającą i stworzyli sobie szereg dogodnych okazji, ale szwankowała skuteczność. Najbliższy szczęścia był Sebastian Dudek, który w 79 minucie huknął w poprzeczkę. Na listę strzelców powinien też wpisać się Argentyńczyk Cristian Omar Diaz. W pierwszej połowie trener Orest Lenczyk wystawił linię obrony znaną kibicom z ostatnich meczów ligowych, za to z przodu sprawdził zawodników nowych oraz powracających po kontuzji. W ataku sporo zagrożenia Czechom stwarzał Diaz, któremu najczęściej dogrywali bardzo aktywny Marek Gancarczyk oraz dobrze wyszkolony technicznie Ljubiša Vukelja. Licznie zgromadzeni na trybunie krytej widzowi mogli też zobaczyć w akcji Słoweńca Roka Elsnera, przed którym piłkę rozgrywali Sebastian Dudek i Łukasz Madej.
Diazowi brakowało jednak precyzji, świetną sytuację na początku spotkania zmarnował również Gancarczyk. Za to niewiele pracy mieli defensorzy, dzięki czemu często do przodu mógł się groźnie zapędzać Piotr Celeban.
W przerwie trener Hradca Kralove wymienił niemal całą drużynę, za to we wrocławskiej drużynie nastąpiły jedynie 3 korekty. Na boisko już nie wrócili 3 obrońcy: Piotr Celeban, Jarosław Fojut i Tadeusz Socha. Na lewej stronie defensywy pojawił się uniwersalny Tomasz Szewczuk, reszta tej linii została zaś przemeblowana. Cofnięty został Elsner tworząc parę stoperów z Mariuszem Pawelcem, natomiast na prawej stronie ustawiony został Gancarczyk. Na skrzydłach można było w tej części gry obserwować Piotr Ćwielonga i Waldemara Sobotę. Szczególnie ten pierwszy uprzykrzał życie rywalom.
Ponadto w pierwszym kwadransie Lenczyk wpuścił młodego Dawida Abramowicza, dla którego zwolnił miejsce Szewczuk przenosząc się do środka pola za schodzącego z placu gry Łukasza Madeja. Wkrótce nastąpiła również wymiana w napadzie. Vukelję i Diaza zastąpili Remigiusz Jezierski i Łukasz Gikiewicz.
Jedynym zawodnikiem w Śląsku, który nie zagrał ani minuty, byłó rezerwowy bramkarz Rafał Gikiewicz. Marina Kelemen nie miał zbyt wiele pracy, choć i jemu przytrafiło się wypuścić piłkę z rąk, czego jednak nie wykorzystał Michal Pavek pudłując z 10 metrów.