Szpakowski już strzela dla Korony
fot.: Mateusz Porzucek
Utalentowany nastolatek na początku roku był bohaterem głośnego transferu ze Śląska, a dziś systematycznie zbiera kolejne minuty na zapleczu ekstraklasy. Marcin Szpakowski zdobył już nawet pierwszą bramkę po transferze do Kielc.
Odejście Marcina Szpakowskiego ze Śląska w pierwszych tygodniach ligowej wiosny odbiło się szerokim echem. 19-letni pomocnik w rundzie jesiennej trwającego sezonu był podstawowym piłkarzem drugoligowych rezerw zielono-biało-czerwonych, a w rywalizacji na stadionie Lecha II Poznań (1:2) zdobył nawet honorową bramkę dla swojego zespołu. Rozwój Szpakowskiego zaczął dostrzegać trener Vitezslav Lavicka, który dwukrotnie wpuszczał go z ławki w meczach ekstraklasy, a nastoletni zawodnik nawet w trakcie krótkiego występu potrafił dać próbkę swoich umiejętności.
Niespodziewane rozstanie
Gdy kariera wychowanka UKP Zielona Góra we Wrocławiu zdawała się rozpędzać, kością niezgody stała się jednak kwestia jego wygasającego z końcem czerwca kontraktu. Do porozumienia ze Śląskiem nie doszło, Szpakowski podpisał obowiązującą od nowego sezonu umowę z pierwszoligową Koroną Kielce, a po kilku tygodniach negocjacji obu klubów uzgodniono, że transfer zostanie sfinalizowany już zimą. Niemałą rolę w rozmowach odegrał Maciej Gil, dziś już były szef skautingu złocisto-krwistych, który w przeszłości pracował właśnie w Śląsku.
- Pierwsze tygodnie w Kielcach były pracowite, poznawałem kolegów, żeby jak najlepiej wkomponować się w drużynę. Trener zdecydował, że pierwsze mecze będę rozgrywał w rezerwach, bo nie przepracowałem okresu przygotowawczego z nową ekipą. Można się było tego spodziewać, więc musiałem pokazywać się z jak najlepszej strony w drugim zespole
- mówi nam Marcin Szpakowski.
Przyspieszenie kariery 19-letniego pomocnika w Koronie przyniosły ostatnie dwa tygodnie. Szpakowski w przedostatniej kolejce kwietnia zadebiutował w pierwszym zespole pierwszoligowca wchodząc z ławki w drugiej połowie przegranego 1:2 meczu z ŁKS. Dwa kolejne spotkania rozpoczynał już w podstawowym składzie, a kilka dni temu zdobył pierwszą bramkę na zapleczu ekstraklasy. Szpakowski pojawił się na murawie w przerwie zaległego spotkania z Bruk-Betem w Niecieczy, a w ostatnim kwadransie wpisał się na listę strzelców nieznacznie niwelując rozmiary kompromitującej porażki 2:6 z liderem I ligi.
Efekt nowej miotły
Większa liczba szans dla nastoletniego pomocnika zbiegła się w czasie z objęciem Korony przez trenera Dominika Nowaka.
- U każdego szkoleniowca trzeba starać się na każdym treningu i dawać jakość. Kilka kolejek temu po zmianie na ławce zacząłem dostawać swoje szanse, pracuję, by wykorzystywać swój czas na boisku do maksimum
- dyplomatycznie komentuje w rozmowie z nami były zawodnik Śląska Wrocław.
Szpakowski decyzję o transferze argumentował większym prawdopodobieństwem gry dla pierwszoligowej Korony niż w pierwszym zespole ekstraklasowych zielono-biało-czerwonych. Ostatnie dni pokazują, że warto było czekać na szansę po niełatwym początku w klubie ze stolicy województwa świętokrzyskiego, a kolejne miesiące zapowiadają się dla niego nie mniej interesująco. Korona w tym sezonie co prawda nie liczy się w walce o awans do ekstraklasy, zimą podpisał jednak kontrakt obowiązujący do końca czerwca 2024 roku.