Śląsk Wrocław 1:2 Korona Kielce. Koszmar WKS-u w końcówce (RELACJA)

Śląsk Wrocław 1:2 Korona Kielce. Koszmar WKS-u w końcówce (RELACJA)

fot.:

W meczu 8. kolejki Ekstraklasy Śląsk przegrał z Koroną Kielce 1:2. Pierwszą połową zdominowali goście, ale w drugiej mogliśmy zobaczyć zdeterminowany Śląsk. Niestety zabrakło konkretów, a w końcówce spotkania przyjezdni zdobyli bramkę, która dała im 3 punkty.



 

Śląsk Wrocław potrzebował zwycięstwa - nie wygrał w lidze od pięciu spotkań, a był to jego ostatni mecz domowy przed przerwą reprezentacyjną. Z kolei Korona chciała potwierdzić swoją siłę na boisku i udowodnić, że kosztowne, letnie transfery nie poszły na marne.

W porównaniu z poprzednim meczem Wrocławianie musieli radzić sobie bez swojego bezdyskusyjnego lidera, Piotra Samca-Talara, który w starciu z Jagiellonią doznał kontuzji. W wyjściowej jedenastce zastąpił go Karol Linetty, od razu przejmując opaskę kapitańską. Kolejną roszadą w składzie było pojawienie się Marjanaca kosztem Banaszaka. Na ławce rezerwowych po raz pierwszy zasiadł nowy nabytek Trójkolorowych - Jurcec. Zabrakło na niej jeszcze Karola Borysa, który niedawno wrócił do klubu po nieudanej przygodzie za granicą.


Pierwszy gwizdek poprzedził występ piosenkarki Klaudii Jóźwiak, która jest znana pod pseudonimem “IMI” oraz oficjalne odebranie przez Piotra Samca-Talara nagrody za najlepszego zawodnika Ekstraklasy w sierpniu. 24-latek w ciągu miesiąca zdobył 3 bramki i 2 asysty.

Dominacja Korony

Lepiej w mecz weszli przyjezdni - w 13. minucie pod bramką Śląska zrobiło się gorąco. Jakubczyk znakomicie obrócił się z futbolówką i napędził atak na lewym skrzydle, skąd poszła wrzutka w pole karne. Do piłki dopadł Lingr. Zdołał ją opanować i uderzyć lewą nogą, jednak futbolówka przeszła obok słupka. Ewentualny gol i tak zostałby zweryfikowany przez VAR, ponieważ Czech najprawdopodobniej dał się złapać na spalonym.

Korona nie zwalniała tempa i konsekwentnie naciskała. Długosz spróbował swoich sił z dystansu, jednak jego strzał okazał się na tyle słaby, że zamienił się w przypadkowe podanie prostopadłe do Stępińskiego. Doświadczony napastnik dopadł do piłki jako pierwszy i zdołał trącić ją w stronę bramki, lecz czujny Niemczycki popisał się skuteczną interwencją.

Kolejna akcja przyniosła zamianę ról - tym razem to Stępiński posłał wysoką piłkę do urywającego się obrońcom Ameyawa. Na posterunku był jednak Andersson. Szwed nie odstępował rywala na krok, utrudnił mu opanowanie futbolówki i pozwolił Niemczyckiemu na przejęcie bezpańskiej piłki.

W 34. minucie błysnął Linetty - pomocnik wygrał przebitkę w środku pola i napędził atak, rozciągając grę na prawą stronę do Tomasiewicza. Ten z kolei ostro wstrzelił piłkę w pole karne, lecz Marjanac z Dembele najwyraźniej weszli sobie w drogę, przez co futbolówka minęła wszystkich w szesnastce.

Nieszczęście po nieszczęściu

Kolejna akcja przyniosła już otwarcie wyniku. Długosz posłał centrę w pole karne, a niefortunną interwencją popisał się Ba, wybijając piłkę prosto pod nogi Stępińskiego. 31-latek uderzył bez wahania, a futbolówka, zanim zatrzepotała w siatce, odbiła się jeszcze rykoszetem, najpierw od Mauretańczyka, a potem od Macenki, co kompletnie zmieniło jej tor lotu i zmyliło Niemczyckiego.

Korona zdecydowanie lepiej radziła sobie w pierwszej połowie i to ona stworzyła więcej sytuacji podbramkowych. Śląskowi zdecydowanie brakowało kreatywności, gdyż większość podań była do tyłu lub do boku.

W przerwie Ante Simundza postanowił zareagować na słabą dyspozycję swoich podopiecznych. W miejsce Tomasiewicza i Marjanaca na murawie zameldowali się Markowski oraz Camoes. Ten drugi już po chwili miał szansę na „wejście smoka”. Po krótkim rozegraniu rzutu rożnego precyzyjne dośrodkowanie wylądowało wprost na jego głowie, lecz silny strzał był niecelny.

Anulowany gol

Choć na początku drugiej połowy to Śląsk przejął inicjatywę, wydawało się, że Korona dopięła swego i podwyższyła prowadzenie. Po wysokim odbiorze goście błyskawicznie rozprowadzili akcję - Stępiński dograł z prawej strony w pole karne, a Ameyaw musiał jedynie dołożyć stopę. Radość Kielczan przerwała jednak interwencja wozu VAR. Gol został anulowany, ponieważ powtórki wykazały, że wybiegający do podania napastnik sfaulował Anderssona, podcinając mu nogę.

W 65. minucie Linetty popisał się świetnym rajdem z piłką i dograł do Shabaniego. Ten sprytnym przyjęciem kierunkowym wypracował sobie przestrzeń w polu karnym, jednak jego uderzenie zatrzymał Dziekoński.

Świetny Niemczycki i wyrównanie

Ponad dziesięć minut później Długosz dośrodkował na dalszy słupek, skąd piłkę do środka zgrał Bąk. Do futbolówki jako pierwszy dopadł Fassbender i uderzył instynktownie, lecz fenomenalną paradą popisał się Niemczycki.

Interwencja 27-latka zyskała na wartości chwilę później, gdy Śląsk doprowadził do wyrównania. Ciućka urwał się lewym skrzydłem, ograł dwóch rywali i precyzyjnie dograł do Dembele, a Francuz efektownym wykończeniem zdobył swoją debiutancką bramkę w barwach WKS-u.

Śląsk chciał pójść za ogniem i wygrać ten mecz. W 87. minucie odbita piłka spadła pod nogi Ciućki, który uderzył na bramkę Dziekońskiego, ale bramkarz gości sparował piłkę. Po chwili znowu młodzieżowiec próbował ją wstrzelić w pole karne, ale jeden z obrońców Korony ją wybił.

Niestety, ostatni cios zadali przyjezdni - Jakubczyk świetnie minął rywali i wbiegł w pole karne, gdzie wyłożył piłkę do Gustaffsona, który strzelił do pustej bramki. Śląsk przegrał z Koroną 1:2. Po bezbarwnej pierwszej części meczu Wrocławianie pokazali po przerwie zupełnie inne oblicze - przejęli kontrolę nad tempem gry i zepchnęli Koronę do defensywy, ale zabrakło konkretów.

Śląsk Wrocław - Korona Kielce 1:2 (0:1)

Dembele 79’ - Stępiński 35’, Gustafson 90'+3'

Śląsk Wrocław: Niemczycki - Andersson, Macenko, Ba, Malec, Llinares (69’ Jurcerc) - Tomasiewicz (46’ Markowski), Linetty, Shabani (69’ Ciućka) - Dembele (81’ Banaszak), Marjanac (46’ Camoes)

Korona Kielce: Dziekoński - Długosz, Rubezic, Mosór, Pięczek - Jakubczyk, Remacle (64' Mena), Hellebrand - Lingr (77' Gustafson), Ameyaw (64' Fassbender), Stępiński (77' Bąk)

Żółte kartki: Linetty 85'

Sędzia: Piotr Rzucidło

Jan Pindral

Autor

Jan Pindral

Interesuję się piłką nożną i kibicuję Śląskowi od małego. Choć marzenia z dzieciństwa o zawodowej karierze zweryfikowały boiska B-klasy, pasja do futbolu pozostała. Poza grą, działam jako sędzia w strukturach DZPN oraz studiuję prawo. W redakcji jestem obecny od sezonu 2024/25, gdzie odpowiadam za różnorodne zadania - od pisania artykułów i tworzenia materiałów meczowych, po udział w podcastach.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.