Taktycznie: Jak wymęczyć zwycięstwo w pełni kontrolowanym meczu?
fot.: Mateusz Porzucek
Rok 2020 dobiega końca wielkimi krokami. Czwartkowe spotkanie z Wartą Poznań zamknęło ten dziwny i przewrotny okres dla Śląska, lecz zanim zaczniemy podsumowywać dokonania wrocławian, rozliczać każdego z zawodników i szukać noworocznych postanowień dla zespołu, przeanalizujemy rywalizację z beniaminkiem.
Po nieudanych derbach w Lubinie wrocławianie mieli świetną okazję, aby odbudować nastroje i zakończyć rok w pozytywnych nastrojach. Śląsk podchodził do meczu ze swoimi problemami. Choroba trenera Lavicki oraz eksperymentalne boki obrony nie przeszkodziły jednak w odniesieniu zwycięstwa z Wartą, lecz styl, w jakim zostało ono osiągnięte, zostawił lekki niesmak.
Analizę rozpoczniemy jednak od tego, co Śląsk zrobił dobrze. Do Wrocławia przyjechała drużyna, której celem na bieżący sezon jest utrzymanie się w lidze, więc mogliśmy oczekiwać, że zespół prowadzony w tym meczu przez Pawła Barylskiego będzie dominował przez 90 minut i odniesie spokojne, kontrolowane zwycięstwo. Z takim też nastawieniem Śląsk wyszedł na boisko. Wystarczy powiedzieć, że do 60 minuty beniaminek nie oddał ani jednego celnego strzału. Wrocławianie po pierwszej połowie mieli jak na siebie wyjątkowo wysokie posiadanie piłki na poziomie 64 procent. W grze podopiecznych Śląska widzieliśmy dwa nowe elementy, których brakowało w poprzednich spotkaniach.
Pierwszym z nich była gra jednego z defensywnych pomocników jako konstruktora akcji wrocławian. Nie wiem, na ile wynikało to z obecności Pałaszewskiego na boisku oraz jego sposobu grania, a na ile z założeń taktycznych, ale rola wychowanka Śląska była nieoceniona. Chcąc zdominować mecz poprzez posiadanie piłki w drugiej linii niezbędny jest ktoś, kto będzie brał na siebie odpowiedzialność za budowanie ataków, a także zawsze dawał alternatywę na zagranie innym zawodnikom. Pałaszewski doskonale spełnił te zadania, o czym świadczy statystyka podań. Wykonał on 54 celne podania i był pod tym względem najlepszy w drużynie. Drugi pod tym względem Israel Puerto miał aż 12 celnych zagrań mniej. Imponuje również statystyka podań przyjętych, których Pałaszewski miał najwięcej na boisku (50), a także przebytego dystansu (10,93km - najwięcej w Śląsku).
Drugim elementem jest sposób, w jaki poruszali się skrzydłowi. W poprzednich spotkaniach w atakach pozycyjnych ich rola ograniczała się do współpracy z bocznymi obrońcami oraz robienia im miejsca poprzez zbieganie do środka pola, a także wchodzenia w pole karne na dośrodkowania. W meczu z Wartą do wachlarza zagrań doszło jeszcze jedno, które przy lepszej skuteczności powinno dać Śląskowi gola. Podczas czwartkowej rywalizacji widzieliśmy, jak skrzydłowi szukali sobie miejsca za linią obrony rywala, nabiegając na prostopadłe podania z głębi pola. Szczególnie dobrze w tym elemencie wyglądał Pawłowski, który mógł spokojnie zakończyć spotkanie z większym dorobkiem bramkowym. Najlepszym przykładem tego typu akcji była sytuacja po podaniu Mączyńskiego. Kapitan Śląska wzorowo dograł piłkę za plecy defensorów Warty, gdzie do futbolówki dobiegł wspomniany wcześniej Pawłowski, lecz niestety jego strzał pozostawił wiele do życzenia.
Taki pomysł na grę powinien w stu procentach wystarczyć, aby odnieść spokojne domowe zwycięstwo. Mając w pamięci słupek Picha, jego sytuację po dośrodkowaniu Musondy, a także dwie świetne okazje Pawłowskiego po podaniach Pawelca oraz Mączyńskiego, możemy śmiało powiedzieć, że Śląsk powinien schodzić do szatni po 45 minutach z większą przewagą bramkową. Co w takim razie stało się w drugiej połowie, że o wygraną trzeba było drżeć do samego końca?
Wrocławianie na murawę wrócili z takim samym nastawieniem jak w pierwszej połowie. Starali się utrzymać swoją dominację, a także kreować kolejne sytuacje na powiększenie prowadzenia. Po strzeleniu gola w 53 minucie wydawało się, że nic groźnego Śląskowi już nie grozi. Niestety rzeczywistość okazała się nieco inna. Warta przez ostatnie pół godziny gry przejęła inicjatywę i stworzyła sobie wystarczająco dużo szans, aby doprowadzić do remisu, czy nawet wygrać. Jedynie świetna dyspozycja duetu Puerto - Tamas, a także kolejne fantastyczne zawody w wykonaniu Szromnika pozwoliły zatrzymać 3 punkty we Wrocławiu. Z czego wynikała aż tak skrajna zmiana w grze?
Początek meczu był aktywny i pierwsza połowa była pod nasza kontrolą. Natomiast w drugiej połowie, mimo że nie chcieliśmy oddaliśmy piłkę przeciwnikowi, który stwarzał sobie sytuacje. Straciliśmy kontrolę nad utrzymaniem piłki. Zdobyliśmy dwie bramki po stałych fragmentach gry, które były ćwiczone. Cierpieliśmy w drugiej połowie, czasami są takie fazy meczu. Cofnęliśmy się. Może gdybyśmy wyszli wyżej to moglibyśmy skontrować Wartę. Z drugiej strony niska linia obrony i Michał Szromnik uchronili nas przed stratą kolejnych bramek. Były fazy dobrej gry, ale były też fazy gry, nad którymi musimy pracować i mieć większą kontrolę nad posiadaniem piłki. Najważniejsze jest to, że przecierpieliśmy i zdobyliśmy trzy punkty. - tak skomentował problemy w drugiej połowie trener Paweł Barylski.
Jak widzimy w powyższej wypowiedzi oraz w dalszej części konferencji, zamiarem Śląska na drugą połowę było kontynuowanie dobrej gry z pierwszej odsłony. O ile w poprzednich spotkaniach widzieliśmy zespół, który się cofał do defensywy, tak w tym przypadku jasno widzimy, że ciężko zarzucić sztabowi szkoleniowemu minimalizm. Co w takim razie było źródłem problemów?
Pierwszą kwestią, na którą należy zwrócić uwagę, są przeprowadzone zmiany. Aby zobrazować, jak źle zaprezentowali się zawodnicy, którzy weszli na boisko, wystarczy spojrzeć w Instat Index. Tak prezentuje się czterech najgorszych pod tym względem wrocławian. Pogrubioną czcionką zawodnicy wprowadzeni z ławki rezerwowych.
- Sobota - 221
- Celeban - 232
- Exposito - 235
- Zylla - 236
Drugą kwestią jest przygotowanie fizyczne. To nie pierwsze spotkanie, w którym zespół opada z sił w drugiej połowie, czego konsekwencją są nerwowe końcówki. W tym przypadku należy mieć po prostu nadzieję na dobrze przepracowaną zimową przerwę i poprawę całej drużyny na tej płaszczyźnie.
Mecz z Wartą dobitnie pokazał, z jakimi problemami boryka się Śląsk. Trenerzy wyszli naprzeciw oczekiwaniom kibiców i spróbowali pokazać, że we Wrocławiu też możemy oglądać dominujący zespół oraz ciekawy dla oka futbol. Niestety tylko przez 60 minut. Niedostatecznie szeroka kadra oraz słabe przygotowanie fizyczne nie pozwala na taką grę przez całe spotkanie. Tym razem udało się zwyciężyć, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że przeciwnikiem był beniaminek, który i tak przy lepszej skuteczności mógł ukraść punkty Śląskowi. Przy lepszym rywalu taka gra może kosztować znacznie więcej. Wrocławianie pokazali, że potrafią grać w piłkę, a problem leży nie w ich umiejętnościach, a przygotowaniu fizycznym, które niezwłocznie należy poprawić.