Problem z wahadłami w Śląsku
fot.: Paweł Kot
Newralgicznym punktem zespołu pozostaje obecnie funkcjonowanie wahadeł, zaś niedawne odejście Michała Rosiaka tylko pogłębiło ten kryzys. Dlaczego boki formacji zawodzą i gdzie sztab szkoleniowy powinien szukać rozwiązań?
Wiosną poprzedniego sezonu Śląsk przeszedł na ustawienie z trójką środkowych obrońców, co wymusiło także zmianę profilu z klasycznych bocznych defensorów na wahadłowych. Wówczas gra Wrocławian w defensywie uległa znacznej poprawie, dzięki czemu w rundzie rewanżowej WKS był najlepiej punktującym zespołem I ligi. W tym samym systemie taktycznym Trójkolorowi rozpoczęli zmagania w Ekstraklasie, jednak w zmienionym personalnie składzie.
Odejście K. Kurowskiego i Rosiaka
Krzysztof Kurowski w drugiej części minionego sezonu wyrósł na kluczową postać pierwszego zespołu. Przebył drogę od rezerwowego do zawodnika pierwszego składu, wygryzając z jedenastki Marca Llinaresa. Wychowanek Śląska zanotował potężny progres, lecz przeszkodą okazał się wygasający z końcem rozgrywek kontrakt. Mimo prób negocjacji 20-latek zdecydował się na transfer do holenderskiego FC Twente.
Ten sam klub szybko skierował wzrok na drugą stronę wrocławskiej formacji - Michała Rosiaka. Pierwsze rozmowy po zakończeniu sezonu zakończyły się fiaskiem. Dwie oficjalne oferty zostały przez Śląsk odrzucone i wydawało się, że temat przenosin byłego gracza akademii Arsenalu upadł. Sytuacja zmieniła się jednak na początku września, tuż przed zamknięciem okna transferowego w Holandii. Twente postawiło wszystko na jedną kartę - oferta opiewająca na milion euro wraz z bonusami przekonała włodarzy Wojskowych i 20-latek ostatecznie powędrował do Eredivisie.
Oficjalnie Michał Rosiak odchodzi ze Śląska Wrocław ✅
— Śląsknet (@Slasknet) 2 września 2026
20-latek podpisał kontrakt z Twente, gdzie spotka Krzysztofa Kurowskiego ⤵️https://t.co/JJWBoce8zG
W ten sposób Śląsk stracił dwóch młodych, perspektywicznych zawodników, którzy byli ważnymi elementami drużyny. WKS został postawiony pod ścianą i musiał szukać doraźnych rozwiązań.
Słaba forma Llinaresa
Sytuacji na pewno nie poprawiła forma Marca Llinaresa. Hiszpan z automatu stał się naturalnym wyborem na lewej stronie, choć taki ruch mógł budzić spore wątpliwości, w końcu już szczebel niżej spisywał się gorzej niż Krzysztof Kurowski. W I lidze braki w defensywie nadrabiał jednak dużą jakością z przodu - lubił zejść do środka, podłączyć się do akcji i aktywnie brać udział w rozegraniu, co przełożyło się na dwa gole i pięć asyst.
W Ekstraklasie po tamtych atutach nie ma jednak śladu. Zamiast dynamiki i kreacji Llinares często spowalnia tempo akcji, a jego mankamenty w defensywie zostały bezlitośnie uwypuklone. Najlepszym tego dowodem była sytuacja z ostatniego meczu z Jagiellonią Białystok przy drugim golu dla rywali, kiedy całkowicie odpuścił krycie Sowa, zostawiając mu mnóstwo swobody na oddanie precyzyjnego strzału z dystansu.
SOW Z DYSTANSU! JAGIELLONIA PROWADZI JUŻ 2:0! 🔥
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) 6 września 2026
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/89kPFbqJEU
A gdzie w tym wszystkim Żulewski?
Adrian Żulewski, a więc ważna część zespołu rezerw, w teorii miał być zmiennikiem Llinaresa i realnie walczyć o miejsce w wyjściowym składzie. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie chłodniejsza - póki co zaledwie pięciokrotnie znalazł się w kadrze meczowej. Zadebiutował wprawdzie w ostatnim starciu przeciwko Jagiellonii, lecz na boisku zameldował się wyłącznie z powodu kontuzji Piotra Samca-Talara. Przed sezonem oczekiwania wobec młodego zawodnika były zdecydowanie większe, jednak, jak widać, na ten moment nie przekonuje on do siebie Ante Simundzy.
Bezbarwny Andersson
Dołączenie Szweda do klubu wzbudziło wiele pozytywnych emocji i kibice od razu widzieli go w pierwszym składzie. Pomimo obiecujących występów w sparingach, w meczach o stawkę nowy zawodnik jak dotąd nie zachwyca, a momentami wygląda wręcz słabo. Bardzo źle zaprezentował się zwłaszcza w meczu z Widzewem Łódź, choć w pucharowym starciu z Pogonią oraz ligowym z Jagiellonią widać już było pewną poprawę. Trzeba liczyć na to, że 25-latek po prostu potrzebuje więcej czasu na pełną aklimatyzację.
Dołączenie Jana Jurceca
Lukę na prawej stronie ma uzupełnić Jan Jurcec - Chorwat z polskimi korzeniami, który dołącza do Śląska z ligi ukraińskiej. Na papierze ten ruch wygląda bardzo obiecująco, jednak problemem może okazać się jego profil. Jurcec to gracz usposobiony wybitnie ofensywnie, który w przeszłości występował jako skrzydłowy. Mimo że tacy wahadłowi w nowoczesnej piłce są niezwykle cenni, to personalnie nie tworzy on dla sztabu alternatywy o innej charakterystyce niż Andersson. Śląsk potrzebuje kogoś bardziej nastawionego defensywnie przy obecnych brakach.
🚨 Śląsk ma następcę Michała Rosiaka!
— Śląsknet (@Slasknet) 5 września 2026
Do Wrocławia trafi Jan Jurcec 🇭🇷🇵🇱 – 25-letni prawy obrońca Krywbasu, mający za sobą występy w reprezentacji Chorwacji U-21.
💰 Ile Śląsk ma za niego zapłacić?
⚽ Dlaczego Mirosław Klose zmienił mu pozycję?
🇵🇱 Skąd jego polskie korzenie?…
Choć wielu kibiców wciąż liczy na jeszcze jeden transfer na lewą stronę, taki ruch wydaje się coraz mniej prawdopodobny, zwłaszcza w obliczu informacji o powrocie do klubu Karola Borysa, co może wyczerpać budżet. WKS-owi pozostaje więc wiara w zasoby, którymi już dysponuje - że Llinares odbuduje dyspozycję, a Andersson i Jurcec szybko się zaaklimatyzują, stając się kluczowymi elementami taktyki Ante Simundzy.
