TAKTYCZNIE: Czy Śląsk powinien wrócić do czwórki obrońców?
fot.: Mateusz Porzucek
Po porażce w Szczecinie na pierwszy plan ponownie wychodzi temat defensywy WKS-u. W całej ekstraklasie tylko 5 drużyn straciło więcej goli od podopiecznych trenera Jacka Magiery, a kolejne mecze pokazują, że nie jest to problem, który da się rozwiązać od ręki. W dzisiejszej odsłonie "taktycznie" zastanowimy się wobec tego, czy Śląsk powinien wrócić do gry z czterema obrońcami?
Odpowiadając lakonicznie, powiedziałbym, że nie. Chcąc grać w sposób zaproponowany przez trenera Magierę, Śląsk sporo straciłby na zmianie ustawienia. Nie oznacza to jednak, że nasze rozważania skończymy jeszcze zanim na dobre się zaczęły, wręcz przeciwnie - argumentacja jest w tej kwestii kluczowa i już na wstępie zaznaczę, że będzie dosyć długa. Dlatego nie przedłużając, zachęcam do zrobienia sobie kawy lub herbaty i przechodzimy do właściwej części tekstu.
USTAWIENIA HYBRYDOWE
Na początek wyciągniemy ciężkie działa z naszej argumentowej artylerii i porozmawiamy o najpopularniejszym zjawisku współczesnej piłki nożnej. Coraz częściej słyszymy od komentatorów i ekspertów o ustawieniu hybrydowym. Brzmi to trochę, jakby miała to być czarna magia taktycznych głów, lecz w gruncie rzeczy nie jest to nic trudnego do zrozumienia. Piłka nożna u samych podstaw jest prostą grą, którą komplikujemy przez dziwne zwroty, nie tłumacząc jednocześnie, co one oznaczają, przez co później poziom dyskusji o tym pięknym sporcie stoi na takim, a nie innym poziomie.
We współczesnej piłce grafiki meczowe, które prezentują wyjściowe jedenastki drużyn, starzeją się szybko jak nigdy wcześniej. Chcąc grać nowocześnie i wzorować się na największych zespołach, trzeba zrozumieć podstawę, jaką jest ustawienie hybrydowe. Wielkiej filozofii w tym nie ma - tak jak silniki w samochodach hybrydowych składają się z silnika spalinowego i elektrycznego, które działają zamiennie w zależności od rozwiniętej prędkości, tak na boisku formacja stosowana przez drużynę płynnie się zmienia, zależnie od stopnia zaawansowania akcji oraz od tego, czy zespół się broni, czy atakuje. Przykład?
Na tapet weźmiemy Liverpool Jurgena Kloppa, który może na tej płaszczyźnie uchodzić za prawdziwy wzór do naśladowania, a jednocześnie jest idealnym obiektem naszych badań. The Reds swoje mecze rozpoczynają najczęściej w systemie 4-3-3, lecz nie należy do tego przywiązywać większej wagi. Poza grafiką meczową tak ustawionych liverpoolczyków w trakcie spotkania raczej ujrzymy. Podopieczni niemieckiego trenera w ofensywie przechodzą w formację 2-3-5, która nie tylko ułatwia konstruowanie akcji, ale także sprawia, że po stracie piłki zawodnicy są w stanie szybko założyć kontrpressing, z którego tak zasłynął ich szkoleniowiec.

Źródło: whufc.pl
W głębszej defensywie z kolei Liverpool przechodzi do klasycznego 4-4-2. Jeden ze skrzydłowych zbiega wówczas do napastnika, tworząc dwuosobową pierwszą linię nacisku, a drugi wkomponowuje się w linię pomocy. Jak widzimy na powyższym przykładzie, ustawienie początkowe nie ma większego pokrycia z tym, jak drużyna wygląda w trakcie meczu. Jest jednak jedna rzecz, którą w przypadku The Reds startowe 4-3-3 ułatwia - fazy przejściowe.
FAZY PRZEJŚCIOWE
Rozważania na ten temat zaczniemy od szybkiego wyjaśnienia sobie, czym są fazy gry. A kto będzie edukował nas lepiej od trenera piłkarskiego?
– Wyróżniamy cztery fazy gry: fazę atakowania, fazę bronienia i dwie fazy przejściowe – z atakowania do bronienia i z bronienia do atakowania. Dynamika gry w piłkę nożną sprawiła, że te dwa momenty – straty i odbioru – okazują się w najważniejsze –
- mówił w TVP Sport były selekcjoner polskiej młodzieżówki Marcin Dorna.
Wydaje mi się, że poszczególnych faz nie musimy sobie tłumaczyć - są one dosyć jasne. Dlaczego jednak fazy przejściowe są we współczesnej piłce najważniejsze? Nie chodzi o nic innego, niż o organizację. Po stracie piłki musimy jak najszybciej wrócić na swoje pozycje i przejść do defensywy, aby przeciwnik nie zdołał nas skontrować. Z kolei odbierając futbolówkę drużynie, która przechodzi z obrony do ataku, sprawiamy, że jej zawodnicy są zazwyczaj porozrzucani po różnych miejscach na boisku, z których znacznie trudniej jest im odbudować ustawienie w defensywie. Regularnie przekonuje się o tym nie kto inny, niż nasz wrocławski Śląsk.

Powyższa grafika przedstawia moment, w którym po złym wybiciu Matusa Putnockiego piłkę przejęła Pogoń. Po zgarnięciu bezpańskiego podania szczecinianie od razu przenieśli ciężar gry do boku, lecz my zwróćmy uwagę na ustawienie zawodników WKS-u. Wahadłowi wyszli wysoko, aby podłączyć się do ofensywy, a środkowi pomocnicy dublują swoją pozycję. Portowcy złapali Śląsk podczas fazy przejściowej, dzięki czemu mogli z łatwością rozegrać akcję, wykorzystując wolne przestrzenie powstałe w wyniku absencji piłkarzy w bocznych strefach. Efektem tej straty był oczywiście drugi gol dla Pogoni
Indywidualne błędy w trakcie fazy przejściowej są jednak czymś co notorycznie przytrafia się wrocławianom. Doskonale pamiętamy mecz w Niecieczy, kiedy to gospodarze dwukrotnie pokarali w ten sposób podopiecznych trenera Magiery. Raz po stracie Wojciecha Golli (który notabene nie był wtedy nawet atakowany przez rywala), a drugi raz w momencie, gdy futbolówkę w środku pola tracił Erik Exposito. Na poniższej grafice widzimy właśnie stratę Hiszpana.

Uwagę znowu zwracamy na ustawienie zawodników Śląska. Trójka środkowych obrońców znajduje się głęboko na połowie przeciwnika, pod polem karnym widzimy grupkę wrocławian, wahadłowi stoją szeroko na linii szesnastego metra - strata w takim momencie jest wręcz proszeniem się o stratę gola.
Skoro ustaliliśmy już, dlaczego fazy przejściowe są tak istotne, zastanówmy się, jaki ma to związek z ustawieniem. Tutaj wróćmy na chwilę do Liverpoolu. Początkowe ustawienie 4-3-3 nijak ma się do tego, co rzeczywiście oglądamy na murawie, lecz jednak ma znaczenie właśnie w fazach przejściowych. Jeśli ustalimy 4-3-3 za punkt wyjściowy, to przejście z tej formacji do pożądanego 2-3-5 w ofensywie oraz 4-4-2 w defensywie jest niezwykle proste. Chcemy atakować? Boczni obrońcy przemieszczają się pod bramkę przeciwnika, a skrzydłowi zagęszczają środek. Musimy się bronić? Jeden ze skrzydłowych zajmuje miejsce obok napastnika, a drugi schodzi do drugiej linii. Cały skomplikowany proces okazuje się mieć niezwykle proste założenia. Wyjściowe ustawienie trzeba dostosować właśnie do faz przejściowych tak, aby były one jak najmniej skomplikowane i odbywały się jak najszybciej. Piękno tkwi w prostocie, czego Liverpool jest najlepszym przykładem.
PRZYPADEK ŚLĄSKA WROCŁAW
Na początku tekstu stwierdziłem, że przejście na system z czwórką obrońców tylko skomplikowałby grę WKS-u. Czas więc tę tezę uargumentować. Na wstępie warto zaznaczyć, że ideą, jaka przyświeca trenerowi Magierze, jest gra ofensywna i atrakcyjna dla oka. Dlatego też w fazie atakowania Śląsk przechodzi w ustawienie 3-2-5, które ma bardzo wiele zalet. Grający wysoko wahadłowi maksymalnie rozciągają defensywę rywala oraz sprawiają, że wrocławianie mogą zaatakować z każdej ze stref. Nad tym rozwodzić się jednak nie będziemy - więcej o strefach i licznych atutach takiej formacji pisaliśmy TUTAJ, a my przejdźmy dalej.
Bazowym systemem Śląska jest 3-4-2-1. Mając na uwadze nasze poprzednie spostrzeżenia (jak najszybsze fazy przejściowe, jak najmniejsze komplikacje), jest to ustawienie najlepiej dostosowane do pomysłu na grę naszego szkoleniowca. Chcąc atakować, jedynymi zawodnikami zmieniającymi swoje pozycje są wahadłowi, którzy podchodzą wyżej, zamieniając się w szeroko ustawionych skrzydłowych.
W defensywie z kolei przechodzimy do 5-4-1, gdzie ruch znowu wykonują wahadłowi, zajmując miejsce po bokach linii obrony, a także dwóch podwieszonych pod napastnikiem zawodników, którzy zamieniają się wówczas w bocznych pomocników. Chcąc atakować w formacji 3-2-5 trudno jest bardziej to wszystko uprościć. Spójrzmy jednak, jak wyglądałaby taka faza przejściowa, gdybyśmy grali czwórką obrońców. Za ustawienie bazowe przyjmiemy popularne 4-2-3-1, w którym widywaliśmy Śląsk jeszcze pod rządami trenera Vitezslava Lavicki. Aby przejść w 3-2-5, zawodnicy WKS-u musieliby spełnić następujące punkty:
- Defensywny pomocnik cofa się między dwóch środkowych obrońców
- Jeden z bocznych obrońców zamienia się w skrzydłowego
- Drugi z bocznych obrońców wchodzi w miejsce defensywnego pomocnika
- Jeden ze skrzydłowych zbiega do środka, zajmując miejsce obok “dziesiątki”
- Drugi ze skrzydłowych ustawia się maksymalnie szeroko
W praktyce wyglądałoby to mniej więcej w ten sposób:
Można spytać - po co aż tak to komplikować? Przecież boczny obrońca niepotrzebnie wymienia się pozycją z defensywnym pomocnikiem, mógłby on po prostu zostać u boku dwóch stoperów. Nic bardziej mylnego, chcąc grać w 3-2-5, potrzebujemy przede wszystkim dobrego wprowadzenia piłki. Boczni obrońcy i wahadłowi są zawodnikami z zupełnie innymi cechami - muszą być wybiegani, potrafić dobrze dośrodkować piłkę i wygrywać pojedynki 1 na 1.
DEFENSYWNE PROBLEMY
Porównując jednak obie formacje, nie sposób wspomnieć o grze w defensywie. O ile wraz z przyjściem trenera Magiery nasza ofensywa wyraźnie się poprawiła, o tyle obrona wygląda dosyć mizernie. Bronienie w formacji 5-4-1 jest czymś stosunkowo nowym dla zawodników, którzy przez większość swojej kariery bronili w klasycznym 4-4-2. U wspomnianego trenera Lavicki w fazie defensywnej Śląsk również przechodził właśnie w taką formację, co wychodziło wrocławianom całkiem przyzwoicie. Obecnie można odnieść wrażenie, że zawodnicy czasem nie do końca wiedzą, jak mają w niektórych sytuacjach się zachować. Pamiętać należy jednak też, że znaczną część goli Śląsk traci po indywidualnych błędach - ich eliminacja powinna znacznie ograniczyć liczbę piłek, które nasi bramkarze muszą wyjmować z siatki.
Potencjalnym rozwiązaniem mogłoby być przechodzenie z ofensywnego 3-2-5 w defensywne 4-4-2, lecz nieco skomplikowałoby to fazę przejściową. Ktoś z tercetu stoperów musiałby przejść na bok obrony, a po przeciwległej stronie wróciłby wahadłowy. Drugi z szeroko ustawionych zawodników zająłby pozycję bocznego pomocnika, a jego vis-a-vis musiałby być wówczas któryś z podwieszonych pod napastnikiem piłkarzy. Jest to oczywiście możliwe do wykonania, lecz wymaga już znacznie większego zaawansowania taktycznego i bardzo dobrej komunikacji.
ROZWIĄZANIA NIE MA
Kończąc już powoli nasze rozważania, wrócimy do tytułowego pytania, które celowo zostało zadane w błędny sposób. Clue poruszanego przez nas problemu, nie jest kwestia ustawienia, a podejścia, z jakim wychodzą na murawę wrocławianie. Właściwe pytanie powinno brzmieć: czy Śląsk powinien zacząć grać bardziej defensywnie? Przejście na formację z czwórką obrońców oznaczałoby rezygnację z 3-2-5 w ofensywie, które od samego początku swojej pracy we Wrocławiu stara się wprowadzić trener Magiera. Na pytanie, czy chcemy oglądać Śląsk w atrakcyjnym wydaniu, czy może raczej powrócić do czasów sympatycznego Czecha każdy z nas musi odpowiedzieć jednak sobie sam. Argumentację przedstawioną w tekście starałem się zrobić jak najbardziej obiektywnie, lecz zgaduję, że mogło wkraść się tam odrobinę subiektywizmu. Dlatego też zachęcam do dyskusji - dajcie znać w komentarzu, co sądzicie, czy argumenty do Was trafiły i jakie jest Wasze podejście do tej sprawy!