Śląsk vs. Polonia Warszawa - pożegnanie sezonu przy Oporowskiej


W sobotę wieczorem piłkarze Śląska pożegnają tegoroczny sezon piłkarskiej Ekstraklasy. Ostatnie nuty swojej melodii wrocławianie zagrają przy akompaniamencie konkurencyjnej orkiestry, grającej pod szyldem Polonii Warszawa. Mecz zapowiada się ciekawie, bo nuty „Czarnych Koszul” w ostatnich meczach brzmiały całkiem dobrze. A wszystko za sprawą dyrygenta z Hiszpanii, Jose Marii Bakero, który ze zgrai warszawskich muzyków zrobił całkiem solidną kapelę. Która orkiestra lepiej pożegna sezon? Na wstępie czytelnikowi należy się małe wyjaśnienie. Bo i skąd tu tyle muzycznych odniesień? A stąd, że przed sezonem Śląsk zapraszał wrocławskich kibiców na swoje mecze pod hasłem „koncertowego grania”. Dziś orkiestra prowadzona przez maestro Ryszarda Tarasiewicza zaprezentuje się ostatni raz przed zimowym antraktem. Dlatego muzyczne skojarzenia wydają się być jak najbardziej na miejscu, gdy orkiestra zagra ostatni raz przez zimowym wypoczynkiem.
Do swojego ostatniego występu wrocławianie przystąpią osłabieni. Do nieobecnych od dłuższego czasu Jarosława Fojuta, Marka Gancarczyka i Vuka Sotirovicia dołączył Tadeusz Socha, któremu na liczniku żółtych kartek zapaliła się lampka alarmowa. I młody obrońca dzisiejszy mecz obejrzy z trybun stadionu przy ul. Oporowskiej. W składzie zastąpi go Krzysztof Wołczek, dla którego będzie to pierwszy występ w wyjściowej „11” od chwili wyleczenia kontuzji. Reszta wrocławskich graczy jest zdrowa i do dyspozycji trenera Tarasiewicza.
W Polonii większych zmartwień kadrowych nie ma. Poza Tomaszem Jodłowcem, który uraz leczy od dłuższego czasu i wykartkowanym Markiem Sokołowskim, w „Czarnych Koszulach” nie ma innych ofiar ligowej młócki. Trener Jose Maria Bakero ma więc ten komfort, że na Śląsk będzie mógł rzucić najsilniejszą ekipę.
I powinien się z tego mocno cieszyć. Bo Śląsk będzie chciał za wszelką cenę wygrać ten mecz. Po pierwsze, by godnie się pożegnać z własną publicznością. Tydzień temu wrocławianie przegrali w Sosnowcu z Cracovią i nie zagrali meczu, którym mogliby się chwalić. I jest po czym zmywać złe wrażenie. Po drugie zaś, by odkuć się za sierpniową porażkę przy ul. Konwiktorskiej. Wtedy wrocławianie jeszcze w 90 minucie prowadzili 2:1, by przegrać mecz 2:3. Takie plamy długo ciążą na honorze, więc lepiej skorzystać z pierwszej okazji, by się ich pozbyć. Dla Śląska taka okazja przyszła właśnie dziś.
Smaczku meczowi dodaje też pojedynek trenerów. Dżentelmeni Tarasiewicz i Bakero w 1988 roku spotkali się na boisku, gdy Śląsk walczył w Pucharze Zdobywców Pucharów z Realem Sociedad San Sebastian. Wtedy lepsza była ekipa z Hiszpanii, która wygrała we Wrocławiu 2:0. Ryszard Tarasiewicz wspominał, że za wiele z tego meczu nie pamięta. Ale być może to zwykła zasłona dymna, a poza tym dziennikarze nie omieszkali przypomnieć trenerowi Śląska, kto wygrał tamten dwumecz. I kto wie, mały rewanż na Bakero w postaci zwycięstwa nie wprawi Tarasiewicza w szampański humor.
Pierwszy gwizdek sędziego Daniela Stefańskiego zabrzmi o godz. 19:15. Warto jednak przyjść na stadion godzinę wcześniej. Aura za oknem co prawda nie sprzyja, ale obcowanie z mrozem może zrekompensować wygrana w którymś z licznych konkursów.
Śląsk Wrocław – Polonia Warszawa, sobota (12 grudnia), godz. 19:15, stadion przy ul. Oporowskiej 62.