Śląsk w ćwierćfinale Pucharu Polski!

Wrocławianie wygrali na wyjeździe z Podbeskidziem 1:0 i awansowali do 1/4 finału Pucharu Polski. Złotego gola strzelił w 52 minucie Johan Voskamp. Tak daleko w tych rozgrywkach nie było WKS-u od 18 lat.


 

Trener Orest Lenczyk poważnie przemeblował skład. W bramce stanął Rafał Gikiewicz, zaś po raz pierwszy w sezonie na boisku pojawił się Krzysztof Wołczek. Eksperymentalnie wyglądał zwłaszcza środek defensywy, który tworzyła para Wasiluk – Pawelec. Była to po części decyzja wymuszona przeziębieniem Fojuta i Celebana, jednak dostępny Pietrasiak zasiadł na ławce. Kibice mogli oglądać także dawno nie widzianych skrzydłowych – Gancarczyka i Ćwielonga. W ekipie gospodarzy zabrakło zwłaszcza groźnych napastników – Demjana i Sikory. W ich miejsce Robert Kasperczyk desygnował do gry Ziajkę i Sachę.

Śląsk grał lepiej niż w Bełchatowie, bo zawodnicy pokazywali się na pozycjach, a rywal nie doskakiwał do nich tak szybko jak w sobotnim meczu. Już na początku długiego rogu bramki Zajaca szukał Ćwielong, ale po rykoszecie piłka wyszła na rzut rożny. Obrońcy gości dużo swobody zostawiali naszym graczom. Gancarczyk zgrał piłkę do Voskampa, lecz strzał Holendra lewą nogą powędrował nad poprzeczką. Chwilę później gospodarze wyszli wyżej, co okazało się wodą na młyn dla pomocników WKS-u. Gancarczyk wybiegł do prostopadłego podania, ale gola zabrał Śląskowi sędzia, który dopatrzył się salonego. To nie był koniec popisów pierwszoligowego rozjemcy. Marcin Szrek najpierw pokazał Mili żółtą kartkę za dyskusję, a następnie chciał kapitana usunąć z boiska za rzekomą symulację. Do akcji na szczęście wkroczył techniczny i nawrócił głównego ze złej drogi.

Podbeskidzie przebudziło się chwilę wcześniej. Pierwszy strzał Ziajki minął jeszcze bramkę, drugi wylądował już w siatce. Wynik nie zmienił się, bo asystent sygnalizował pozycję spaloną. Z pomocą Gikiewiczowi przybył także Wasiluk, który wybił futbolówkę z bramki, gdy bramkarz znalazł się na wykroku. Gdy piłkarze Kasperczyka wyszumieli się, tempo gry siadło. Ale to nie był koniec emocji. Elsner posłał bombę w okienko, lecz znakomitą paradą popisał się Zajac. Trochę mniej pracy miał zaś po strzale Dudka.

W 52 minucie słowacki golkiper nie miał już nic do powiedzenia, bo na minę wprowadził go kolega z obrony – Konieczny. Zaczęło się od długiego podania Mili do Voskampa. Walkę o pozycję wygrał z Holendrem obrońca, sęk w tym, że naciskany za lekko odegrał piłkę do Zajaca. Voskamp wyskoczył mu zza pleców i wyprowadził WKS na prowadzenie.

Gospodarze powinni rzucić się do ataku, ale wrocławski mur nie został wystawiony na próbę. Bielszczanie grali bowiem słabo i dla graczy Lenczyka nie było problemem zdusić ich akcje w zarodku. Sami zaś byli blisko podwyższenia wyniku. Rezerwowy Madej wrzucił piłkę na długi słupek, a tam z woleja uderzył Ćwielong. Zajac zdołał odbić piłkę, z dobitką spóźnił się Mila. W końcowym kwadransie Podbeskidzie odrobinę przebudziło się. Tuż obok bramki główkował Koman, po uderzeniu Ziajki Gikiewicz musiał już interweniować. To jednak wszystko, na co było stać tego dnia bielszczan. Okazję na rewanż będą mieć w sobotę w meczu ligowym.

Podbeskidzie – Śląsk 0:1 (0:0)
Bramki: Voskamp 52

Podbeskidzie: Zajac – Osiński, Konieczny, Sourek, Cieńciała, Ziajka, Metelka, Sacha (85 Janeczko), Koman, Malinowski (46 Sergio), Cieśliński

Śląsk: Gikiewicz – Socha, Wasiluk, Pawelec, Wołczek, Gancarczyk (73 Madej), Elsner, Mila (83 Cetnarski), Dudek, Ćwielong, Voskamp (86 Gikiewicz)

Sędziował: Marcin Szrek
Żółte kartki: Sergio, Cienciała – Wołczek, Mila
Widzów: 2500

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.