Tak zagramy z Wisłą Płock?
fot.: Mateusz Porzucek
Nie opadł jeszcze cały kurz po wstydliwej porażce Śląska w Gdyni, a już przygotowujemy się do kolejnego starcia. Tym razem formę zielono-biało-czerwonych sprawdzi Wisła Płock (RELACJA NA ŻYWO). Niemal pewne jest, że zobaczymy inną jedenastkę. Jaką ja bym desygnował? Zobaczcie poniżej, a TUTAJ możecie ściągnąć grafikę, uzupełnić ją "swoim" składem i opublikować w komentarzach poniżej, na naszym profilu na Facebooku lub na Twitterze.
Ideą tego cyklu jest pokazanie, jaki skład na mecz wybrałby autor tekstu. Nie jest to zgadywanie, jaki skład na mecz wytypuje trener Lavicka.
Jakie zestawienie personalne na Wisłę Płock?
Spotkanie w Gdyni nie pozostawiło złudzeń. Potrzebne są zmiany, potrzebny jest impuls, który zapewni grę w grupie walczącej o mistrzostwo Polski. Trzy korekty w wyjściowym składzie to niezbędne minimum. I tyle też zmian zaproponuję ja.
Bramkarz: Matus Putnocky. Najlepszy w Gdyni. Gdyby nie bierność kolegów z pola mógł zostać bohaterem. W doliczonym czasie gry obronił rzut karny, niestety przy dobitce nie miał już najmniejszych szans. Przy bramce Dancha również był bezradny.
Prawa obrona: Kamil Dankowski. Guillermo Cotugno ponownie zgasł w drugiej połowie. Wciąż jest nieprzygotowany fizycznie na rozegranie całego spotkanie. Tym bardziej nie będzie gotowy w Płocku. Jak dziwnie by to nie brzmiało – musi odpocząć. Miejsce na prawej stronie defensywy powinien więc zając Dankowski. Wydaje się być pewniejszym wyborem w grze obronnej. Może to być szczególnie istotne przy stałych fragmentach gry, gdzie Musondzie zdarzało się przysnąć.
Środek obrony: Israel Puerto, Mark Tamas. Wciąż temu duetowi czegoś brakuje. Nie jest to tak pewna para, jak ta w której był Wojciech Golla. Szefem obrony wydaje się być Puerto, ale to jemu przytrafił się kolejny błąd. Tamas musi pracować nad kryciem przy dośrodkowaniach z bocznych stref boiska. Tylko rozregulowany celownik Zawady sprawił, że wrocławianie nie przegrali w Gdyni wyżej.
Lewa obrona: Dino Stiglec. Chorwat wciąż nie zbliżył się do formą, którą imponował jesienią. Nie przytrafiają mu się większe pomyłki. Brakuje jednak aktywności w ofensywie i współpracy z lewym skrzydłowym. Pamiętać należy, że to właśnie Stiglec dośrodkował w pole karne. To jednak było jedyne udane zagranie piłki w szesnastkę.
Defensywni pomocnicy: Krzysztof Mączyński, Jakub Łabojko. I ja i trener jesteśmy niezwykle uparci. Ja kolejny raz w wyjściowym składzie widzę Jakuba Łabojkę. Trener, do którego należy najważniejsze zdanie, uparcie stawia na Żivulicia. I niby nie można się przyczepić do jego gry, nie przydarzają mu się już szkolne błędy. Brakuje jednak czegoś pozytywnego w grze ofensywnej. Pozycja Mączyńskiego nie podlega dyskusji. Mimo, że nie jest w wybitnej formie, daje drużynie pewien spokój i olbrzymie doświadczenie. Potrzebujecie potwierdzenia? Zobaczcie ostatnie dwadzieścia minut w Gdyni.
Prawe skrzydło: Sebastian Bergier. Marković nie, Pich niestety nie. Musonda nie. Jeśli już Śląsk ma grać bez prawego skrzydła to wolę by na boisku przebywał młody Polak. Wychowanek Śląska, dla którego taka szansa może wyjść tylko na korzyść. A przecież musimy myśleć o przyszłym sezonie, w którym status młodzieżowca straci Płacheta. Bergier wciąż nim będzie.
Ofensywny pomocnik: Michał Chrapek. Tradycyjnie już właśnie w tym miejscu mam największy kłopot. Śląsk to zespół, który do sezonu przystąpił bez klasycznego rozgrywającego. I pewnie można tak ustawić drużynę by tren brak zniwelować. Problem jednak polega na tym, że w taktyce trenera Lavicki klasyczna 10 jest wręcz konieczna. Niestety drobny uraz sprawia, że swoich minut może jeszcze nie dostać Gąska. Wciąż do pełni sprawności po ciężkiej kontuzji dochodzi Adrian Łyszczarz. Gra więc Chrapek. Gra bo musi.
Lewe skrzydło: Przemysław Płacheta. Zdecydowanie najszybsze nogi w kadrze. Niestety równie szybka nie jest głowa. Młodzieżowy reprezentant Polski potrafi zrobić ogromny wiatr. Potrafi też wprowadzić ogromny chaos, z którego nic nie wynika. W Gdyni starał się, był aktywny. Zabrakło jednak efektów w postaci liczb. Wymagamy więcej. Więcej od siebie wymaga przede wszystkim Płacheta.
Napastnik: Erik Exposito. Hiszpan wciąż nie może się przełamać. Nie ułatwiają mu tego koledzy. Sporadycznie znajduje się w polu karnym, a kiedy już tam jest, brakuje celnych podań. Kiedy Exposito wygra walkę o piłkę, nie ma partnera, z którym mógłby zbudować akcję ofensywną. Poprawa gry ofensywnej całego zespołu musi się przełożyć na gole napastnika z Półwyspu Iberyjskiego.