Śląsk na remis z Arką. Spory fart wrocławian

Piłkarze Śląska Wrocław będą mieli o czym myśleć w drodze powrotnej do domów. Wrocławianie pojechali do Gdyni w roli faworyta, ale tylko zremisowali z Arką 1:1. I gdyby nie kiepsko uregulowane celowniki piłkarzy z Trójmiasta, Śląsk mógł nawet to spotkanie przegrać.

Mecz zaczął się od mocnego uderzenia obu ekip. Część kibiców nie zdążyła jeszcze usiąść na swoich miejscach, a już na boisku był remis 1:1. Pierwszy gol padł łupem Arki. Po błędzie Tadeusza Sochy, który przysnął w obronie, piłka trafiła do Przemysława Trytki, a ten mocnym strzałem pokonał Wojciecha Kaczmarka. W kolejnej akcji szybkim ciosem popisał się Śląsk. Prawym skrzydłem szarpnął Łukasz Madej i swoją akcję zwieńczył dobrym dośrodkowaniem. Piłka trafiła do Sebastiana Mili, który ładnym strzałem posłał ją do siatki.


 

Futbolówka zatrzymała się tuż za linią bramkową i niektórzy piłkarze z Gdyni już chcieli przekonywać, że gola nie było. Wyrok sędziego liniowego był jednak stanowczy – bramka dla Śląska.

Po tej szybkiej niczym strzały z ckm-u serii oba zespoły nieco się wyciszyły. Inicjatywę przejęła Arka, która atakowała śmielej i częściej. Śląsk zaś skupił się na grze z kontry. Wrocławianom wyraźnie brakowało też wykończenia akcji. Dało się odczuć brak Vuka Sotirovicia, który do Gdyni nie pojechał, bo odnowiła mu się kontuzja. Serb potrafi szarpnąć i sprytnie odnaleźć się w polu karnym. Zastępujący go na szpicy Tomasz Szewczuk jest zupełnie innym typem piłkarza i mecz z Arką przyniósł kolejne potwierdzenie tej tezy. Popularny „Szewcu” walczył, cofał się do pomocy po piłkę, rozciągał grę, ale pożytku w napadzie nie przynosił. Tuż przed przerwą jego strzał z ostrego kąta na raty obronił Bledzewski i był to najgroźniejszy pomruk ze strony Szewczuka w tym meczu. Kilka minut przed kończącym pierwszą odsłonę meczu groźnie strzelał też Janusz Gancarczyk. Bledzewski jednak nie dał się zaskoczyć.

Znacznie śmielej grała Arka. Gdynianie próbowali kombinacyjnie rozmontowywać defensywę Śląska. Korzystali też ze średniej dyspozycji wrocławskich obrońców, którym zdarzało się popełniać błędy w kryciu i asekuracji. Grząska, trudna murawa nie ułatwiała jednak Arce życia. I ataki kończyły się przeważnie albo stratą, albo interwencją obrońców Śląska. W ostatecznym rozrachunku, pierwsza połowa mogła się podobać. Nie było to co prawda widowisko na miarę potyczki FC Barcelona z Realem Madryt, ale oba zespoły bramki nie murowały i szukały okazji na kolejne gole.

Druga odsłona już tak ciekawa nie była. Arka nadal grała odważnie i aktywnie w ataku. Śląsk za to przygasł i z rzadka gościł pod bramką rywala. Ta pasywność mogła się na wrocławianach srogo zemścić. Na szczęście Przemysław Trytko nie miał chyba ochoty na kolejne gole w tym meczu. Kto wie, czy z tak uregulowanym celownikiem napastnik Arki trafiłby kamieniem do morza, stojąc na plaży… Rosły napastnik dwa razy mógł pytać Kaczmarka, w który róg mu strzelić. Najpierw Trytce świetnie piłkę zgrał Labukas, a napastnik Arki trafił prosto w golkipera Śląska. A gdy wybiła 81.minuta meczu, sprytnie podawał Czoska. Trytko – mając przed sobą pustą bramkę – kopnął piłkę cokolwiek nonszalancko, w zasadzie lekko ją trącił. I Socha wybił ją daleko do przodu, ratując sytuację. Dodajmy do tego świetne uderzenie głową Łukasza Kowalskiego z 55.minuty, które Kaczmarek obronił z wielkim trudem. Arka nacierała, a Śląsk nie bardzo wiedział, jak ma się gdynianom postawić.

Jakąś metodą były strzały z dystansu. Ochoczo próbował się nimi popisywać Madej. W 70.minucie pomocnik Śląska kropnął potężnie z dystansu i Bledzewski tylko odprowadził piłkę wzrokiem. Szkoda jedynie, że poza linię końcową boiska, a nie linię bramkową. Następne próby Madeja już tak groźne nie były. Pomocnik Śląska zagrał jednak dobre zawody. W drugiej połowie walczył na całej długości i szerokości boiska, próbował też podrywać kolegów do boju w ofensywie.

Końcówka meczu upłynęła pod znakiem fauli, strat i mocno szarpanej gry. Śląsk, widząc, że tego dnia nie jest zbyt dobrze dysponowany, nie szarżował i bronił wyniku. Arka z kolei nieco opadła z sił, brakowało też argumentów, którymi można by pokonać obronę wrocławian. Mecz zakończył się remisem 1:1, a Śląsk pozostaje bez wyjazdowego zwycięstwa w tym sezonie.

Arka Gdynia-Śląsk Wrocław 1:1 (1:1)
Bramki: Trytko (2.) – Mila (4.).

Arka: Bledzewski – Ł.Kowalski, Szmatiuk, Siebert, Płotka – Wilczyński, Budziński, Ława, Lubenow (38.Wachowicz) – Labukas (76. Czoska), Trytko.
Śląsk: Kaczmarek – Socha, Celeban, Pawelec, Spahić - Madej, Łukasiewicz, Ulatowski, Mila (79. Dudek), J.Gancarczyk (61. Wołczek) – Szewczuk.

Żółte kartki:Szmatiuk, Kowalski – Pawelec, Dudek.
Sędzia: Włodzimierz Bartos (Łódź).

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.