Śląsk - Vive 21:29 (14:13)
Relacja GW:
To był jeden z najlepszych, jeżeli nie najlepszy mecz Śląska w tym sezonie. Niestety, tylko do 40 min. Przez ten okres wrocławianie grali bardzo dobrze w obronie, gdzie prawie zupełnie wyłączyli z gry supersnajpera Vive Karola Bieleckiego. Równie dobrze podopieczni Marka Karpińskiego radzili sobie w ataku. Śląsk atakował i skrzydłami, i środkiem i straszył rzutami z drugiej linii. W 37. minucie po golu Macieja Dmytruszyńskiego Śląsk prowadził 18:15. Później jednak zaczęły się kłopoty.
- Nie wiem, co się stało. Zawsze mieliśmy słaby początek, a tu kryzys dopadł nas prawie pod koniec meczu - smutno analizował mecz Maciej Dmytruszyński, rozgrywający Śląska. - Nie szło w ataku, a i w obronie też graliśmy słabo. A mówiliśmy sobie w szatni w przerwie, że musimy utrzymać to, co graliśmy do tej pory - dodał zawodnik.
Najpierw sędziowie ukarali dwóch zawodników Śląska karami dwuminutowymi. Goście pewnie wykorzystali przewagę dwóch graczy i w 43. min po golu Bieleckiego było już 18:18. Wrocławianie stanęli. W ataku rzucali z nieprzygotowanych pozycji, a w obronie dopuszczali do czystych pozycji Bieleckiego. Kilka razy zamiast do siatki gospodarze trafiali w słupki. W konsekwencji Śląsk przez 15 minut nie potrafił znaleźć sposobu na pokonanie Bernackiego. W tym czasie goście dziewięć razy trafiali do siatki i było po meczu. W 53. min Vive prowadziło już 25:18. - Nie zasłużyliśmy na tak wysoką porażkę. Szkoda, bo była fajna atmosfera, dużo kibiców i do pewnego momentu graliśmy dobrze. Nie wiem, co się stało później - zakończył Maciek Dmytruszyński.
Śląsk: Banisz, Makówka - Gliński 3, Lijewski 1, Wardziński 5, Gudz 4, Nowak 0, Garbacz 3, Mistak 0, Dmytruszyński 5.
źródło: guli/gazeta.pl
