Śląsk Wrocław 0:0 Raków Częstochowa. Niedosyt po starciu z wiceliderem (RELACJA)

26.10.2024 (21:40) | Bartosz Bryś

fot.: Miłosz Ślusarenko

Piłkarze Śląska Wrocław udanie postawili się Rakowowi Częstochowa. Mimo że Trójkolorowi wywalczyli kolejny punkt oraz zachowali czyste konto, mogą czuć jednak spore rozczarowanie. Bo choć bezbramkowo zremisowali na Tarczyński Arenie z wiceliderem Ekstraklasy, to wypracowali sobie wiele dogodnych sytuacji do odniesienia zwycięstwa.



 

Wrocławianie wyszli na boisko w nieznacznie zmienionym składzie w porównaniu do środowego starcia ze Stalą Mielec. Tym razem z powodu urazu zabrakło miejsca jedynie dla Tudora Baluty. Rumuna zastąpił Sylvester Jasper, dla którego był to debiut w wyjściowym składzie.

OBIECUJĄCY POCZĄTEK

Trójkolorowi już od pierwszych minut stosowali intensywny pressing, który przynosił efekty w poprzednich spotkaniach. Wysokie ustawienie umożliwiało gospodarzom szybkie odbiory oraz powodowało próby dalekich wybić w wykonaniu częstochowian. 

W 10. minucie podopieczni Jacka Magiery stworzyli pierwsze zagrożenie pod bramką Kacpra Trelowskiego, który poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu we Wrocławiu. Po dośrodkowaniu Schwarza z rzutu rożnego uderzenie oddał Aleks Petkow, lecz piłka została zablokowana przez obrońców rywali. 

Zaledwie trzy minuty później wicemistrzowie Polski stanęli przed kolejną dogodną szansą na objęcie prowadzenie. W środku pola Michaela Ameyawa minął Schwarz i posłał strzał z dystansu. Raków przed utratą bramki uchronił słupek, od którego odbiła się futbolówka po atomowym uderzeniu Czecha. 

PROBLEMY Z WYKOŃCZENIEM

W kolejnych minutach wrocławianie utrzymali pozytywną dyspozycję, nie dopuszczając przyjezdnych do klarownych sytuacji. Podopieczni trenera Magiery byli bardzo skupieni w defensywie oraz z większą swobodą tworzyli akcje ofensywne. Jedna z nich - w 27. minucie piłkę w pole karne wstrzelił Tommaso Guercio - mogła zakończyć się golem, lecz na posterunku ponownie był Trelowski. 

Choć Raków miał spore trudności ze Śląskiem, w przeciągu sześciu kolejnych minut był bliski zdobycia bramki. Najpierw częstochowianie trafili w poprzeczkę, a chwilę później uderzenie Iviego Lopeza z bliskiej odległości w ekwilibrystyczny sposób obronił Rafał Leszczyński. 

Mimo że oba zespoły schodziły na przerwę z bezbramkowym remisem, w 41. minucie dobrą okazję zmarnował Sebastian Musiolik. Napastnik WKS-u otrzymał od Aleksa Petkowa świetne podanie na piąty metr, jednak nieczysto trafił w piłkę. 

MNIEJSZA INTENSYWNOŚĆ 

W drugiej połowie sytuacja boiskowa nie uległa znaczącej zmianie. Trójkolorowi wciąż prezentowali się z dobrej strony, a częstochowianie nie potrafili uzyskać przewagi. Z upływem kolejnych minut wrocławianie coraz bardziej się rozpędzali, spychając rywali na własną połowę. 

W 52. minucie stuprocentowej szansy nie wykorzystał Aleksander Paluszek. Stoper Śląska świetnie odnalazł się w polu karnym, opanował podanie od Guercio, lecz w decydującej fazie nie posłał piłki do siatki. 

W kolejnej fazie spotkania obie ekipy wyraźnie zwolniły tempo, a gra przeniosła się do środka pola. W 70. minucie na listę strzelców niespodziewanie wpisał się Jonatan Brunes, lecz Szymon Marciniak po analizie VAR anulował trafienie Norwega. Powodem było zagranie ręką przez Patryka Makucha, który zamieszany był w całą akcję. 

DEBIUTANCI NIE ZAPEWNILI WYGRANEJ

W 80. minucie na boisku zameldował się Adam Basse - kompletny debiutant na poziomie seniorskim. 16-latek, który po długim oczekiwaniu został zarejestrowany w Ekstraklasie, zastąpił Sebastiana Musiolika. Napastnik wprowadził potrzebne ożywienie, ale nie przyczynił się do zapewnienia zwycięstwa. 

W końcówce spotkania Jacek Magiera posłał do gry jeszcze jednego debiutanta w rozgrywkach Ekstraklasy - Jehora Szaraburę. Ukrainiec zapracował na swoją szansę w trzecioligowych rezerwach, gdzie w ostatnim czasie imponował formą. 

Pomimo wielu zmian po oba stronach, wynik spotkania nie uległ zmianie aż do końcowego gwizdka Szymona Marciniaka. Wrocławianie mogą pluć sobie w brodę, gdyż stworzyli sobie wiele dogodnych sytuacji, które mogły zagwarantować drugie zwycięstwo w sezonie. Raków miał w tym spotkaniu dużo problemów, przez co - nie licząc uderzenia Iviego w pierwszej połowie - nie kreował sobie groźnych sytuacji podbramkowych.

W kontekście końcowego rezultatu na pewno może cieszyć zachowanie czystego konta oraz zdobycz punktowa w starciu z wiceliderem tabeli. Patrząc jednak na grę wrocławian, należy przyznać, że spokojnie mogli się pokusić o więcej niż jedno oczko. 


Śląsk Wrocław - Raków Częstochowa 0:0

Śląsk Wrocław: Leszczyński - Petkow, Paluszek, Petrow, Żukowski, Pokorny, Jasper (87' Gerstenstein), Guercio (83' Bejger), Samiec-Talar (87' Szarabura), Schwarz, Musiolik (80' Basse)

Raków Częstochowa: Trelowski - Svarnas, Arsenić, Rundić, Tudor, Koczerhin (45' Barath), Berggren, Silva, Ameyaw (84' Diaz), Amorim, Ivi (45' Brunes) 

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)

Widzów: 16 265

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.