Stadion jest Wasz!

Emocje po futbolowej premierze nowego stadionu powoli opadają, zbliża się następna kolejka ligowa, Śląsk nadal pięknie prezentuje się na pozycji lidera Ekstraklasy… możliwe, że nawet na Maślicach opadł już kurz po wizycie czterdziestu tysięcy osób. W weekend zapytaliśmy na naszym koncie na Facebooku (gdzie, nieskromnie przyznamy, lubi nas już prawie cztery razy więcej osób niż ostatnio chodzi na mecze GKS Bełchatów!) o wrażenia z wizyty i dostaliśmy prawie sześćdziesiąt odpowiedzi z których wybraliśmy najciekawsze i tak oto powstał tekst, Wasz tekst. Przecież my, w nawale meczowej pracy, nie mogliśmy samemu wszystkiego na stadionie dotknąć, spróbować i poczuć, prawda?


 

Zanim jednak kibic mecz obejrzy, musi się na stadion dostać. Z tego względu na początku spoglądamy na transport. Wiemy, że niektórzy zdecydowali się na parking stadionowy, inni auta parkowali na pobliskich osiedlach i uliczkach, a widziano nawet naprędce i na dziko okupowany błotny parking, który kibice sami zorganizowali zaraz przy zjeździe z obwodnicy autostradowej Wrocławia. Jak było jednak w tramwajach i autobusach? „Z komunikacją nie było aż tak tragicznie jak się spodziewałem, a wracałem zbiorkomem i zupełnie nie rozumiem, dlaczego o tej porze autobusy i tramwaje specjalne kursowały tylko do Rynku, ale to opowieść na całą książkę zapewne” – podzielił się przeżyciami Adek, z kolei Łukasz, który specjalnie na mecz przyjechał z Niemiec dodaje - „Od tylu lat co chodzę na Śląsk nie miałem takiej sytuacji że wchodziłem na gwizdek sędziego.” Marcin określa sytuację bardziej dosłownie i jedną z dróg na stadion nazywa… „wąskim gardłem.”

Po dotarciu na stadion trzeba na niego wejść i tu nie brakowało problemów. Michał napisał, że wydrukowano mu bilet na miejsce, które nie istniało, ale i tak nie zaliczył on takiej przygody jak Tomek„Wpuszczono mnie innym wejściem, przedarto bilet po czym powiedziano że to nie tu... i proszono o wyjście. Oczywiście wyjście z przedartym kodem paskowym równa się brak ponownego wejścia. Jeszcze raz dzięki Pani w kamizelce SMG która była jedyną kompetentną osobą z obsługi...” Jak widać nie obyło się bez problemów i to całkiem skomplikowanych, choć większość twierdzi, że już kołowroty funkcjonowały dosyć sprawnie.

Wejście i od razu do swojego miejsca – wejście na trybunę zwykle kończyło się zachwytem, a w wypadku niektórych nawet łzami w oczach. Zdecydowana większość wciąż nie wierzyła w to co się stało. „Z każdego sektora widok na murawę jest na dychę!” – z zadowoleniem stwierdza Łukasz, choć Kamil dodał, że na sektorze B z dachu zwisał kabel i przeszkadzał części kibiców. Niestety, spora część osób wspomina również o kiepskiej widoczności na telebimach, zwłaszcza czasu meczu, który faktycznie dostrzec mogli tylko ci, co ze wzrokiem nie mają większych problemów. Marcin dodał, że jest „mało miejsca na flagi i transparenty”, lecz taką też specyfikę mają trybuny stadionu, prawda?

Rozsiadłszy się w foteliku, od emocji na boisku i trybunach można było zgłodnieć, to zrozumiałe, zwłaszcza, że wielu kibiców raczej na mecz podróżowało prosto po piątkowym dniu spędzonym w pracy. Stoiska były otwarte, owszem, ale… „jakby ktoś chciał coś przekąsić przed lub w przerwie meczu to jest to jakaś masakra. Ceny ostro zawyżone, wybór żaden: Cola 0,5l za 7zł, a głupi MAŁY hot-dog 9zł.. Oczywiście na mecz nie przychodzi sie jeść, ale jak już najdzie ochota to nawet nie ma co stać pół godziny w kolejce i w dodatku ostro przepłacać” – narzekał Daniel. Kolejna kontrowersja dotyczyła tego, że kibice w trakcie meczu się ruszali, co było problemem dla Pawła „ludzie stali na schodach i zasłaniali (…) łażą w tę i we w tę po hot-dogi i hamburgery.”

Dochodzimy wreszcie do meczu – Klaudia pisała, że inni kibice czepiali się, że niektórzy stoją i śpiewają, co wcale nie dziwi, przynajmniej nas. Stadion, jak i obecni na nim fani, muszą się wzajemnie poznać, znaleźć swoje miejsce, brzydko mówiąc – przeżreć. To minie jak wszyscy się poznamy, znajdziemy swoje miejsce, kibiców takich jak my. Skaczących lub… siedzących. To norma na światowych stadionach. Inna sprawa, że wielu kibiców polecało atmosferę tym, którzy chcą przychodzić z rodzinami, a atmosfera wyraźnie temu sprzyjała. Oby tak jak pisze Łukasz - „Obok mnie była babcia z dziadkiem, para około 70tki. Oszalikowani skakali jak na swoim weselu!” - było na każdym meczu.

Wrażenia wszystkich jednak niezmiernie pozytywne i to cieszy, zwłaszcza, że skala sukcesu zaskoczyła nawet klub, przypominając kolejki. Wszyscy zastanawiamy się ilu kibiców wróci po meczu z Wisłą, po zimie… Tymczasem żyjemy świeżymi wspomnieniami z inauguracji, widać to choćby u Łukasza„mecz, wynik, korki, powrót do domu. Jakie to ma znaczenie?! Stało się coś naprawdę wielkiego i zrobiliśmy wszyscy bez wyjątku wielki krok w budowie WIELKIEGO ŚLĄSKA WROCŁAW. Bądźmy z tego dumni!” Wojtkowi również nie zabrakło emocji – „Duch rywalizacji i piękno tego sportu w tak wspaniałym mieście, jakim jest nasz Wrocław oczywiście zwyciężyły!”

Dziękujemy za Wasze głosy. Oby takich pozytywnych wrażeń nie zabrakło po kolejnych wizytach, a operator stadionu i sam klub wyciągnęli wnioski z błędów i problemów inauguracji, ponieważ Śląsk i jego kibice… cóż, po prostu zasłużyli na to, by z nowego stadionu wychodzić z szerokim uśmiechem zadowolenia!

źródło: Facebook

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.