Taktyczne podsumowanie rundy (1): Przebieg rundy

Równo rok temu sugerowaliśmy, że ten sezon dla Śląska będzie dużo trudniejszy niż premierowy. Rzeczywistość okazała się brutalna. W poprzednich rozgrywkach wrocławianie mieli jedną rundę bardzo udaną i drugą średnią. Tym razem piłkarze z Oporowskiej zaczęli średnio, ale kończyli źle. Przez następnych kilkanaście dni będziemy się starali odpowiedzieć, dlaczego gra Śląska wyglądała tak, jak wyglądała. Na początek przypomnijmy sobie ewolucję systemu gry wrocławskiej ekipy.


 

Ryszard Tarasiewicz przez całą rundę stosował wariant 4-5-1. Jedyne odstępstwa to końcówki niektórych spotkań oraz kończący sezon towarzyski mecz w Oleśnicy. O tym, w jakich rolach występować będą na boisku poszczególni zawodnicy decydowało w dużej mierze pole manewru, czyli to, którzy gracze w danym momencie byli do dyspozycji trenera Tarasiewicza. W niektórych momentach determinowało to również ustawienie zespołu z Oporowskiej. Wprawdzie wrocławianie zawsze grali czwórką obrońców, piątką środkowych i jednym napastnikiem, tym niemniej w zależności od zasobów kadrowych zestawienie pomocy podlegało wahaniom.

Stosowano dwa warianty:

4-2-3-1 (obrazek poniżej, mecz w Gliwicach)- Dwójka defensywnie usposobionych pomocników w pierwszej kolejności blokuje dostęp do bramki, zaś w sytuacji posiadania piłki jeden z nich podłącza się niekiedy do rozgrywania akcji



4-1-4-1 (obrazek poniżej, mecz w Warszawie)- Bezpośrednio przed defensywnym kwartetem operuje jeden z pomocników (najczęściej w tej roli występuje zwolniony z działań ofensywnych Łukasiewicz). Pozostała czwórka bierze udział w atakach, jednak jeden z pozostałych środkowych (Dudek, Ulatowski, w końcówce rundy także Mila) pełni funkcje łącznikowe między ofensywą i defensywą.



Zadania defensywnych pomocników były kwestią sporną. Początkowo zdania co do tej roli były podzielone. Według niektórych nie włączali się oni do działań ofensywnych, przez co cierpiało rozegranie akcji, zdaniem innych takie wspomaganie ataku miało miejsce. Końcówka sezonu doprowadziła jednak do pogodzenia obu stron tego sporu, zaś cofnięci pomocnicy zaczęli poczynać sobie nieco śmielej przy rozegraniu akcji.

Także i rozegranie piłki przy skrzydłach ewoluowało. Na początku rundy boczni pomocnicy grali maksymalnie szeroko, nieomal przy linii. Z biegiem jednak sezonu prawe skrzydło było przesuwane coraz bliżej środka boiska, co pozwalało na wykorzystanie wejść bocznego obrońcy. Tendencja jednak ta nie miała zbytniego odbicia na drugiej stronie boiska. Dopiero w ostatnich kolejkach i tam między Piotrem Ćwielongiem a linią autową zaczęło się pojawiać więcej miejsca. Optymizmem może nastrajać mecz w Oleśnicy, gdzie wreszcie oba skrzydła radziły sobie w tej materii bardzo dobrze.

Gra Śląska w przekroju rundy ewoluowała jednak bardzo powoli. Po słabym starcie aż się prosiło o szybsze korekty w systemie gry. Te tymczasem nie następowały, a ewentualne zmiany były pochodną absencji poszczególnych zawodników. Sygnałem alarmowym powinny być już porażki z Jagiellonią i Lechią, Śląsk jednak nadal grał dokładnie tę samą piłkę, co doprowadziło klub blisko strefy spadkowej. Na wdrażanie zmian było już wtedy za późno, mimo prób poszukiwania nowych rozwiązań, zawodnikom ciężko było się odzwyczaić od schematów, które ogrywali miesiącami. Siedem punktów zdobytych z trzema ostatnimi zespołami wywindowało wrocławian na przyzwoite miejsce w tabeli. Tym niemniej, jeśli nie nastąpią duże zmiany, za rok ponownie może być nerwowo.


W drugiej części naszego podsumowania przyjrzymy się dokładnie grze wrocławian w ofensywie i defensywie.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.