Sztuczny problem?

Historia meczów z Arką, zwłaszcza w ostatniej dekadzie, jest bogata, kontrowersyjna i elektryzująca kibiców. Sobotnie spotkanie rozegrane na sztucznej murawie narodowego stadionu rugby w Gdyni dopisze do tej książki kolejny rozdział. Komu milej będzie go przeczytać po jutrzejszym pojedynku?


 

Śląsk nie może w ostatnich tygodniach narzekać. Konkretnie – w ostatnich siedmiu kolejkach ekipa Oresta Lenczyka pokazała, że pierwsza część sezonu to był zły koszmar z którego skutecznie zespół obudzono. Szkoda, że za pomocą zmiany szkoleniowca, ale czasem tylko te najtrudniejsze decyzje są skuteczne.

Kibice wrocławskiego klubu są w doskonałych humorach i mają porządne do tego podstawy. Jednak mina Oresta Lenczyka po meczu z Ruchem Chorzów wcale radości nie wyrażała – doświadczony trener wie, że na samych stałych fragmentach gry Śląsk nie zajedzie tak daleko jakby chciał. Brakuje płynności w grze, skuteczności w konstruowanych akcjach. Problemem na pewno nie jest potencjał piłkarzy, którymi dysponuje Lenczyk – takiego Piotra Celebana w składzie widziałaby pewnie większość trenerów drużyn Ekstraklasy.

Orest Lenczyk ma ten komfort, że mógł przed wyprawą (pociągiem!) do Gdyni wymienić dwóch zawodników bez większej utraty jakości – Gancarczyka i Ulatowskiego zastąpił duet Szewczuk – Pawelec. Na tak szeroką kadrę nie może ‘narzekać’ Dariusz Pasieka, trener sobotniego rywala Śląska Wrocław. On nie może skorzystać z filaru obrony, Macieja Szmatiuka, Denisa Glaviny i Filipa Burkhardta, a przed większymi tarapatami uratowało go anulowanie żółtej kartki Marciano Brumie co oznacza, że Holender może zagrać ze Śląskiem. Czy wszyscy wiedzą, że jest on starszym bratem Jeffrey’a, który obecnie jest zmiennikiem Johna Terry’ego w Chelsea?

Mniejsza o to – bronią Arki jest jej stadion. Od ponad roku zespół Pasieki nie jest w stanie zdobyć gola na wyjeździe, ale gra w Gdyni gwarantuje pewien spokój kibicom tego zespołu. Tylko Polonia Warszawa i Widzew Łódź były w stanie urwać jeden punkt na sztucznej murawie, a poległy choćby Jagiellonia Białystok i Korona Kielce. Czy nie jest to jednak problem sztuczny, wykreowany przez media, a sztuczna murawa tylko podświadomie wpływa na przyjezdnych?

Trzeba przyznać, że Dariusz Pasieka jest jednym z niewielu trenerów w Ekstraklasie, którzy potrafią zbudować za małe pieniądze drużynę naprawdę solidną, a z przeciętnych piłkarzy zrobić ligowców zdolnych do rywalizacji z najlepszymi. Przekonał się o tym choćby Maciej Skorża, którego Legia pokonała ostatnio Arkę, ale głównie przy pomocy japońskiego sędziego i wpadek Norberta Witkowskiego w bramce gdynian.

Kogo należy się obawiać? Joseph Mawaye wreszcie rozpoczął wymazywanie z pamięci kibiców Arki imienia i nazwiska Joela Tshibamby, który odszedł w lecie do Lecha Poznań. Z kolei Marcin Budziński może i jest nieskuteczny, ale trudno znaleźć równie walecznego i zdyscyplinowanego taktycznie pomocnika w Ekstraklasie w jego wieku.

Jak jednak wykonuje się stałe fragmenty gry na sztucznej murawie? Zawodnicy Śląska mieli cały tydzień by się o tym przekonać, a dzisiaj także dostali szansę poodbijać piłkę o tą sztuczną murawę. Legendarną sztuczną murawę. Tę, której boją się wszyscy piłkarze w Ekstraklasie. Wszyscy, oprócz tych Arki Gdynia. Oby po sobotnim meczu zawodnicy Śląska nie musieli ratować się sztucznym uśmiechem…

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.