ANALIZA: Wyjeżdżał za 2 miliony euro, wraca za darmo. Kim dziś jest Karol Borys?
fot.: Adriana Ficek/slaskwroclaw.pl
Karol Borys wraca do Śląska Wrocław dwa i pół roku po transferze do KVC Westerlo za około 2 miliony euro. Belgia nie dała mu rozpędu, Maribor przyniósł pierwszą większą porcję seniorskiego futbolu, a do Wrocławia 19-latek wraca już nie tylko jako wielki talent z akademii, ale piłkarz po znacznie trudniejszej lekcji, niż zapewne sam zakładał.
Wyjeżdżał jako obietnica lepszego jutra. Wraca po trudnej lekcji
W przypadku Karola Borysa bardzo łatwo wpaść w pułapkę dwóch skrajności. Pierwsza każe patrzeć na niego przez pryzmat chłopaka, którym interesowały się wielkie europejskie kluby, który jako nastolatek trenował w Manchesterze United, błyszczał w reprezentacjach młodzieżowych i został umieszczony przez „The Guardian” w zestawieniu największych talentów swojego rocznika. Druga sprowadza jego ostatnie dwa i pół roku do stwierdzenia, że skoro nie przebił się w Westerlo i nie został gwiazdą Mariboru, to zagraniczny wyjazd okazał się niepowodzeniem.
Borys od początku rozwijał się szybciej niż większość rówieśników. Do Śląska zaczął przyjeżdżać jeszcze jako dziecko, a wraz z kolejnymi latami coraz mocniej wiązał swoją przyszłość z Wrocławiem. Gdy w 2022 roku trenował już z drugą drużyną, Krzysztof Wołczek określał go jako „sprawnego, szybko działającego chłopaka, szybko myślącego” i podkreślał, że mimo młodego wieku sztab nie widział problemu, by rywalizował fizycznie w II lidze.
Chwilę później nastąpił kolejny skok. W ostatniej kolejce sezonu 2021/22 Borys wszedł z ławki przeciwko Górnikowi Zabrze, mając 15 lat, 7 miesięcy i 23 dni. Został najmłodszym zawodnikiem Śląska, który wystąpił na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Później doszły mistrzostwa Europy U-17, półfinał z reprezentacją Polski, mistrzostwa świata, zainteresowanie zagranicznych klubów i wreszcie transfer.
Problem polegał na tym, że jego status rozwijał się szybciej niż seniorski dorobek.
Przed odejściem do Westerlo Borys uzbierał 10 ligowych występów w pierwszym zespole Śląska. W sezonie 2022/23 sześciokrotnie pojawiał się na boisku, tylko dwa razy od pierwszej minuty. W 191 minutach nie zdobył bramki ani nie zanotował asysty. Potrafił jednak utrzymywać 88% celności podań i wykonywał średnio 0,7 kluczowego zagrania na występ. Rok później dostał już tylko trzy krótkie szanse w Ekstraklasie.
W lutym 2024 roku Westerlo zapłaciło za niego około 2 miliony euro. W tamtym momencie był to rekord sprzedaży wychowanka Śląska, a dziś ta kwota nadal lokuje Borysa w ścisłej czołówce najdroższych transferów wychodzących z WKS-u. Po dwóch i pół roku ten sam zawodnik wrócił do Wrocławia bez kwoty odstępnego, a Belgowie zachowali procent od ewentualnej kolejnej sprzedaży. Borys podpisał umowę do końca czerwca 2029 roku.
Karol Borys piłkarzem Śląska Wrocław! 🇮🇹
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) 9 września 2026
Na zasadzie bezpłatnego transferu definitywnego z KVC Westerlo 19-letni pomocnik przeniósł się do Śląska Wrocław i podpisał z Klubem 3-letnią umowę.
Witamy w domu, Karol! #Borys2029 #ForzaŚląsk pic.twitter.com/Hm7zBcaLBb
Śląsk sprzedał przede wszystkim potencjał, a odzyskuje piłkarza znacznie bardziej sprawdzonego przez seniorski futbol, choć wcale nie bardziej medialnego.
I być może właśnie tego Borys teraz potrzebował.
Najlepsza wersja Borysa chce piłki
Przy dyskusji o jego miejscu w obecnym Śląsku najważniejsze pytanie brzmi: właściwie na jakiej pozycji powinien grać?
Borys bywa opisywany jako ofensywny pomocnik, czasami jako dziesiątka, w młodzieżowej piłce pojawiał się też w bocznych sektorach. Mapy aktywności z ostatnich sezonów sugerują jednak coś znacznie bardziej konkretnego. Najczęściej szuka gry w centrum oraz w półprzestrzeni, zwłaszcza po prawej stronie, skąd może zejść z piłką do środka na mocniejszą lewą nogę. Nie jest klasycznym skrzydłowym przyklejonym do linii. Nie jest też pomocnikiem, którego warto ustawić przed stoperami i oczekiwać zarządzania całym rozegraniem.
Najbliżej mu do ofensywnej ósemki, której trzeba zapewnić możliwość odbierania piłki między liniami i ruszania z nią w kierunku bramki.
Zresztą sam Borys opisywał swój idealny profil bardzo podobnie.
– Środek pola, ósemka. (…) Chcę wziąć piłkę i wziąć odpowiedzialność
– mówił w rozmowie ze Sport.pl pod koniec 2023 roku.
Na mistrzostwach świata U-17 w 2023 roku Borys rozpoczynał wszystkie trzy spotkania reprezentacji Polski i spędzał na murawie średnio 81 minut. Oddawał 2,3 strzału, wykonywał 3,0 udane dryblingi przy 69% skuteczności i wygrywał 6,3 pojedynku na mecz. Do tego był faulowany średnio 2,3 razy.
Właśnie tam widać chyba najczystszą wersję jego futbolu. Zawodnika, który chce być przy piłce, przyjąć ją przodem do bramki, sprowokować przeciwnika, wejść w drybling i samemu przesunąć akcję. Nie rozgrywa dla samego rozgrywania. Potrzebuje pewnej dawki ryzyka, bo jego przewaga zaczyna się wtedy, gdy może złamać ustawienie rywala indywidualnym działaniem.
Tyle że futbol młodzieżowy wybacza takie podejście znacznie częściej niż seniorski.
Borys już w wieku 17 lat mówił, że jednym z elementów wymagających poprawy są decyzje. Czasami zamiast szybko zakończyć akcję strzałem próbował jeszcze minąć kolejnego przeciwnika. Wyjazd za granicę miał między innymi nauczyć go, kiedy efektowność rzeczywiście daje przewagę, a kiedy tylko dokłada kolejne niepotrzebne ryzyko.
Belgia nie dała mu tego, po co wyjechał
Westerlo wydawało się rozsądnym etapem pomiędzy Śląskiem a jeszcze większym europejskim klubem. Liga belgijska rozwija młodych zawodników, poziom jest wysoki, ale nie zamyka drogi nastolatkom. Gdy Borys wyjeżdżał z Wrocławia, Michał Żewłakow również oceniał, że taki kierunek może zapewnić mu większe szanse na grę niż natychmiastowy skok do jednej z najmocniejszych lig Europy.
Tyle że tych szans prawie nie było.
W belgijskiej ekstraklasie w sezonie 2023/24 Borys pojawił się na murawie cztery razy i ani razu nie znalazł się w podstawowym składzie. Nie zdobył bramki, nie zanotował asysty, nie oddał nawet strzału. Przy tak małej liczbie minut analizowanie szczegółowych parametrów byłoby sztuką dla sztuki.
Najważniejszą statystyką jest właśnie brak regularności.
Borys wyjechał z Polski przede wszystkim po seniorskie minuty, tymczasem przez pierwsze miesiące za granicą dostał ich jeszcze mniej. Trudno rozwijać podejmowanie decyzji, odporność na pressing czy zachowanie w kontakcie, jeśli większość tych sytuacji poznaje się jedynie na treningach.
Dlatego wypożyczenie do NK Maribor było dla niego znacznie ważniejsze, niż mogłoby się wydawać na podstawie samych goli i asyst.
Maribor nie zrobił z niego gwiazdy
W Słowenii pierwszy raz po wyjeździe z Polski Borys zaczął funkcjonować jak normalny zawodnik seniorskiej rotacji.
W sezonie 2024/25 w samej lidze wystąpił 14 razy, siedem spotkań rozpoczął w podstawowym składzie i uzbierał 688 minut. To średnio 49 minut na występ. Nie zdobył ligowej bramki ani nie zanotował asysty, więc na pierwszy rzut oka trudno mówić o przełomie.
Ale głębiej widać postęp.
Miał 89% celnych podań, 1,1 udanego dryblingu na występ przy 55% skuteczności i wygrywał średnio 4,2 pojedynku. Odbierał również 2,1 piłki na mecz. Nie stał się zawodnikiem dominującym ofensywę Mariboru, ale przestał być nastolatkiem pojawiającym się raz na kilka tygodni na kilka minut.
Jedno z jego pierwszych spotkań w podstawowym składzie bardzo dobrze pokazało zarówno możliwości, jak i problem. Przeciwko Murze zaliczył asystę, a Ante Simundza oceniał, że pierwszą połowę rozegrał znakomicie. Po przerwie trener widział jednak spadek fizyczny, zmęczenie i coraz częstsze tracenie ważnych pozycji. Jednocześnie zaznaczał, że pełne 90 minut powinno zaprocentować w przyszłości.
Technika pozwalała mu wejść do seniorskiego meczu. Problemem było utrzymanie tej samej jakości, intensywności i koncentracji wtedy, gdy spotkanie zaczynało oddalać się fizycznie.
Podobnie kilka miesięcy później mówił jego klubowy kolega Blaż Vrhovec.
– Ma umiejętności, ale potrzebuje czasu i minut na boisku. Musi przyzwyczaić się do pojedynków na poziomie seniorskim
– oceniał Słoweniec.
W drugim sezonie wypożyczenia sytuację komplikowała kontuzja. Borys w lidze zaliczył 11 występów, tylko jeden od pierwszej minuty i zebrał 374 minuty. Tym razem pojawił się jednak ofensywny konkret: 2 gole, czyli trafienie średnio co 187 minut spędzonych na boisku.
Nie należy z tego robić dowodu nagłego przełomu. Przy tak małej próbie 33-procentowa skuteczność strzałów bardziej pokazuje skuteczne wykorzystanie kilku sytuacji niż gwarancję regularnego zdobywania bramek. Jednocześnie inne parametry nadal przypominały, że jego gra nie stała się jeszcze kompletna. Skuteczność dryblingów spadła do 30%, a wygranych pojedynków do 29%.
Łącznie podczas pobytu w Mariborze Borys uzbierał we wszystkich rozgrywkach 32 spotkania, 2 gole i 2 asysty.
Maribor odebrał mu trochę etykietki cudownego dziecka i dał doświadczenia, których w wieku 17 lat zwyczajnie nie dało się posiadać.
Rywalizację o miejsce. Ławkę. Pierwszy skład. Zmęczenie po godzinie gry. Konieczność utrzymywania struktury. Kontuzję. Powrót. Wchodzenie na ostatnie minuty. Wreszcie pierwsze seniorskie gole.
Samiec-Talar to dziś inna półka
Powrót Borysa zbiegł się z wydarzeniem, które natychmiast otwiera dyskusję o jego miejscu w zespole. Piotr Samiec-Talar doznał w Białymstoku złamania nadgarstka i przez pewien czas Ante Simundza będzie musiał radzić sobie bez swojego najważniejszego ofensywnego pomocnika.
To naturalnie zwiększa szanse Borysa na minuty.
Nie oznacza jednak, że 19-latek przychodzi jako gotowy następca kapitana.
Skala produkcji Samca-Talara jest obecnie zupełnie inna. W poprzednim sezonie rozegrał 33 mecze, zdobył 11 goli i zanotował 7 asyst. Oddał 84 strzały, wykonał 60 kluczowych podań i zaliczył 72 udane dryblingi. Był jednocześnie jednym z najlepszych strzelców, kreatorów i najbardziej aktywnych ofensywnie zawodników I ligi.
Po awansie nie zwolnił. Jeszcze przed meczem z Jagiellonią miał udział przy 5 z 7 ligowych bramek Śląska, a średnio wykonywał 2,8 kluczowego podania na spotkanie.
To bardzo ważny punkt odniesienia.
Borys może poruszać się w podobnych strefach. Tak samo lubi być blisko piłki, szukać przestrzeni pomiędzy pomocą a obroną, wejść w pojedynek i przesunąć akcję. Samiec-Talar jest jednak obecnie dużo bardziej kompletny w ostatniej tercji. Łączy kreację ze strzałem, wejściem w pole karne, stałymi fragmentami i przede wszystkim regularnym wpływem na wynik.
Jeżeli Borys ma w przyszłości odebrać mu miejsce, musi najpierw odbudować ciągłość, a dopiero później produkcję.
Kontuzja kapitana może więc otworzyć drzwi, ale nie powinna fałszować hierarchii.
Z Shabanim łączy go odwaga, natomiast dzieli fizyczność
Drugim interesującym punktem odniesienia jest Eniss Shabani.
Obaj są lewonożni, obaj mogą funkcjonować jako ósemki i obaj lubią przesuwać akcję nie tylko podaniem, ale też prowadzeniem. Na tym podobieństwa zaczynają się jednak kończyć.
W poprzednim sezonie w Chorwacji Shabani wykonywał średnio 1,4 udanego dryblingu na mecz przy 64% skuteczności, ale przede wszystkim wygrywał 5,5 pojedynku i odzyskiwał 5,3 piłki na spotkanie. Jego futbol jest bardziej bezpośredni, kontaktowy i intensywny. Celność podań na poziomie 74% pokazuje też, że nie jest pomocnikiem od spokojnego zarządzania każdym posiadaniem.
Borys ma inne proporcje.
Jego naturalnym środowiskiem jest bardziej gra kombinacyjna, przyjęcie pomiędzy liniami, obrót, drybling i ostatnie kilkadziesiąt metrów. Shabani może dawać więcej w odbiorze i fizycznym przeprowadzeniu piłki przez centrum. Borys powinien dawać więcej subtelności w sektorze, w którym jeden ruch albo przyjęcie potrafią otworzyć drogę do pola karnego.
To sprawia, że nie muszą być wyłącznie konkurentami.
W systemie z trzema środkowymi pomocnikami można sobie wyobrazić Borysa ustawionego najwyżej, z bardziej pracującym Shabanim obok i zawodnikiem zabezpieczającym za ich plecami. Można też odwrócić proporcje w zależności od rywala.
Ale przy wyborze tylko jednej bardziej ofensywnej ósemki Simundza będzie już musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czego potrzebuje: większej intensywności Shabaniego czy większego potencjału kreacyjnego Borysa.
Linetty i Tomasiewicz mogą mu pomóc, nie tylko zbierać minuty
Karol Linetty i Grzegorz Tomasiewicz na pierwszy rzut oka powiększają tłok w środku pola. Dla Borysa ich obecność może być jednak również zaletą.
Tomasiewicz w poprzednim sezonie kończył 86% podań i 81% zagrań na połowie przeciwnika. Nie jest zawodnikiem od seryjnych finalnych podań czy dryblingów. Daje przede wszystkim rytm, bezpieczeństwo i ustawienie.
Linetty ma znacznie bardziej uniwersalny profil. W ostatnim sezonie w Turcji wykonywał 1,71 kluczowego podania na 90 minut, a jednocześnie dokładał pracę w odbiorze i przechwytach. Sam nie jest już jednak pomocnikiem, który będzie regularnie mijał przeciwników prowadzeniem piłki, w całych rozgrywkach miał tylko 2 udane dryblingi na 15 prób.
I właśnie tutaj można wrócić do słów samego Borysa z 2023 roku.
Mówił wtedy, że dobrze czuje się jako ósemka, kiedy ma obok siebie zawodnika odpowiedzialnego za zabezpieczenie. Obecny Śląsk ma więcej takich piłkarzy niż drużyna, z której wyjeżdżał.
Borys nie musi więc przychodzić po to, by zabierać piłkę Linettemu czy Tomasiewiczowi przy własnych stoperach. Znacznie więcej sensu ma wykorzystanie ich jako fundamentu, dzięki któremu 19-latek może otrzymywać futbolówkę kilkadziesiąt metrów wyżej.
Ostatnie mecze pokazują zresztą, że Simundza korzysta z trójki środkowych pomocników. Przeciwko Jagiellonii od początku grali Tomasiewicz, Shabani i Samiec-Talar, a po przerwie pierwszego z nich zmienił Linetty. Po kontuzji kapitana powstała więc bardzo konkretna przestrzeń dla zawodnika o bardziej ofensywnym profilu.
Borys może ją dostać szybciej, niż zakładał jeszcze w dniu podpisywania umowy.
Największe pytanie wcale nie dotyczy jego techniki
Trudno znaleźć moment w karierze Borysa, w którym ktoś poważnie kwestionowałby jego możliwości z piłką.
Już jako nastolatek był szybki w myśleniu, miał bardzo dobry pierwszy kontakt, potrafił prowadzić futbolówkę blisko nogi, zmieniać kierunek i przyspieszać akcję. Nie przypadkiem na testach w Manchesterze United największe wrażenie robiło na nim tempo gry, pressing i natychmiastowe granie do przodu.
Pytanie brzmi, czy dziś potrafi robić te rzeczy w tempie seniorskiego meczu przez 70 czy 90 minut, jednocześnie prawidłowo reagując po stracie.
Właśnie tego najbardziej brakowało w jego dotychczasowej karierze.
W młodzieżowej piłce mógł być zawodnikiem, któremu oddaje się piłkę i czeka na przewagę. W Ekstraklasie pomocnik Simundzy musi jeszcze zamknąć przestrzeń po stracie, odpowiednio ustawić się w pressingu, wrócić za rywalem, wygrać kontakt i po kilkudziesięciu sekundach ponownie podjąć dobrą decyzję z futbolówką.
Statystyki z Mariboru nie dają podstaw, by uznać, że ten proces już się zakończył. Dają natomiast podstawy, by stwierdzić, że Borys jest w nim znacznie dalej niż w momencie wyjazdu z Wrocławia.
Nie wraca ten sam 17-latek, którego głównym argumentem było to, co może wydarzyć się za trzy lata. Wraca zawodnik wciąż bardzo młody, ale taki, który wie już, jak wygląda znalezienie się poza składem, wejście na kilka minut, walka o zaufanie trenera czy powrót po kontuzji.
Tym razem nie musi niczego udowadniać w jednym spotkaniu
Największym zagrożeniem dla Borysa może paradoksalnie stać się jego nazwisko.
Kibice doskonale go pamiętają. Pamiętają zainteresowanie wielkich klubów, młodzieżową reprezentację, medialny szum i 2 miliony euro zapłacone przez Westerlo. Powrót wychowanka automatycznie budzi oczekiwania większe niż transfer anonimowego 19-latka z ligi słoweńskiej.
Tymczasem właśnie jak takiego zawodnika warto go dziś oceniać.
Nie jak gwiazdę wracającą z zagranicy. Nie jak zbawcę po kontuzji Samca-Talara. I nie jak piłkarza, któremu miejsce należy się dlatego, że kilka lat temu był jednym z największych talentów w Polsce.
Borys potrzebuje przede wszystkim serii.
Najpierw 20-30 minut. Później godziny. Następnie kilku występów od pierwszej minuty. Dopiero wtedy będzie można uczciwie sprawdzić, czy potrafi przenieść swoje największe atuty na Ekstraklasę: przyjęcie między liniami, odważny drybling, lewą nogę, zmianę tempa i chęć brania odpowiedzialności.
Bo właśnie ciągłości najbardziej brakowało w całej jego dotychczasowej seniorskiej karierze.
Simundza zna go z Mariboru, więc Śląsk nie sprowadza zawodnika będącego dla sztabu zagadką. Słoweniec widział jego możliwości, ale również problemy, i już po powrocie Borysa podkreślał, że sam talent nie wystarczy, potrzebna będzie ciężka, codzienna praca.
To może być dla niego idealna sytuacja.
Po raz pierwszy od dawna oczekiwania mogą być mniejsze od potencjału, a nie odwrotnie.
– Przez te dwa i pół roku wiele się zmieniło. Zmieniłem się ja, zmieniła się Ekstraklasa, zmienił się Śląsk
– powiedział Borys po podpisaniu nowej umowy.
I rzeczywiście zmieniło się niemal wszystko.
Kiedy wyjeżdżał, Śląsk sprzedawał 17-letni potencjał za około 2 miliony euro. Dziś odzyskuje za darmo 19-latka, który ma za sobą trudy w Belgii, 32 mecze w Mariborze, pierwsze seniorskie gole, kontuzję i znacznie mniej medialnego bagażu.
Nie wiadomo jeszcze, czy wrócił lepszy na tyle, by od razu wygrywać rywalizację w Ekstraklasie.
Ale Śląsk nie potrzebuje dawnego Karola Borysa.
Potrzebuje zawodnika, który zachował odwagę tamtego chłopaka, a dołożył do niej to, czego dwa lata temu jeszcze nie miał: cierpliwość, odporność i świadomość, że sam talent nie gwarantuje już ani jednej minuty.
Jeżeli pobyt za granicą rzeczywiście go tego nauczył, powrót do Wrocławia może nie być krokiem wstecz.
Może być pierwszym naprawdę świadomym krokiem w jego seniorskiej karierze.
