Śląsk - Lech: mecz prawdy


Pojedynek drugiej i trzeciej siły w Ekstraklasie musi być określony mianem meczu na szczycie. Tyle że obie te drużyny w 7 meczach zdobyły tylko po 13 punktów. Dla jednej i drugiej drużyny będzie to więc mecz prawdy. Tabela kolejny rok z rzędu jest tak płaska, że ponownie łatwiej może być o dobre miejsce w tabeli, niż o pokazanie naprawdę dobrej piłki. 
W ekipie Śląska do składu powrócił Cristian Diaz, zdaniem Oresta Lenczyka będący gotowy do występu. W Lechu zabraknie za to Ivana Djurdjevicia. Serb, zdaniem trenera Bakero, nie jest jeszcze w optymalnej dyspozycji po kontuzji, dlatego defensywnego pomocnika nawet do Wrocławia nie zabrał. Nadal kontuzjowani są również Arboleda i Kikut. Hiszpański szkoleniowiec podkreśla, że nie zamierza zmieniać w tym meczu ustawienia, które wdraża od początku sezonu. Lech wybiegnie więc w 4-3-3, co daje Śląskowi (4-5-1 lub 4-2-3-1) na wypracowanie sobie przewagi w środku pola. Trener Lenczyk na przedmeczowej konferencji zapowiedział jednak bardziej asekuranckie ustawienie i zakładał, że momentami pewnie jego słynny \"autobus\" na polu karnym wrocławian się pojawi. Grunt, żeby podobnie tak jak z Wisłą, kiedy przeciwnik pozwoli na rozpędzenie się, wrocławski wehikuł odpalał piąty bieg.
Oba zespoły zmierzą się po raz 65. Blisko połowę potyczek wygrywał Lech. We Wrocławiu jednak bilans jest korzystny dla Śląska - z 31 spotkań tam rozegranych, gospodarze strzelili o sześć goli więcej, co przełożyło się na trzy zwycięstwa przewagi. Od momentu powrotu stadionu z Oporowskiej w szeregi Ekstraklasy w 2008, wszystkie jednak spotkania wygrał Lech. Wrocławianie strzelili w tym czasie tylko jedną bramkę, dając sobie wbić aż siedem.
Zwycięski zespół przynajmniej do poniedziałku (mecz Korony) będzie mógł cieszyć się z fotelu lidera. Stawka jest więc wysoka, zaś pełny stadion przy Oporowskiej z całą pewnością pomoże w uczynieniu z tego dnia piłkarskiego święta. Oby powody do świętowania, były i po końcowym gwizdku.