Śląsk na remis w Bytomiu


Zero goli, kiepska pierwsza i ciekawa druga połowa, czerwona kartka Sebastiana Dudka - to bilans meczu Polonii Bytom i Śląska Wrocław. Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza przywitali ligowe rozgrywki w 2010 r., przywożąc punkt z meczu z trudnym rywalem.Pierwsza połowa tego meczu nie dostarczyła spragnionym ligowej piłki wielu emocji. Wręcz przeciwnie, z boiska momentami wiało nudą. Oba zespoły zaczęły mecz ostrożnie, próbując pozycyjnymi atakami znaleźć lukę w obronie rywala. I trzeba przyznać, że bytomianie radzili sobie z tym delikatnym kąsaniem. Kilka razy ładnymi wrzutkami w pole karne popisał się Piotr Tomasik. Jego dośrodkowania jednak albo odbijały się od głów wrocławskich defensorów, albo mijały cel, czytaj – już szykującego się do strzału Podstawka. Tylko raz snajper z wrocławskim rodowodem był bliski szczęścia. W 17.minucie dostał dobre podanie od Klepczyńskiego, zrobiło się gorąco pod bramką Kelemena, ale strzelił wysoko ponad bramką. Czego długo nie mógł odżałować, podobnie jak jego koledzy z zespołu i trener Jurij Szatałow. Bo równie dobrej okazji bramkowej Polonia już sobie nie stworzyła.
A to za sprawą powoli rozkręcającego się Śląska. Wrocławianie w miarę upływu czasu poczynali sobie coraz pewniej. Potrafili wsiąść na rywala i swobodnie wymieniać podania. Sęk w tym, że te treningowe popisy nie przyniosły owoców. Bytomianie bronili się mądrze. Umiejętnie przekazywali krycie, nie dawali swobodnie przyjąć piłki. Przez to wiele akcji Śląska kończyło się stratą. Najbliżej szczęścia był Śląsk w 35.minucie. Wtedy ładną sztuczką popisał się Łukasz Madej, który sprytnie wypuścił Krzysztofa Wołczka w uliczkę. Ten wbiegł w pole karne, a obrońcy Polonii tylko patrzyli, co też zrobi wrocławski piłkarz. Jeden Wojciech Skaba wiedział, że tu nie ma żartów i odważnym wyjściem wybił piłkę spod nóg „Wołka”.
I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o boiskowe emocje. Bo do tej listy nie da się dopisać może i dobrych technicznie, ale łatwych do obrony strzałów Mili z rzutów wolnych. Skaba łapiąc je, najwyżej nieco sobie pobiegał. Ale ryzyka, że coś mu wpadnie do bramki, na pewno nie odczuwał. O wiele bliżej bramki był Mila tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego. Dostał wtedy dobre podanie od Madeja i wpadł w pole karne. Tam jednak próbował się kiwać i obrońcy Polonii poradzili sobie z nim bez problemu.
Ale już na początku drugiej połowy oba zespoły pokazały więcej, niż w trakcie całej pierwszej. Zaczęła Polonia, za sprawą świetnego strzału Barcika z 12 metrów. Na odpowiedź Śląska nie trzeba było długo czekać. Solową akcją popisał się Piotr Ćwielong, który po serii zwodów wpadł w pole karne i soczyście uderzył. Skaba odbił piłkę przed siebie, ta trafiła w Lukasa Kilara i centymetry minęła bramkę bytomian. Było blisko! Po chwili padł kolejny strzał artyleryjski, tym razem z 20 metrów huknął Peter Hricko. Ale Kelemen był na posterunku.
W kolejnych minutach meczu lepszym zespołem był Śląsk. Wrocławianie lepiej radzili sobie w środku pola i pewnie konstruowali akcje. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Najpierw Łukasz Madej znalazł nieco miejsca do strzału i przymierzył z 15 metra, ale obok bramki. Po chwili „Madejowy” znów błysnął. Szarpnął prawym skrzydłem i posłał wrzutkę w pole karne, gdzie już czaił się Mila. Lider Śląska przyjął piłkę i mógł zrobić wszystko. I zrobił, bo zamiast do siatki, posłał futbolówkę obok słupka.
Polonia nie dała się zdominować tej wrocławskiej nawałnicy i wróciła do gry. Odpowiedziała strzałem Tomasza Nowaka, który Kelemen obronił ze sporym trudem. Bytomianie chyba zrozumieli też, ze gra w otwarte karty ze Śląskiem źle się skończy i że nie wolno oddawać mu inicjatywy. I zaczęli lepiej kryć, bardziej szanowali piłkę i przejęli inicjatywę. Skorzystali z tego, że Śląsk cofnął się nieco za głęboko i pozwalał na zbyt wiele.
Pod znakiem wyrównanej walki właśnie stał ostatni kwadrans meczu. Ani Polonia, ani Śląsk nie potrafiły znaleźć drogi do bramki rywala. Bardzo bliscy szczęścia byli wrocławianie w 86.minucie. Wtedy z rzutu wolnego dośrodkował Ćwielong, a Dudek musnął chyba końcówkami włosów lecąca piłkę i posłał ją obok słupka. Ten strzał musiał chyba mocno zirytować pomocnika Śląska, bo po chwili ostro faulował i sędzia Marcin Szulc pokazał mu żółtą kartkę. Drugą tego wieczora, co oznaczało wiadomą karę. Zmęczeni bytomianie nie potrafili jednak przekuć przewagi na bramkę. Ostatni akcent tego meczu, który wart jest zapamiętania, to czerwona kartka Sebastiana Dudka tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Oj, nie będzie miło wspominał tego meczu pomocnik Śląska.
Jak wypadli nowi gracze Śląska? Zatem, po kolei. Marian Kelemen zagrał poprawne zawody. Za wiele do roboty nie miał, a co miał wybronić - obronił bez problemów. "Wyjął" też kilka piłek, które mogłyby dać Polonii prowadzenie, a może i zwycięstwo. Piotr Ćwielong też spisał się bez zarzutu. Atakował aktywnie, kilka razy pokazał dobrą szybkość i technikę, mógł też pokusić się o gola.
Wrocławianie zagrali nierówne zawody. Po kiepskiej pierwszej połowie, w drugiej pokazali znacznie lepszy futbol. Próbowali kombinacyjnej gry, imponowali też grą skrzydłami, gdzie pozycjami zmieniali się aktywni Madej i Ćwielong. Śląsk miał swoje okazje bramkowe, ale i Polonia postawiła dość wysoko poprzeczkę. Dlatego wywalczony w Bytomiu punkt może cieszyć.
Polonia Bytom – Śląsk Wrocław 0:0 (0:0)
Polonia: Skaba – Hricko, Klepczyński, Kilar, Kotrys – Barcik (59. Trzeciak), Kuranty, Nowak, Bażik (71. Milenković), Tomasik – Podstawek (66. Bykowski).
Śląsk:Kelemen – Wołczek, Celeban, Fojut, Pawelec – Madej, Łukasiewicz (46. Dudek), Sztylka, Mila, Madej – Sotirović.
Żółte kartki: Kilar – Łukasiewicz, Dudek.
Czerwona kartka: Dudek (86. - za drugą żółtą).
Sędzia: Marcin Szulc (Warszawa).
Widzów: 5500 (w tym 1000 z Wrocławia).