Stawić czoła liderowi (ZAPOWIEDŹ)
fot.: Paweł Lipnicki
W ramach 12. kolejki ekstraklasy Śląsk podejmie na własnym boisku lidera i obecną rewelację rozgrywek Raków Częstochowa. Drużyna Marka Papszuna wydaje się nie do zatrzymania w tym sezonie, czego dowodem jest tylko jedna ligowa porażka. W sobotni wieczór zawitają jednak do Twierdzy Wrocław, w której nikomu łatwo nie przychodzi zdobywanie punktów.
Mimo zwycięstwa w meczu z Podbeskidziem wrocławscy kibice wciąż mogą mieć obawy patrząc na grę swojej drużyny. Prawda jest taka, że gdyby zamiast drużyny z Bielska tego dnia do Wrocławia przyjechał odrobinę skuteczniejszy zespół, Śląsk mógłby nie ugrać nawet remisu. Szczęściem zawodników trenera Lavicki były kłopoty rywala w defensywie i rażąca nieskuteczność pod bramką Putnockiego. Był to kolejny mecz w wykonaniu WKS-u, który nie zachwycił nikogo i nie napawa optymizmem na przyszłość. Szczególnie przed meczem z tak silnym rywalem, jak Raków.
Jeżeli na siłę mielibyśmy coś wyróżnić w ostatnim meczu to zachowane czyste konto w dość eksperymentalnym zestawieniu środka obrony w postaci duetu Tamas – Celeban. Do pełni sił wrócił już Israel Puerto, więc można się go spodziewać w podstawowym składzie. Lecz pytanie, czy warto ruszać polsko-węgierską parę biorąc pod uwagę mało przekonującą formę Hiszpana. Znając przyzwyczajenie do nazwisk czeskiego szkoleniowca, wybór powinien być oczywisty.
Raków od momentu awansu do ekstraklasy zawsze sprawiał problemy wrocławianom. Nawet będący pod formą zespół z Częstochowy potrafił wygrać u siebie, jak to było w październiku zeszłego roku, a i na stadionie we Wrocławiu udało im się wyszarpać remis. Problemy jednak z zeszłorocznym beniaminkiem ma nie tylko Śląsk, ale cała liga. Zdecydowanie Raków można nazwać najbardziej niewygodnym przeciwników i choć w zeszłym sezonie brakowało stabilizacji formy tak teraz widać, że sztab szkoleniowy odrobił zadanie domowe.
- Mają konkretny, ustalony styl gry. Walczyli do ostatniej chwili o górną ósemkę w tamtym sezonie. Trener Rakowa ma swoją wizję i doświadczenie. Ten zespół dąży do celu i konsekwentnie realizuje swoje cele. Wyzwanie dla nas w Śląsku, abyśmy zrobili dobry wynik w sobotę przeciwko tak grającej drużynie – mówił na konferencji przedmeczowej trener Lavicka.
Największą uwagę w zespole sobotniego rywala Śląska należy skupić na Ivim Lopezie. Hiszpan trafił do Rakowa na zasadzie wolnego transferu z Levante i trzeba przyznać, że trudno znaleźć bardziej imponujące CV w ekstraklasie. Lopez ma na koncie 41 występów w La Liga oraz 63 występy w La Liga 2, w których łącznie zdobył 22 bramki i 11 asyst. Napastnik ten na pewno ma papiery, by stać się najlepszym zawodnikiem ligi. Dosyć szybko zrozumiał wymagający system trenera Papszuna i już po 8 meczach ma na koncie 5 bramek a do tego trafienie w Pucharze Polski. Mimo kontraktu aż do 2024 roku Lopez ma na celu wypromowanie się w Polsce do mocniejszej ligi, a z taką formą nie będzie trudno o zainteresowanie klubów z poważniejszych rozgrywek.
Mecz na własnym stadionie to dla Śląska zawsze pewien handicap jednak do Wrocławia przyjeżdża nie byle kto. Raków przyjeżdża po swoim najgorszym meczu w tym sezonie i na pewno będzie chciał zatrzeć złe wrażenie dobrym występem na Stadionie Miejskim. Na papierze faworytem są goście jednak gospodarze długo czekają na przebudzenie i kto wie może to będzie właśnie ten wieczór. Na to liczą wszyscy kibice WKS-u i w napięciu wyczekują na pierwszy gwizdek w tym meczu.