Śląsk Wrocław - Stal Stalowa Wola 1:1 (1:0)

Gdyby zespół Śląska wygrał spotkania z ŁKS-em Łomża i Stalą Stalowa Woli byłby liderem. Gdyby… W sobotę miała być ofensywna gra, miał być grad goli i poprawa bilansu bramkowego. Miała być kontynuowana seria meczów bez straconej bramki, a liczba minut, podczas których Śląsk nie stracił gola na Oporowskiej miała zostać powiększona o kolejne 90.
Wrocławscy kibice, którzy gorąco dopingowali piłkarzy Śląska (pomagał w tym specjalny system nagłaśniający) mogli być w miarę zadowoleni do 62 minuty meczu. Wtedy to wrocławianie stracili prowadzenie uzyskane w 43 minucie prze debiutującego przed wrocławską publicznością Patryka Klofika. Z lewej strony w pole karne dośrodkował Trela, a naciskany przez rywala Marek Gancarczyk tak niefortunnie próbował wybić piłkę, że skierował ją do siatki.
W pamięci kibiców z pewnością na długo pozostanie zachowanie Uwakwe, który schodząc do szatni po ukaraniu czerwoną kartką postanowił zaprezentować szerokiej publiczności miejsce, w którym plecy tracą swą szlachetną nazwę. W meczu z GKS-em można było przyjrzeć się środkowemu palcowi pewnego czarnoskórego zawodnika, tym razem inny zdjął spodenki. Strach pomyśleć, co może się stać podczas kolejnego spotkania na Oporowskiej.


 

Mający problemy z zebraniem meczowej osiemnastki (6 juniorów i młodzieżowców na ławce rezerwowych) zespół Stali przyjechał do Wrocławia z nastawieniem na grę defensywną i szukając szczęścia w kontratakach. Trener Albin Mikulski miał szczególne problemy z linią defensywną, w wyjściowym składzie pojawiło się tylko dwóch nominalnych obrońców. - Przyjąłem grę tylko destrukcyjną i wychodzenie z kontratakami, bo tylko taki sposób mógł przynieść jakiś skutek – stwierdził na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec Stali. Niestety piłkarze Śląska przez większą część meczu sprawiali wrażenie jakby nie mieli koncepcji na rozmontowanie defensywy rywali. A czy można było się spodziewać po Stali czegoś innego, niż właśnie takiej taktyki?

Trener Tarasiewicz zdecydował się na grę tylko jednym wysuniętym napastnikiem (Ulatowski), którego ze środka wspierać miał Klofik, a ze skrzydeł zaś Janusz Gancarczyk i Ostrowski (po raz pierwszy na boisku w tym sezonie). Trochę dziwił brak w wyjściowym składzie Szewczuka, który z dobrej strony pokazał się w wyjazdowych meczach w Pruszkowie i Łomży. Na ławce rezerwowych usiadł natomiast Imeh. Grając piątką pomocników wrocławianie jeszcze bardziej zagęścili środek pola, co spowodowało, że o rozegranie składnej akcji środkiem było niezwykle trudno. Być może lepszym rozwiązaniem byłaby gra dwójką napastników?

Być może losy meczu potoczyłyby się inaczej gdyby w 4 minucie po dośrodkowaniu Ćapa precyzyjniej uderzył głową Ostrowski i piłki nie zdołał trącić Wietecha. Wrocławianie zgodnie z oczekiwaniami ruszyli do ataków, jednak brakowało im szczęścia i precyzji. W 14 minucie na zaskakujący strzał z dystansu zdecydował się Salami, a Janukiewicz odprowadził tylko piłkę wzrokiem, która na szczęście dla wrocławian poszybowała obok słupka. Kilka minut później zaspała wrocławska defensywa, Iwanicki dośrodkował do Kęski, a ten z 8 metrów huknął z woleja, wrocławski golkiper był jednak na posterunku. Były to jedne z nielicznych prób ataków gości, tymczasem piłkarze Śląska bliscy byli objęcia prowadzenia w 31 minucie. Ostrowski dośrodkował na długi słupek, a tam z powietrza próbował sięgnąć piłkę Rosiński, zabrakło mu centymetrów. Kibice przed przerwą doczekali się jednak upragnionej bramki. Znów zacentrował Ostrowski, Klofik uderzył z 6 metrów głową i po paru sekundach w chwili radości zdjął z szyi aparat jednemu fotoreporterów i zrobił mu pamiątkowe zdjęcie. Dzięki bramce „do szatni” atmosfera podczas przerwy z pewnością wśród wrocławskich piłkarzy była spokojniejsza. Choć wydawało się, że gra WKS-u to bicie głową w mur, udało się jednak zmusić Wietechę do kapitulacji i takiej zaliczki nie powinno się zmarnować w kolejnych 45 minutach.

Druga część spotkania podobnie jak pierwsza rozpoczęła się od bramkowej okazji dla Śląska. Lewą stroną pod pole karne rywali zapędził się Ćap, który dograł piłkę wprost na głowę Ulatowskiego, ten jednak z 5 metrów trafił w nogi Wietechy. Wydawało się jednak, że kolejna bramka potwierdzająca wyższość wrocławian jest tylko kwestią czasu. W 62 minucie jednak za sprawą Marka Gancarczyka Stal wyrównała i na murawie pojawiło się dużo nerwowości. Wrocławianie z pasją rzucili się do ataków, zaś rywale zadowoleni z rezultatu starali się kraść cenne sekundy. W 67 minucie bliski szczęścia był Imeh, który kilkadziesiąt sekund wcześniej pojawił się na murawie. Piłka po strzale głową, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, trafiła jednak w stojącego na linii bramkowej obrońcę. Sekundy płynęły, a wrocławianie nie mogli po raz drugi zmusić Wietechy do kapitulacji – na bramkę uderzali Sztylka, Marek Gancarczyk (z 8 metrów zablokowany przez Maciorowskiego), Ulatowski. W 87 minucie czerwoną kartkę ukarany został Uwakwe i wrocławianie ostatnim zrywem rzucili się do ataku, próbując przechylić szalę zwycięstwa na swoja korzyść w doliczonym czasie gry (6 minut). Najpierw przed szansą stanął Klofik, który został jednak zablokowany w polu karnym, bliski szczęścia był także Pokorny który uderzał głową po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Ćapa, a po chwili arbiter zakończył mecz.




Śląsk Wrocław – Stal Stalowa Wola 1:1 (1:0)


Bramki: Klofik 43’ – M. Gancarczyk 62’ (sam.)





Śląsk Wrocław: Janukiewicz - Wołczek, Wójcik, Pokorny, Cap - Ostrowski (Imeh 67'), Sztylka, Rosiński (Dudek 58'), J. Gancarczyk (M. Gancarczyk 46') – Klofik - Ulatowski.





Stal Stalowa Wola: Wietecha - Krawiec, Lebioda, Maciorowski, Trela - Kęska (Stręciwilk 72' (Gilar 88')), Nakoulme, Uwakwe, Gęśla (Pałkus 55'), Iwanicki - Salami





Żółte kartki: Ulatowski, Wołczek – Krawiec, Salami, Nakoulme, Maciorowski.


Czerwona kartka: Uwakwe (87’ za niesportowe zachowanie).


Sędzia: Sebastian Jarzębak (Bytom).


Widzów: 3500.

źródło: własne

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.