Statystyki nie kłamią: Śląsk Wrocław - jesień 2020
fot.: Paweł Kot
Zimujący tuż za podium tabeli Śląsk to widok nieczęsty, ale biorąc pod uwagę wiele składowych trwającego sezonu, nieprzypadkowy. Podsumowujemy rundę wrocławian pod kątem statystycznym.
4. miejsce wypracowane przez drużynę Vitezslava Lavicki to najlepsze miejsce po 14 kolejkach od zakończonego awansem do europejskich pucharów sezonu 2014/2015 (porównywaliśmy obecną sytuację z poprzednimi latami TUTAJ). Śląsk wygrał połowę dotychczasowych spotkań – więcej kompletów punktów na swoich kontach zapisały tylko plasujące się przed nim Pogoń, Raków i Legia.
Szczególną siłą Śląska w tym sezonie, ale i przez cały 2020 rok były mecze rozgrywane na własnym stadionie. Zielono-biało-czerwonym nie przeszkadzało granie bez publiczności, poszarpany terminarz, ani nawet przyjazdy zespołów czujących się szczególnie dobrze w roli gościa. Wrocławianie zimują jako jedna z trzech niepokonanych drużyn przed domowymi trybunami, obok Zagłębia i Rakowa, a w ciągu ostatnich 12 miesięcy sposób na nich znalazł tylko jeden ligowy rywal (pisaliśmy więcej o tym TUTAJ).
Wrocławianie jesienią wypracowali zaskakującą umiejętność skutecznego grania przed przerwą. Śląsk tylko w 2 z 14 dotychczasowych meczów tego sezonu tracił gole w pierwszych 45 minutach (w 2. serii gier 3:1 przy Reymonta i kolejkę później 3:3 z Lechem), często jednak nie potrafił korzystać z tego kapitału w dalszej części meczu. Przy Łazienkowskiej stracił przecież pierwszą bramkę już sekundy po rozpoczęciu drugiej połowy, a niedługo później z Cracovią czy Lechią, co sprawiało, że plany nakreślone przez trenera Lavickę w szatni, szybko traciły rację bytu.
Wysoka lokata Śląska na koniec jesiennego grania zwraca uwagę tym bardziej, że jeszcze przed 14. kolejką niższe średnie posiadanie w całej lidze miała tylko Warta Poznań. Wygrana z Zielonymi (2:1) okraszona została dłuższym utrzymywaniem się przy piłce od rywala, jednak taka sytuacja w ostatnich miesiącach była niezwykle rzadka. Ofensywni piłkarze wrocławian pozwalali sobie nawet na medialne wypowiedzi, w których zwracali na niedogodności wynikające z takiego stylu gry. Śląsk jesienią często grał zachowawczo, cofał się po zdobytej bramce, a mecze wrocławian częściej niż w jego sytuacje bramkowe obfitowały w zupełnie niepotrzebne nerwy.