ANALIZA: Śląsk wygrał w liczbach, Jagiellonia zgarnęła punkty. Gdzie uciekł mecz w Białymstoku?

ANALIZA: Śląsk wygrał w liczbach, Jagiellonia zgarnęła punkty. Gdzie uciekł mecz w Białymstoku?

fot.:

Śląsk Wrocław przegrał z Jagiellonią Białystok 1:2, choć w końcowych statystykach miał więcej strzałów, wyższe xG i częściej trafiał w światło bramki. Wynik rozstrzygnęły jednak momenty: zabezpieczenie własnych ataków, skuteczność pod obiema bramkami oraz reakcja po przerwie, która przyszła zbyt późno. Sprawdzamy, co naprawdę wydarzyło się w Białymstoku i jak wypadł każdy z zawodników Wojskowych.



 

Liczby mówią jedno, tablica wyników drugie

Gdyby spojrzeć wyłącznie na końcowy raport statystyczny, trudno byłoby odgadnąć, że to Jagiellonia wygrała spotkanie. Śląsk miał 51% posiadania piłki, oddał 13 strzałów przy 11 gospodarzy, wygrał rywalizację w rzutach rożnych 7:4 i zanotował nieznacznie więcej wejść do strefy ataku, 57 wobec 55. Jeszcze mocniej w oczy rzuca się współczynnik goli oczekiwanych: 1,86 xG Śląska przy 1,39 Jagiellonii.

Tyle że mecz został podzielony na dwie kompletnie różne części.

Przed przerwą inicjatywa i przede wszystkim jakość sytuacji należały do gospodarzy. Jagiellonia miała 53% posiadania, oddała 9 strzałów przy 6 Śląska i wygenerowała aż 1,34 xG wobec 0,48 po stronie Wrocławian. Stworzyła też dwie dogodne sytuacje, podczas gdy Wojskowi nie mieli żadnej.

Paradoks polega na tym, że Śląsk już wtedy częściej trafiał w światło bramki, 3 razy przy 2 celnych uderzeniach Jagiellonii. Sławomir Abramowicz obronił jednak wszystkie trzy próby gości, a Karol Niemczycki nie zatrzymał żadnej z dwóch piłek lecących w jego bramkę.

I właściwie w tym miejscu można znaleźć najkrótsze podsumowanie pierwszej połowy.

Po przerwie proporcje zostały odwrócone niemal idealnie. Śląsk miał 54% posiadania, wygrał w strzałach 7:2 i wygenerował aż 1,38 xG przy zaledwie 0,05 Jagiellonii. Gospodarze nie oddali w drugiej połowie ani jednego celnego uderzenia. Wojskowi stworzyli dwie dogodne okazje, ale wykorzystali tylko jedną.

Trzeba przy tym pamiętać, że sporą część drugopołowowego xG zapewnił rzut karny. Nie był to więc przez 45 minut nieustanny szturm na bramkę Abramowicza. Śląsk przejął piłkę, przesunął grę wyżej i znacznie skuteczniej zamknął przeciwnika, ale długo brakowało ostatniego podania albo ruchu, który rozbiłby ustawioną już niżej Jagiellonię.

Dwie bramki, dwa zupełnie inne ostrzeżenia

Pierwszy gol powinien boleć Śląsk szczególnie mocno, bo padł po... rzucie rożnym Wojskowych.

Po stałym fragmencie gospodarze błyskawicznie wyszli z kontratakiem. Sergio Lozano posłał prostopadłą piłkę do Kajetana Szmyta, który miał przed sobą ogromną przestrzeń, przebiegł z futbolówką praktycznie pół boiska i stanął sam na sam z Niemczyckim. Zakończył akcję efektowną podcinką.

Nie była to zatem sytuacja, w której Jagiellonia mozolnie rozmontowała ustawiony blok defensywny. Śląsk został ukarany za niewłaściwe zabezpieczenie własnego ataku. Jeden z najbardziej niebezpiecznych scenariuszy po ofensywnym stałym fragmencie, strata i natychmiastowy atak na odsłoniętą przestrzeń, wydarzył się w najgorszej możliwej wersji.

Drugi gol miał zupełnie inny charakter. Ousmane Sow otrzymał piłkę w pobliżu pola karnego, zszedł z nią do środka i znalazł miejsce do uderzenia między zawodnikami Śląska. Strzał odbił się jeszcze od słupka i wpadł do bramki.

Tutaj problemem nie było zabezpieczenie kilkudziesięciu metrów wolnego boiska, ale zachowanie już w bezpośrednim sąsiedztwie własnej szesnastki. Sow dostał czas, aby przygotować pozycję i oddać strzał. Co ciekawe, zakończył całe spotkanie z zaledwie 0,04 xG. Jagiellonia zdobyła więc drugą bramkę z sytuacji, która sama w sobie wcale nie należała do szczególnie dogodnych.

I właśnie jakość wykończenia była w Białymstoku gigantycznym czynnikiem.

Pięć do dwóch. A w bramkach 1:2

Jeszcze lepiej widać to przy spojrzeniu na xGOT, czyli współczynnik uwzględniający już jakość i umiejscowienie celnego uderzenia.

Pięć celnych strzałów Śląska wygenerowało 2,16 xGOT. Wojskowi zdobyli z nich jedną bramkę. Dwa celne uderzenia Jagiellonii miały łącznie zaledwie 0,26 xGOT i oba zakończyły się golami.

Różnica między bramkarzami jest przez to ogromna. Abramowicz zanotował 4 interwencje, a jego wskaźnik powstrzymanych goli wyniósł +1,16. Niemczycki nie obronił żadnego uderzenia, a w tej samej statystyce zakończył spotkanie wynikiem -1,74.

Nie oznacza to automatycznie, że obie bramki należy zapisać wyłącznie na konto golkipera Śląska. Przy pierwszej Szmyt znalazł się sam na sam po przebiegnięciu połowy boiska, przy drugiej Sow bardzo precyzyjnie umieścił piłkę przy słupku. Statystycznie różnica między bramkarzami była jednak jednym z najważniejszych czynników całego spotkania.

W drugą stronę najlepszym przykładem była 89. minuta. Karol Linetty kapitalnie uruchomił Ieltsina Camoesa, a Kabowerdeńczyk oddał celny strzał o wartości 0,35 xG i aż 0,95 xGOT. Abramowicz zatrzymał uderzenie, które pod względem umiejscowienia było zdecydowanie najgroźniejszym strzałem Śląska z gry.

Kilka centymetrów lub jedna słabsza reakcja bramkarza gospodarzy i końcowa narracja o tym meczu wyglądałaby zupełnie inaczej.

Niemczycki bez interwencji, ale problem był większy

Karol Niemczycki miał bardzo niewdzięczny wieczór. Jagiellonia trafiła w światło jego bramki tylko 2 razy i oba strzały zakończyły się golami. Wskaźnik -1,74 powstrzymanych goli wygląda brutalnie i trudno całkowicie od niego uciec.

Pierwszej bramki nie można jednak analizować bez uwzględnienia tego, co wydarzyło się kilkadziesiąt metrów wcześniej. Bramkarz został wystawiony na sytuację sam na sam po źle zabezpieczonym rzucie rożnym. Przy drugim golu zabrakło skutecznej reakcji na precyzyjne uderzenie Sowa.

Przy piłce Niemczycki miał 34 kontakty i wykonał 27 celnych podań na 33 próby, czyli 82%. Jego rozegranie nie było więc istotnym źródłem problemów. O występie bramkarza zdecydowały dwa momenty i w obu górą byli rywale.

Malec najpewniejszy z tyłu

Mariusz Malec rozegrał bardzo solidne spotkanie, jeśli odseparujemy jego indywidualne liczby od dwóch straconych przez zespół bramek.

Zanotował 8 działań defensywnych, w tym 5 wybić, blok strzału i przechwyt. Wygrał 4 z 5 pojedynków, a w powietrzu był bezbłędny, 3 zwycięstwa w 3 starciach.

Jeszcze lepiej wyglądało rozegranie. Malec miał 81 kontaktów z piłką i trafił do partnerów przy 66 z 70 podań, co daje 94% skuteczności. Spośród podstawowych defensorów Śląska był pod tym względem zdecydowanie najdokładniejszy.

Jego występ pokazuje zresztą jeden z paradoksów tego meczu. Linia obrony mogła mieć przyzwoite indywidualne statystyki, a mimo to dwukrotnie zostać złamana w momentach, w których całe ustawienie zespołu nie funkcjonowało właściwie.

Macenko dał nadzieję

Jehor Macenko zanotował 68 kontaktów z piłką oraz 45 celnych podań na 53 próby, czyli 85%. W defensywie miał 4 działania: 3 wybicia i przechwyt.

Bardzo dobrze prezentował się natomiast w bezpośredniej walce. Wygrał 5 z 7 pojedynków, w tym aż 4 z 5 w powietrzu. Pod tym względem należał do najlepszych graczy Śląska.

Najważniejszy moment jego występu nastąpił jednak po drugiej stronie boiska. To właśnie Macenko został sfaulowany w polu karnym, a po analizie VAR Śląsk otrzymał jedenastkę, którą wykorzystał Samiec-Talar.

Stoper potrafił więc wnieść konkretną wartość również przy ofensywnym stałym fragmencie. Później sam oddał jeszcze strzał głową po rzucie rożnym, ale próba o wartości 0,02 xG była niecelna.

Ba bez fajerwerków

Lamine Ba był najmniej efektownym z trójki środkowych obrońców, ale jego liczby są bardzo przyzwoite. Zanotował 5 działań defensywnych, w tym 3 wybicia i przechwyt. Wygrał 2 z 3 pojedynków, a jedyne starcie powietrzne zakończyło się jego zwycięstwem.

Przy piłce także nie komplikował gry. Miał 57 kontaktów i 43 celne podania na 49 prób, co dało 88%.

Nie był zawodnikiem, który spektakularnie naprawiał błędy kolegów, ale też sam nie generował wielu problemów. W meczu pełnym kontrastów jego występ można określić przede wszystkim jako stabilny.

Andersson dał zdecydowanie więcej niż samo bieganie prawą flanką

Alex Timossi Andersson był jednym z ciekawszych zawodników Śląska. Liczby pokazują, że jego aktywność nie ograniczała się do zajmowania całej prawej flanki.

Wygrał aż 8 z 10 pojedynków, w tym 7 z 9 na ziemi. Zanotował także 9 działań defensywnych, 2 wybicia, blok oraz 2 przechwyty i był bardzo aktywny w pobliżu własnego pola karnego.

Jednocześnie potrafił pojawiać się po drugiej stronie boiska. Oddał 2 strzały o łącznej wartości 0,17 xG. Pierwszy, prawonożny, został obroniony przez Abramowicza, drugi w końcówce minął bramkę.

Do tego dochodzi 31 celnych podań na 35 prób, czyli 89%, oraz 2 kluczowe zagrania. Mapa jego podań pokazuje aktywność praktycznie wzdłuż całej prawej strony boiska. Spośród zawodników wahadłowych to Andersson dał najbardziej kompletny występ.

Rysą pozostaje żółta kartka, ale w ogólnym rozrachunku był to jeden z mocniejszych indywidualnie występów Wrocławian.

Llinares miał piłkę najczęściej, nie zawsze to pomagało

Marc Llinares rozpoczął mecz bardzo odważnie, już w 2. minucie oddał strzał po rzucie rożnym, który minął bramkę. Później znacznie częściej pełnił funkcję zawodnika odpowiedzialnego za przesuwanie akcji lewą stroną.

Miał aż 91 kontaktów z piłką, najwięcej spośród wszystkich graczy Śląska i nawet o jeden więcej niż Taras Romanczuk, który był centrum rozegrania Jagiellonii.

Duża aktywność nie zawsze oznaczała jednak odpowiednią efektywność. Llinares wykonał 48 celnych podań na 62 próby, czyli 77%. Wśród podstawowych obrońców i wahadłowych WKS-u był to zdecydowanie najniższy wynik. Do tego aż 21 razy tracił posiadanie, również najwięcej w drużynie.

Częściowo wynikało to oczywiście z roli. Mapa podań Hiszpana pokazuje wiele prób zagrywania piłki do przodu i z bocznego sektora, a więc akcji obarczonych większym ryzykiem niż podania środkowych obrońców. Mimo wszystko przy tak dużej liczbie kontaktów Śląsk potrzebował z lewej strony większej liczby akcji kończących się konkretem.

W obronie Llinares zanotował 4 działania, w tym 3 wybicia i przechwyt, oraz wygrał 2 z 4 pojedynków.

Bezbarwny Tomasiewicz

Grzegorz Tomasiewicz zakończył pierwszą połowę z perfekcyjną skutecznością podań, 18 na 18. Problem polega na tym, że miał zaledwie 23 kontakty z piłką i nie wykonał żadnego kluczowego zagrania.

To doskonały przykład statystyki, która bez kontekstu może prowadzić do błędnych wniosków. 100% dokładności wygląda świetnie, ale Śląsk potrzebował od środkowego pomocnika przede wszystkim większego udziału w przełamywaniu pressingu i przyspieszaniu akcji.

Tomasiewicz nie przegrał meczu swoimi błędami. Był jednak zbyt mało obecny w spotkaniu, dlatego zmiana już w przerwie nie mogła zaskakiwać. Za niego pojawił się Linetty.

I porównanie obu zawodników jest jednym z najciekawszych w całej analizie.

Linetty wszedł i odmienił środek pola

Karol Linetty potrzebował jednej połowy, żeby zanotować ponad dwa razy więcej kontaktów z piłką niż Tomasiewicz przed przerwą, 51 wobec 23.

Co ważniejsze, nie była to aktywność dla samego posiadania. Linetty wykonał 31 celnych podań na 34 próby, osiągając 91% skuteczności, a do tego zanotował aż 3 kluczowe podania.

Żaden inny zawodnik Śląska nie stworzył w tym meczu tylu sytuacji partnerom poprzez ostatnie zagranie.

Mapa jego podań pokazuje grę w wielu kierunkach, zarówno krótką wymianę w środku, jak i próby szybszego przenoszenia futbolówki do przodu. Linetty nie stał się nagle klasyczną dziesiątką, ale nadał rozegraniu więcej rytmu.

Najlepszą ilustracją było podanie z końcówki do Camoesa. Napastnik otrzymał piłkę w bardzo dobrej pozycji i tylko świetna interwencja Abramowicza uratowała Jagiellonię przed remisem.

Do tego Linetty dołożył 5 działań defensywnych oraz wygrał 3 z 6 pojedynków. Jeżeli pytaniem po tym meczu jest, kto najmocniej upomniał się o miejsce w pierwszym składzie, odpowiedź wydaje się dość oczywista.

Shabani miał momenty

Eniss Shabani miał 47 kontaktów z piłką, wykonał 27 celnych podań na 34 próby i zanotował jedno kluczowe zagranie. Oddał też niecelny strzał o wartości 0,05 xG.

Gorzej przedstawiają się pojedynki. Wygrał tylko 3 z 9, a 13 razy tracił posiadanie. Przy zawodniku operującym między środkiem a ofensywą jest to koszt, który można zaakceptować, jeśli ryzyko regularnie prowadzi do tworzenia sytuacji. W Białymstoku takich momentów było za mało.

Shabani nie był kompletnie poza grą, lecz trudno wskazać okres, w którym przejąłby odpowiedzialność za kreację. W 70. minucie zastąpił go Jorge Yriarte.

Yriarte nic nie zmienił

Jorge Yriarte wszedł na ostatnie nieco ponad 20 minut i był bardzo dokładny. Trafił do partnerów przy 17 z 18 podań, co daje 94%.

Dwa razy próbował również swoich sił strzałem, ale oba uderzenia były niecelne. Łącznie wygenerowały 0,09 xG.

Przy 21 kontaktach trudno oczekiwać, aby całkowicie odmienił spotkanie, ale na tle Shabaniego dał przede wszystkim większą czystość przy piłce. Nie pojawiło się jednak zagranie, które otworzyłoby defensywę Jagiellonii.

Samiec-Talar znowu w centrum wszystkiego

Piotr Samiec-Talar oddał 3 strzały. Dwa były celne, jeden został zablokowany, a ich łączna wartość wyniosła 0,84 xG. Najpierw z rzutu wolnego zmusił Abramowicza do interwencji, później jego próba została zablokowana, a w 81. minucie wykorzystał rzut karny.

To właśnie kapitan jako jedyny znalazł sposób na bramkarza Jagiellonii.

Nie był to jednak występ bez skaz. Samiec-Talar wygrał tylko 3 z 11 pojedynków i zanotował 16 strat posiadania. Przy piłce miał 52 kontakty, a celnych było 23 z 28 jego podań.

Warto jednak spojrzeć na jego mapy. Samiec-Talar poruszał się w bardzo szerokim obszarze, schodził po piłkę, uczestniczył w rozegraniu i pojawiał się w strefach strzeleckich. Nie był zawodnikiem czekającym wyłącznie na jedną sytuację.

Po zdobyciu bramki jego wieczór zakończył się niestety w najgorszy sposób. Po ostrym faulu Montoi musiał opuścić boisko z urazem.

Dembele stworzył najwięcej zagrożenia

Malaly Dembele jest chyba najlepszym przykładem zawodnika, którego występu nie sposób opisać jednym określeniem.

Z jednej strony oddał 2 strzały o łącznej wartości 0,29 xG. Jeden był celny, po bardzo dobrej indywidualnej akcji zszedł do środka i zmusił Abramowicza do interwencji, drugi, oddany głową, minął bramkę.

Z drugiej strony jego gra była bardzo niedokładna. Celnych było tylko 5 z 10 podań. Wziął udział aż w 14 pojedynkach i wygrał 6, ale 12 razy tracił posiadanie.

Dembele dawał Śląskowi element nieprzewidywalności. Potrafił stworzyć przewagę indywidualną i samemu dojść do strzału, ale równie często akcja kończyła się stratą. Przy wyniku 0:2 trener zdecydował się w 60. minucie zastąpić go debiutującym Camoesem.

Banaszak zniknął między stoperami

Przemysław Banaszak spędził na boisku pierwszą połowę i zakończył ją bez strzału.

Miał zaledwie 17 kontaktów z piłką, wykonał 6 celnych podań na 7 prób i wygrał 2 z 4 pojedynków. Zanotował wprawdzie jedno kluczowe podanie, ale w polu karnym przeciwnika nie potrafił regularnie znaleźć przestrzeni.

Nie wszystko było jego winą. Śląsk przed przerwą miał problemy z dostarczaniem piłki w miejsca, w których napastnik mógłby być realnym zagrożeniem. Ostatecznie jednak od zawodnika ustawionego najwyżej oczekuje się sytuacji strzeleckich, a tych nie było.

Po przerwie zastąpił go Luka Marjanac.

Marjanac także nie dostarczył strzałów

Zmiana personalna na szpicy nie zmieniła jednego: środkowy napastnik Śląska nadal nie dochodził do uderzeń.

Luka Marjanac miał 14 kontaktów z piłką, 6 celnych podań na 8 prób i wygrał 3 z 6 pojedynków, ale podobnie jak Banaszak nie oddał żadnego strzału.

To szczególnie interesujące, bo w drugiej połowie Śląsk wygenerował 1,38 xG i oddał 7 prób. Zagrożenie przychodziło jednak od Samca-Talara, Camoesa, Yriarte czy Macenki, a nie od nominalnej dziewiątki.

To jedna z rzeczy, nad którymi sztab powinien pochylić się najmocniej. Przez 90 minut dwóch środkowych napastników Śląska nie oddało ani jednego strzału.

Camoes pokazał się raz i to mogło wystarczyć

Debiut Ieltsina Camoesa był krótki, nierówny i jednocześnie bardzo bliski idealnego scenariusza.

Kabowerdeńczyk miał tylko 10 kontaktów z piłką. Celne były 4 z jego 8 podań, wygrał 1 z 3 pojedynków i zanotował 5 strat. Widać było, że dopiero poznaje sposób gry zespołu.

A mimo to stworzył sobie sytuację, która mogła całkowicie zmienić ocenę jego wejścia.

W 89. minucie po podaniu Linettego znalazł się przed bramką Abramowicza i oddał strzał o wartości 0,35 xG oraz aż 0,95 xGOT. Bramkarz Jagiellonii obronił.

Jedna akcja to oczywiście za mało na daleko idące wnioski, ale pokazała cechę bardzo pożądaną u napastnika, umiejętność znalezienia się w odpowiednim miejscu w kluczowym momencie. Gdyby nie Abramowicz, Camoes mógłby rozpoczynać przygodę ze Śląskiem od gola na wagę punktu.

Żulewski dostał kilka minut

Adrian Żulewski zastąpił kontuzjowanego Samca-Talara w 87. minucie, dlatego jego występu trudno poddawać poważniejszej analizie statystycznej.

Miał 10 kontaktów z piłką i wykonał 7 celnych podań na 9 prób. Nie oddał strzału i 3 razy tracił posiadanie.

W doliczonym czasie zanotował jednak ważną interwencję przy kontrataku Jagiellonii, kiedy Śląsk rzucił już niemal wszystkie siły do przodu. Przy tak krótkim pobycie na boisku trudno wymagać więcej.

Plusy i minusy. Co Śląsk może zabrać z Białegostoku?

  • PLUS: reakcja po przerwie. Z 0,48 xG w pierwszej połowie Śląsk przeszedł do 1,38 po zmianie stron. Jagiellonia w tym czasie wygenerowała zaledwie 0,05. Wrocławianie potrafili przejąć kontrolę i praktycznie odciąć gospodarzy od własnej bramki.

  • PLUS: wejście Linettego. 31/34 celnych podań i 3 kluczowe zagrania w jednej połowie to konkretny argument. Pomocnik dał rozegraniu coś, czego brakowało przed przerwą, większą częstotliwość kontaktów i szybsze szukanie podań otwierających.

  • PLUS: prawa strona i pojedynki. Andersson wygrał 8 z 10 starć, Macenko 5 z 7, a Malec 4 z 5. Indywidualnie kilku defensorów prezentowało bardzo wysoką skuteczność.

  • MINUS: zabezpieczenie własnego ataku. Gol na 0:1 po własnym rzucie rożnym jest sytuacją, której zespół grający na wyjeździe przeciwko tak groźnemu rywalowi musi unikać.

  • MINUS: gigantyczna różnica pod bramkami. Śląsk miał 5 celnych strzałów i 2,16 xGOT, Jagiellonia tylko 2 celne próby i 0,26 xGOT. Wynik? 1:2. Abramowicz zakończył mecz z +1,16 powstrzymanego gola, Niemczycki z -1,74.

  • MINUS: środkowi napastnicy bez strzału. Ani Banaszak, ani Marjanac nie uderzyli na bramkę. Przy 13 strzałach całej drużyny jest to statystyka, która powinna szczególnie zainteresować sztab.

  • MINUS: pierwsza połowa kosztowała za dużo. Śląsk nie rozgrywał katastrofalnego spotkania, ale dwa błędy w kluczowych momentach sprawiły, że po 45 minutach musiał odrabiać dwubramkową stratę.

Śląsk nie był gorszy o dwa gole...

To nie był mecz, po którym można powiedzieć, że Jagiellonia przez 90 minut zepchnęła Śląsk do głębokiej defensywy, stworzyła kilkanaście znakomitych sytuacji i zasłużenie rozbiła beniaminka.

Wręcz przeciwnie. Śląsk miał więcej strzałów, więcej celnych uderzeń, wyższe xG, więcej podań, więcej wejść do strefy ataku i kompletnie zdominował rywala pod względem jakości sytuacji po przerwie.

I właśnie dlatego ta porażka może boleć bardziej.

Jagiellonia nie potrzebowała wielkiej przewagi. Potrzebowała dwóch celnych strzałów. Pierwszego po fatalnie zabezpieczonym ataku Śląska, drugiego po indywidualnej jakości Sowa. Potem mogła zejść niżej, ograniczyć ryzyko i czekać.

Śląsk natomiast potrzebował znacznie więcej. Abramowicz zatrzymał Dembele, Samca-Talara i Anderssona, a na koniec obronił przede wszystkim kapitalną sytuację Camoesa. Gdy Wojskowi wreszcie znaleźli drogę do siatki, było już bardzo późno.

Największą wartością tego meczu może być jednak druga połowa oraz wejście Linettego. Śląsk pokazał, że potrafi na trudnym terenie przejąć piłkę i zepchnąć Jagiellonię głęboko. Musi teraz sprawić, aby taka gra pojawiała się wcześniej, zanim rywal zdąży wypracować przewagę, której później trzeba desperacko gonić.

Bo w Białymstoku Śląsk nie przegrał w liczbach. Przegrał momenty. A w piłce to właśnie one najczęściej decydują o punktach.

Adam Paliszek-Saładyga

Autor

Adam Paliszek-Saładyga

Pochodzę z Oleśnicy. Na co dzień zajmuję się optymalizacją oraz analizą danych, w tym również danych piłkarskich. Poza analizami, które możecie przeczytać na Śląsknecie, jestem związany z piłką kobiecą w strukturach Śląska Wrocław. Ze Śląsknetem współpracuję od lipca 2025 roku, a samemu Śląskowi kibicuję od małolata.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.