Stanislav Levy: Musimy jeszcze sprowadzić 2 do 3 graczy
Zachęcamy do przeczytania wywiadu ze Stanislavem Levym, który opowiada nam m.in o: zgrupowaniu w Turcji, sparingpartnerach, nowych zawodnikach, odejściu Mateusza Cetnarskiego, postawie młodych piłkarzy oraz meczu z Lechem Poznań. Jak Pan oceni zgrupowanie w Turcji?
Stanislav Levy: Chcę podkreślić, że podejście zawodników było bardzo dobre. Treningi nie były łatwe, ale cała drużyna spisała się świetnie. Z drugiej strony boisko treningowe na drugim obozie nie było tak dobre, jak na pierwszym. W hotelu wszystko było w porządku, tylko warunki do trenowania nie były takie, jak oczekiwaliśmy.
Ale prócz tego mieliśmy 4 sparingi, w których przeciwnicy byli bardzo wymagający, szczególnie ostatni dwaj. Nie byli to może sparingpartnerzy atrakcyjni z nazwy, ale drużyny grające bardzo agresywnie. Po dzisiejszym meczu powiem, że Ukraińcy moim zdaniem w ekstraklasie walczyliby o pierwszą trójkę. W przerwie zmienili cały skład, ale nie było widać, która jedenastka jest pierwsza. Dlatego też pozytywnie oceniam wygraną nad nimi.
Czy jesienne zamieszanie ze zmianą właściciela klubu wpłynęło na to, że nie udało się zakontraktować lepszych zespołów na sparingi?
Kiedy ja organizowałem wcześniej mojej drużynie obozy sam, na pewno wszystko miałem załatwione wcześniej. Sam nawet szukałem przeciwników. Teraz pozwoliliśmy wszystko załatwić agencji. Organizacja była na dobrym poziomie, ale można było zrobić więcej. Podczas naszego drugiego zgrupowania były tutaj drużyny z 2. Bundesligi, z ligi austriackiej. Ja zawsze preferowałem różnorodnych rywali, prezentujących inne style. Chciałbym grać z Niemcami, Austriakami, ewentualnie Duńczykami. Tymczasem dostaliśmy wszystko z bloku wschodniego. Są to jednak ekipy, które mają na obozach 30 lub więcej zawodników, z których każdy walczy o miejsce w składzie. Nie są zwykłe sparingi, wyglądają, jak mecze o punkty.
W Turcji było lepiej niż na Cyprze, gdzie przygotowywaliście się do ubiegłego roku?
Boiska na pewno były lepsze. Na pierwszym obozie mieliśmy idealne warunki. Na drugim murawa na treningach nie była na dobrym poziomie, ale 4 mecze sparingowy rozegraliśmy na świetnych płytach. To nie przypadek, że coraz więcej drużyn preferuje wyjazd tu, a nie na Cypr.
Czy nowi zawodnicy w Śląsku okażą się wzmocnieniami?
Przede wszystkim tacy piłkarze jak Adamec, Gawisz, Hateley, Zieliński, Flavio Paixão wzmocnili nam konkurencję. Głównie w defensywie. Nie znaczy to też, że nasza aktywność w tym okienku transferowym ma się ku końcowi. Moim zdaniem musimy jeszcze sprowadzić 2 do 3 graczy. Musimy.
Jesteście bliscy sprowadzenia kogoś?
Miałem już kilku piłkarzy na testach, ale nie byliby oni wzmocnieniem tej drużyny. Dlatego z nich zrezygnowaliśmy. Musimy patrzyć na to, jakie mamy warunki, jakie możliwości. Możemy sprowadzać jedynie graczy, którzy są do wzięcia za darmo, którzy pasują do naszych finansowych możliwości. Poza tym moje wymaganie jest takie, że to musi być ktoś, kto trenował z drużyną.
Widzieliśmy bowiem zawodników, którzy ostatni mecz rozegrali w październiku, potem trenowali indywidualnie. My nie mamy po prostu teraz czasu, aby przez 3-4 tygodnie takiego delikwenta przygotować, by był wzmocnieniem. Nie jest łatwe znaleźć futbolistów pasujących nam umiejętnościami, warunkami, jakością. Jeśli nie będziemy na 100 procent pewni, że oni wzmocnią ten zespół, lepiej zrezygnujmy z nich.
Pozbywa się Pan Mateusza Cetnarskiego lekką ręką?
Mateusz odkąd tu przyszedł, mnie tu jeszcze nie było, miał na swojej pozycji Sebastiana Milę. To była dla niego duża konkurencja. Trudno było przebić się do pierwszej jedenastki kosztem kapitana. Ceti na pewno ma swoje umiejętności, jest dobrym graczem, ale jest zbyt podobny piłkarsko do Sebastiana. Mila z kolei ma więcej doświadczenia. Gdybyśmy szukali kogoś na tę pozycję, byłby to zawodnik o innej charakterystyce. Myślę tu o szybkości, zwrotności. Mieliśmy po prostu dwóch bliźniaczych piłkarzy w środku pola, potrafiących grać piłką. Kiedy chcieliśmy zmienić rytm gry, potrzebowaliśmy innego wykonawcy. Mateusz nie widział możliwości, żeby się przebić, a że chce jeszcze grać, odszedł.
Nie mogę nie zapytać o wrocławską młodzież, bo sporo jej Pan zabrał do Turcji. Czy któryś z tych chłopaków rokuje nadzieje?
Mówiłem o tym po meczu z Sankt Pauli, a i z Gaz Metanem. To byli wymagający przeciwnicy, na wysokim poziomie. Okazało się, że tych młodych zawodników czeka jeszcze sporo pracy. Chodzi o szybkie operowanie piłką, błyskawiczne podejmowanie decyzji. Ta młodzież, czy mówimy o Adamcu, Misiku, Ulicznym czy Dankowskim, chce nad sobą pracować. To jest dla mnie najważniejsze. Jeśli pokażą, że zrobili postęp, zasłużą na dostanie szansy.
Myśli trener już o meczu w Poznaniu?
To jasne, że całe nasze przygotowania, te 6 tygodni robione jest z myślą nie tylko o potyczce z Lechem, ale o najbliższych 9 spotkaniach. Musimy odrobić w nich stratę 5 punktów. To oznacza, że musimy odnieść 2 zwycięstwa więcej niż Jagiellonia Białystok czy inne drużyny, które są przed nami. To nie będzie łatwe. Po tych 2 obozach i tych sparingach mam duży optymizm.
Czy to dobrze, że zaczynamy akurat od wyjazdu na trudny teren?
To kwestia terminarza. Nie możemy sobie po prostu wybierać, czy zaczniemy od spotkania u siebie czy na obcym terenie. To się może łatwo mówi, ale trzeba patrzeć na najbliższy mecz. Nie na to, co będzie za 3-4 tygodnie. I każde spotkanie musimy rozgrywać tak, jak by to był finał. Nie mamy spraw w naszych rękach, a jesteśmy zależni od tego, jak będą grać nasi rywale. Jednakże musimy mieć czyste sumienie, że zrobiliśmy w tych pojedynkach wszystko, aby zakwalifikowac się do ósemki. Nie czeka nas nic łatwego.