Śląsk oduczony wygrywania

Śląsk oduczony wygrywania

fot.:

Zakończony już sezon w wykonaniu wrocławian pod względem punktowania podzielił się na dwie jaskrawo zarysowane części. Do końca listopada zespół prowadzony przez Jacka Magierę gromadził kapitał, który później trwonił z tak zaskakującą łatwością, że spadek do I ligi był zupełnie realną możliwością.



 

O tym, że Śląsk po udanym początku sezonu naznaczonym walką w europejskich pucharach i ligowej czołówce, rozregulował się na całego, pisaliśmy nie raz. Co innego jednak wrażenia, a co innego konkretne liczby, przy których na chłodno pochylać się można dopiero teraz, kiedy opadł już ekstraklasowy kurz. Wrocławianie od początku grudnia, czyli od pierwszego w sezonie meczu przeciwko Górnikowi Zabrze (1:3) wpadli w niewytłumaczalny kryzys, którego nie zatrzymała ani wymiana Jacka Magiery na Piotra Tworka, ani zimowe wzmocnienia w postaci Patricka Olsena czy wracającego ze Stali Fabiana Piaseckiego. Liczby zielono-biało-czerwonych za drugą część minionego już sezonu są porażające, a gdyby nie świetny start i status najdłużej niepokonanej drużyny ekstraklasy (do 10. kolejki i 0:4 w Poznaniu), Śląsk niechybnie przygotowywałby się dzisiaj do startu w I lidze.

UTRZYMANIE DZIĘKI WIŚLE

Gdyby sporządzić tabelę liczoną od początku grudnia, okazałoby się, że wrocławianie w 18 meczach zdobyli zaledwie 11 punktów, co uplasowałoby ich na ostatnim miejscu w ekstraklasowej stawce. O trzy oczka lepsza od piłkarzy z Oporowskiej byłaby zdegradowana ostatecznie Wisła Kraków, a o pięć nawet powszechnie krytykowana za wyjątkowo bezbarwną wiosnę Stal Mielec. Wrocławianie w tym czasie wygrali… tylko jeden mecz (2:1 po golu w doliczonym czasie w Płocku w 26. kolejce), zdobyli też zaledwie 14 bramek, co i w tym przypadku stawiałoby ich na pozycji najgorszych w lidze. Śląsk utrzymał się w najwyższej klasie rozgrywkowej najmniejszym nakładem sił, nie dzięki własnym wynikom, a za sprawą końcowych potknięć Wisły Kraków i nie była mu do tego potrzebna nawet choćby jedna wiosenna wygrana we Wrocławiu. Zielono-biało-czerwoni z poprzedniego kompletu punktów przed własną publicznością cieszyli się 27 listopada, o czym więcej pisaliśmy TUTAJ.

NAJGORZEJ OD AWANSU

O tym, że Śląsk w sezonie 2021/2022 wygrywał tylko od święta, przypomina również końcowa tabela, w której gorszy wynik od drużyny prowadzonej najpierw przez Magierę, a później Tworka wykręcił tylko ostatni Górnik Łęczna. Drużyna z Lubelszczyzny w ciągu 34 kolejek cieszyła się z sześciu wygranych, czyli raptem o jedną mniej niż wrocławianie oraz również żegnające się z elitą Wisła Kraków i Bruk-Bet Termalica Nieciecza. 7 zwycięstw w sezonie ligowym to najgorszy wynik Śląska od powrotu do ekstraklasy w 2008 roku, trzeba jednak pamiętać, że w międzyczasie zmieniała się liczba kolejek w sezonie, co odbiera miarodajność obecnego rezultatu. Dodajmy też, że niewiele brakowało, by statystyki Śląska w poprzednich rozgrywkach ostatecznie były lepsze, jednak w wielu meczach pełna satysfakcja wymykała się z rąk w mało spodziewanych momentach. W Mielcu (1:1) komplet punktów zielono-biało-czerwonym odebrała przecież dopiero bramka Mateusza Matrasa, a w skali całego sezonu to właśnie ekipa z Oporowskiej potrafiła wygrać najmniejszą liczbę meczów, w których była na prowadzeniu, co podsumowywaliśmy TUTAJ.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.