Śląsk rozszarpany przez Pumę - 0:4 (0:2)
Remis w ostatniej kolejce w Wielkiej Lipie był ostrzeżeniem dla zespołu Śląska. Dzisiejszy mecz był zimnym prysznicem dla wrocławian, którzy chyba zbyt wcześnie uwierzyli, że ligę wygrają w cuglach. Goście przyjechali niezwykle zmotywowani. Wielu zawodników Pumy w przeszłości grało w drużynach juniorskich WKSu i spotkanie to traktowali niezwykle emocjonalnie. W zespole Śląska z pierwszej drużyny wzmocnieniem był tylko Grzegorz Wan, który zagrał tylko w pierwszej połowie, by móc także zagrać w meczu z Radomiakiem. Gospodarze wyszli na murawę mało skoncentrowani, a goście niespodziewanie od pierwszych minut przejęli inicjatywę. Gracze Pumy od początku zagrali agresywnie i opanowali środek pola. Swojego dnia nie miał tym razem Dąbrowski, który tylko łaskawości arbitra zawdzięcza, że nie opuścił po kilkunastu minutach boiska. Wszystko za sprawą sytuacji z 16 minuty, kiedy to po nieporozumieniu z obrońcami, nie ostatnim w meczu, złapał futbolówkę w ręce poza polem karnym. Otrzymał za to tylko żółtą kartkę. Gdyby musiał opuścić plac gry, sytuacja Śląska byłaby tragiczna, bowiem na ławce wrocławskiej ławce rezerwowych nie siedział rezerwowy golkiper. Jednak akcja ta i tak miała niedobry finał. Piłkę po strzale z rzutu wolnego Dąbrowski zdołał sparować, jednak przy dobitce był bez szans. Wrocławianie nie otrząsnęli się jeszcze po stracie gola, gdy już przegrywali 0:2. Na uderzenie z dystansu zdecydował się Bisiorek, a bramkarz WKSu przepuścił piłkę pod brzuchem. W trakcie pierwszej połowy murawę opuścił nienajlepiej czujący się, a co za tym idzie słabo grający Hajdamowicz. Wprowadzenie Wilusza nie zmieniło radykalnie obrazu gry, choć końcówka pierwszej polowy zdecydowanie należała do Śląska, który powinien zdobyć co najmniej jedna bramkę. W 37 minucie piłka po uderzeniu głową Wróbla trafiła w poprzeczkę, a cztery minuty później bramkarz fauluje w polu karnym gracza WKSu i sędzia dyktuje rzut karny. Do piłki podbiegł Galuś, ale bramkarz zdołał odbić futtbolówkę. Wrocławianie ruszyli jeszcze bardziej do ataku, ale Struzikowi, Wanowi i Lipińskiemu zabrakło szczęścia. Druga połowa nie była już tak emocjonująca. Goście zwarli szyki w defensywie, a wrocławianie walili głową w mur. Gracze z Pietrzykowic mieli kilka okazji do podwyższenia wyniku, jednak zabrakło im precyzji. W trakcie drugiej połowy trener Bacella zdecydował się na przesunięcie Kamrowskiego do ataku i grę z 3 napastnikami. Okazje na zdobycie honorowej bramki mieli m.in. Kamrowski i Gajos. W 83 minucie Wiśniewski fauluje w polu karnym gracza Pumy i arbiter wskazuje na „wapno”. Pewnym egzekutorem był Stępień. W doliczonym czasie gry wrocławian dobił Szuba. Jest to pierwsza porażka wrocławian w tym sezonie i pierwszy mecz bez strzelenia gola.
Śląsk – Puma 0:4 (0:2)
Gole zdobywali: Galiński 16’, Bisiorek 19’, Stępień 83’, Szuba 90’+4.
Śląsk: Dąbrowski – Galuś, Wiśniewski, Kamrowski, Lipiński – Wan (46’ Gajos), Hajdamowicz (29’ Wilusz), Danek (86’ Bordulak), Struzik – Wróbel (90’ Szataniak), Biliński.
źródło: własne
