Śląsk Wrocław 0:0 Raków Częstochowa. Niedosyt po starciu z wiceliderem (RELACJA)

Śląsk Wrocław 0:0 Raków Częstochowa. Niedosyt po starciu z wiceliderem (RELACJA)

fot.:

Piłkarze Śląska Wrocław udanie postawili się Rakowowi Częstochowa. Mimo że Trójkolorowi wywalczyli kolejny punkt oraz zachowali czyste konto, mogą czuć jednak spore rozczarowanie. Bo choć bezbramkowo zremisowali na Tarczyński Arenie z wiceliderem Ekstraklasy, to wypracowali sobie wiele dogodnych sytuacji do odniesienia zwycięstwa.



 

Wrocławianie wyszli na boisko w nieznacznie zmienionym składzie w porównaniu do środowego starcia ze Stalą Mielec. Tym razem z powodu urazu zabrakło miejsca jedynie dla Tudora Baluty. Rumuna zastąpił Sylvester Jasper, dla którego był to debiut w wyjściowym składzie.

OBIECUJĄCY POCZĄTEK

Trójkolorowi już od pierwszych minut stosowali intensywny pressing, który przynosił efekty w poprzednich spotkaniach. Wysokie ustawienie umożliwiało gospodarzom szybkie odbiory oraz powodowało próby dalekich wybić w wykonaniu częstochowian. 

W 10. minucie podopieczni Jacka Magiery stworzyli pierwsze zagrożenie pod bramką Kacpra Trelowskiego, który poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu we Wrocławiu. Po dośrodkowaniu Schwarza z rzutu rożnego uderzenie oddał Aleks Petkow, lecz piłka została zablokowana przez obrońców rywali. 

Zaledwie trzy minuty później wicemistrzowie Polski stanęli przed kolejną dogodną szansą na objęcie prowadzenie. W środku pola Michaela Ameyawa minął Schwarz i posłał strzał z dystansu. Raków przed utratą bramki uchronił słupek, od którego odbiła się futbolówka po atomowym uderzeniu Czecha. 

PROBLEMY Z WYKOŃCZENIEM

W kolejnych minutach wrocławianie utrzymali pozytywną dyspozycję, nie dopuszczając przyjezdnych do klarownych sytuacji. Podopieczni trenera Magiery byli bardzo skupieni w defensywie oraz z większą swobodą tworzyli akcje ofensywne. Jedna z nich - w 27. minucie piłkę w pole karne wstrzelił Tommaso Guercio - mogła zakończyć się golem, lecz na posterunku ponownie był Trelowski. 

Choć Raków miał spore trudności ze Śląskiem, w przeciągu sześciu kolejnych minut był bliski zdobycia bramki. Najpierw częstochowianie trafili w poprzeczkę, a chwilę później uderzenie Iviego Lopeza z bliskiej odległości w ekwilibrystyczny sposób obronił Rafał Leszczyński. 

Mimo że oba zespoły schodziły na przerwę z bezbramkowym remisem, w 41. minucie dobrą okazję zmarnował Sebastian Musiolik. Napastnik WKS-u otrzymał od Aleksa Petkowa świetne podanie na piąty metr, jednak nieczysto trafił w piłkę. 

MNIEJSZA INTENSYWNOŚĆ 

W drugiej połowie sytuacja boiskowa nie uległa znaczącej zmianie. Trójkolorowi wciąż prezentowali się z dobrej strony, a częstochowianie nie potrafili uzyskać przewagi. Z upływem kolejnych minut wrocławianie coraz bardziej się rozpędzali, spychając rywali na własną połowę. 

W 52. minucie stuprocentowej szansy nie wykorzystał Aleksander Paluszek. Stoper Śląska świetnie odnalazł się w polu karnym, opanował podanie od Guercio, lecz w decydującej fazie nie posłał piłki do siatki. 

W kolejnej fazie spotkania obie ekipy wyraźnie zwolniły tempo, a gra przeniosła się do środka pola. W 70. minucie na listę strzelców niespodziewanie wpisał się Jonatan Brunes, lecz Szymon Marciniak po analizie VAR anulował trafienie Norwega. Powodem było zagranie ręką przez Patryka Makucha, który zamieszany był w całą akcję. 

DEBIUTANCI NIE ZAPEWNILI WYGRANEJ

W 80. minucie na boisku zameldował się Adam Basse - kompletny debiutant na poziomie seniorskim. 16-latek, który po długim oczekiwaniu został zarejestrowany w Ekstraklasie, zastąpił Sebastiana Musiolika. Napastnik wprowadził potrzebne ożywienie, ale nie przyczynił się do zapewnienia zwycięstwa. 

W końcówce spotkania Jacek Magiera posłał do gry jeszcze jednego debiutanta w rozgrywkach Ekstraklasy - Jehora Szaraburę. Ukrainiec zapracował na swoją szansę w trzecioligowych rezerwach, gdzie w ostatnim czasie imponował formą. 

Pomimo wielu zmian po oba stronach, wynik spotkania nie uległ zmianie aż do końcowego gwizdka Szymona Marciniaka. Wrocławianie mogą pluć sobie w brodę, gdyż stworzyli sobie wiele dogodnych sytuacji, które mogły zagwarantować drugie zwycięstwo w sezonie. Raków miał w tym spotkaniu dużo problemów, przez co - nie licząc uderzenia Iviego w pierwszej połowie - nie kreował sobie groźnych sytuacji podbramkowych.

W kontekście końcowego rezultatu na pewno może cieszyć zachowanie czystego konta oraz zdobycz punktowa w starciu z wiceliderem tabeli. Patrząc jednak na grę wrocławian, należy przyznać, że spokojnie mogli się pokusić o więcej niż jedno oczko. 


Śląsk Wrocław - Raków Częstochowa 0:0

Śląsk Wrocław: Leszczyński - Petkow, Paluszek, Petrow, Żukowski, Pokorny, Jasper (87' Gerstenstein), Guercio (83' Bejger), Samiec-Talar (87' Szarabura), Schwarz, Musiolik (80' Basse)

Raków Częstochowa: Trelowski - Svarnas, Arsenić, Rundić, Tudor, Koczerhin (45' Barath), Berggren, Silva, Ameyaw (84' Diaz), Amorim, Ivi (45' Brunes) 

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)

Widzów: 16 265

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.